12/18/2008

wolnosc..

To jedna z najważniejszych ludzkich potrzeb. Bierze się z tego, że człowiek chce się czuć wyraźnie oddzielony, a nie zlany ze wszystkimi, i chce o sobie decydować. Ale potrzeba wolności nie jest jednorodna. Człowiek może chcieć być wolny od czegoś, ale też chcieć wolności ku czemuś. To podstawowa różnica, która wiąże się z dojrzewaniem, rozwojem świadomości. Bo dziecku i młodemu człowiekowi wolność kojarzy się zwykle z tym, że wolno mu robić, co tylko zechce.
Wolność to robienie tego, co nakazuje nam i na co pozwala nasza wolna wola. Ale z
wolnością jest jak z miłością – ma bardzo wiele twarzy. Wolność to wewnętrzny nakaz zmierzania do ideału, do którego możemy się tylko przybliżać – a on nam ciągle ucieka jak oddalający się horyzont. Mędrcy i mistrzowie twierdzą, że osiągnięcie wolności możliwe jest jedynie na planie duchowym i mistycznym. Bycie całkowicie wolnym od wszelkich uwarunkowań i ograniczeń związanych z naszą egzystencją w istocie oznacza rozpoznanie siebie jako istoty duchowej. Zanim to ostatecznie zrozumiemy, nasza potrzeba wolności przejawiać się będzie na tysiące sposobów.
Tylko człowiek, który sam w głębi duszy nie czuje się wolny ani wartościowy, będzie niewolił innych. Z lęku. To dobrze widać w parach. Jeśli któreś z partnerów ogranicza wolność drugiego, oznacza to, że nie czuje się pewnie, boi się, że ten drugi wykorzysta w jakiś sposób ową wolność, zdradzi albo sobie pójdzie, albo zdominuje z kolei jego.(czyli ida boi sie zdrady i dominacji w zwiazkach,dlatego ze wyniosla z domu z inwentarzem calym brak pewnosci siebie,i dowartosciowania,gdzie jest to rola rodzicow,ale nie mozna miec zalu do nich bo on wyniesli to tez z domu,i jak ida nad tym nie popracuje to arek tez przeniesie to na swoje dzieci itd,pokoleniowo..)
Dlatego jeszcze jednym nieosiągalnym ideałem jest tzw. wolny związek. Zbitka pojęciowa, która stanowi sprzeczność samą w sobie. Każdy związek zakłada bowiem decyzję o dobrowolnej utracie części wolności. Paradoksalnie – świadoma i dobrowolna decyzja o wyrzeczeniu się jakiegoś obszaru wolności jest wyrazem wewnętrznej wolności.
Ludzie chcą być blisko siebie, być szczęśliwi. Ale zapominają, że by być szczęśliwi, nie mogą się czuć do czegoś zmuszani. On się złości, bo ona chodzi gdzieś z koleżankami czy na zajęcia, ona się niepokoi i złości, kiedy on wychodzi z kumplami... W jakiejkolwiek bylibyśmy większej całości niż „ja”, dostajemy poczucie bezpieczeństwa, jakieś korzyści, ale tracimy część wolności. To nieuniknione. To cena tego, że jesteśmy częścią owej większej całości.
Chcemy wolności seksualnej, obyczajowej, politycznej, wolności demonstracji, wolności światopoglądowej, poruszania się, wolnego czasu. To wszystko w mniejszym lub większym stopniu potrafimy sobie w końcu wywalczyć. Znacznie trudniej przychodzi nam uzyskać wolność wewnętrzną, np. wolność od negatywnych myśli, ocen i emocji, od agresji, lęku, chciwości, podejrzliwości – ale tym bardziej takiej wolności pragniemy. Stąd rosnące powodzenie psychoterapii i wielu innych metod wewnętrznego rozwoju.
Pracując nad sobą, stopniowo uwalniamy się od własnych ograniczeń, uwikłań.
Pewien mądry filozof zauważył, że wolnością jest zdolność do akceptacji konieczności, czyli tego, czego nie jesteśmy w stanie zmienić. Ta świadomość pojawia się, gdy zaczynamy wewnętrznie dojrzewać i dzięki temu odkrywać wolność ku.
Dlatego wolność od i wolność ku to zupełnie inne kategorie. Już samo zadanie sobie pytania: Po co mi ta wolność i ku czemu ma mnie prowadzić?, jest olbrzymim krokiem w stronę dojrzałości.
Bo niedojrzałe, obsesyjne dążenie do wolności od z czasem staje się nowym zniewoleniem. Życie, które jest ucieczką przed odpowiedzialnością, jest jednocześnie ucieczką przed wolnością i staje się iluzją wolności – koszmarem. Abyśmy mogli iść do przodu, musimy się z tego otrząsnąć i zastanowić, co jest dla nas naprawdę ważne i ku czemu chcemy zmierzać.To jest prawdziwy akt wolności. I dojrzałości. Pojawia się świadomość, że nie można mieć wszystkiego.Możemy być tylko i aż tym, kim jesteśmy. Z godnością, najlepiej jak się da, rozgrywać karty, które los nam przeznaczył.
Jest jeszcze samobójstwo... I wiele osób mówi, że to właśnie utrzymuje ich przy życiu – świadomość, że mogą życie skończyć. A więc decydują się tego nie robić. To też może być punkt wyjścia do wolności i akceptacji życia.
Z takiego samego życia jeden człowiek może czerpać poczucie zniewolenia, a drugi poczucie wolności.Wolność to możliwość wyboru. Dopóki mamy wybór, jesteśmy wolni. Większość z nas nie zdaje sobie jednak sprawy, że wybór mamy zawsze.
Uczucie zniewolenia prawie zawsze jest iluzją, którą sami kreujemy po to, by nie brać odpowiedzialności za siebie i swoje życie. Łatwiej nam się czuć zniewoloną lub buntującą się ofiarą niż kimś wolnym.
Warto pamiętać, że nawet gdy nie podejmujesz decyzji, pozornie nie wybierasz, to też jest jakiś wybór. I wielu ludzi dopiero kiedy wreszcie zda sobie z tego sprawę, rusza z miejsca.Ale ta świadomość trudno się przebija, bo wiąże się z przyjęciem odpowiedzialności. Ktoś np. mówi: „Jestem zniewolony, bo mam żonę, dzieci, muszę na nie pracować. Nienawidzę tej pracy i tej żony, i tych dzieci. Ale nie mam wyboru”. To automanipulacja. Wybór jest. Można wyjść po papierosy i nie wrócić, zmienić tożsamość, uciec... Ten ktoś nie korzysta z tej możliwości, bo tak wybiera. Bo coś mu w środku nie pozwala tak zrobić: sumienie, przyzwoitość, przywiązanie... A czyje to jest? Jego. Więc nie powinien udawać przed sobą, że musi, lecz uznać, że w istocie tak wybiera. Z chwilą gdy to zrozumie, przestanie się czuć zniewolony. Zaakceptuje swoją własną, wewnętrzną konieczność.Ale może być też tak, że człowiek w terapii uzmysławia sobie, że uwewnętrznił coś, co nie jest jego. Może się wtedy z tym rozstać.Jeden kierunek jest taki: Uznaję, że wybrałem, respektuję swój wybór, w ramach niego działam. I te dzieci, żonę, i pracę, i ten tryb życia. Inny może powiedzieć: Rety, dotarło do mnie, że to wszystko nie moje, tylko mojego tatusia albo babci. Mogę więc powiedzieć: nie chcę. Oddaję babci, co babcine, tacie, co jego, i od tej chwili idę swoją drogą. Zaczynam się pytać siebie: gdzie moje? I to jest właśnie droga do wolności. Uwalniasz się ku sobie prawdziwej. Zaczynasz widzieć, co jest twoje, a co ci wciśnięto z dobrodziejstwem inwentarza. Zaczynasz świadomie kreować swoje życie.


Wczoraj bylo mi zle i przedwczoraj takze,poszlam na silownie,co by wzmocnic cialo i ducha walki..walki o siebie i radosc zycia ktora gdzies sie schowala na dnie samotnosci..nienawidze biegac,meczy mnie to..biegam regularnie moze od 2 miesiecy,wlaczylam to bieganie w swoj trening..3 razy w tygodniu staram sie chodzic i biegam 20 min na biezni..wczoraj pierwszy raz bez muzyki,bo ipod sie zacial..arek zrzucil sobie na glowe jak sie ladowala i moze dlatego..arek nie ma nawet siniaka,a sprzet sie uszkodzil,maly dran..pierwszy raz wsluchiwalam sie w siebie podczas biegania,w swoj oddech..wdech i wydech..medytacja w ruchu..kiedys dawno temu duzo czytalam o buddyzmie zen i medytacji,ze najwazniejsze tu i teraz..i kazdy krok niesie pokoj..biegne ku sobie ku swojej wolnosci..jak czesto zapominamy ze bez powietrza nie da sie zyc,ze gleboki oddech wyzwala od stresu..no nic w kazdym badz razie wycisnelam wszystko z siebie,by ratowac jakos reszte mego jestestwa,moja psychike,ktora kuleje..pomoglo..pomogl tez meil od aldony..dzieki kochana..kobieta kobiete zrozumie,ale facet zostaje i jest z silnymi kobietami..paradoks ze my szukamy bohaterow i krolewiczow,ktorzy utna 7 glow smoka potwora,uratuja z wiezy i beda przenosic na rekach przez rzeke by nie zmokly stopki..nie nic z tych rzeczy..faceci kochaja zolzy ,by same byly samodzielne( a wiec nie moge sie zle czuc absolutnie,kolega z przeszlosci jeszcze 3 dni temu powiedzial od slow do dziela wiec zakladam swoj biznes,dzieki ze tez tak napisal ktos,niby proste a moze az za proste),zeby bylo wygodnie..no nie wszyscy ale ta garstka co wytaje pod oknem z kwiatami nie interesuje nas..paradoks ze potem do tego dazymy by facet z cuchnacymi skarpetami zamienil sie w tego z kwiatkami..my to niezle mamy narabane..natura,przetrwanie gatunku czy jak sie pytam?arek mezczyzna maly jest kochanym oczkiem w glowie mamusi,ciekawe jak bede traktowac jego panny?pomagac zrozumiec czy tez wrecz przeciwnie,i namawiac by z kazda dawal sobie spokoj,ktora mi nieodpowiada..hmm ciekawa sprawa..jak na razie to chcialabym wychowac go ,zeby zawsze radzil sobie w zyciu,i na pewno chcialabym z nim miec dobry kontakt kiedys w doroslym zyciu,bo ja nie mam z mama..i teraz kiedy ida swieta i nastaje czas spokoju i rozmyslan,to mi jeszcze bardziej smutno..moze za duzo wymagam i sama powinnam sie wyluzowac jakos sensownie..i pomyslalam ze i tak zrobie to el camino nawet na piechote z arkiem,zeby nie wiem co..wezme go w plecak albo przyczepke,bo roweru nie mam,i pojde na ten przyslowiowy koniec swiata..niech sie dzieje juz co chce..oddaje wolnosc,i daze ku wolnosci..ramie w ramie albo sama..kiedy zamykaja sie drzwi to otwieraja okna..mam przeciez syna i razem mozemy cisnac te skalki,robic te podroze duze i male..mozemy mieszkac gdzie chcemy,mozemy wszystko..bo gora zawsze czuwa i jakies straszne dla nas rzeczy w tym momencie moga sie wydawac nie do udzwigniecia,ale czas pokaze czy to bylo najlepsze rozwiazanie,jeszcze nie zdarzylo sie bym wpadla z deszczu pod rynne,kurczowo sie czegos trzymalam,czy to pracy,milosci,miejsca danego a okazywalo sie zawsze bylo tylko lepiej..bo przeciez mam robic te miliony hehe wiec musze ruszyc z miejsca,duzo pracy,samotnosci i kontemplacji czeka..ale nie ma rzeczy nie do zrobienia,sama sie podtrzymuje juz na duchu,chociaz ciezko i rycze jak to baba,bo okres,bo strach o dziecko..a moze to jest to,bedzie mega ciezko,bo jestem w dole,ale sie nie dam,za nic za zadne skarby swiata,dla siebie i arka to bede robic..nie bede zebrac,i plakac juz komus ze jest zle,bo to nic mi nie da,trzeba sie cieszyc zyciem bo krotkie jest..trzeba ruszyc z miejsca..celebrowac kazdy oddech zycia,kazdy usmiech dziecka..jutro arek konczy rok..swieto..swieto mistrza immisha arkadiusza..urodzil sie w galway..przez cesarkie ciecie..2 tyg wczesniej,heh bo bym wywinela sie na tamta strone przez cisnienie i zatruta watrobe..wiedzialam od wrzesnia ze jest cos nie tak,i to byl zespol HeLp po mojemu wtedy i duzo sie nie mylilam bo gestoza..brr kochany paczuszek wazyl 3220 gr i 52 cm,zolty byl z 2 miechy,co ja sie mialam wtedy..ciezki okres na maksa..samemu bez pomocy..tylko ja ,marek i arek..i dlawil mi sie i krztusil,spal na mie z 3 miechy,czuwalam ciagle,zeby sie nie udusil,jezdzilam po szpitalach,spalam z nim na podlodze na materacach,wykrecona bylam na maksa,wezly powiekszone wszedzie u maluszka,przez pol roku nikt i tak nie wiedzial co to i od czego(marek byl zawsze)..i ciagle klocenie sie o cieplo w domu,zakrecane kaloryfery(ja cieplo,on zimno lubny)w sumie o wszystko,jaka temperatura wody dla dziecka,itd itp..i jakos tak sie oddalalismy to przyblizalismy spowrotem..teraz to on ma dosyc mnie a ja jego..siedzimy razem na bombie,bo kazde z nas cierpi okrutnie..kocham i przepraszam i oddaje ci wolnosc,bo kocham..rob z nia co chcesz..dojrzalam swoje bledy a teraz to musze nad tym popracowac..supelki supelki rozslupuje,wspinam po drabinie mojej niedoskonalosci..2 piosenki sobie proponuje i tym dziewczynom ktore znam (nie znam)i maja problemy(te w ciazy i te juz z dzieciaczkami w samotnosci i niezrozumieniu),przeciez kiedys w koncu zasweci slonce i skonczy sie ta zima,i znow wyjdziemy na spacer..
tyle sie napisalam (poczatek to z charakterow sciagniety artykul)zeby sobie pomoc jakos tym pisaniem,co napisane to latwiejsze do realizacji..

12/15/2008

koszmar..

na swiezo ze wsi..jeszcze rece mi sie trzesa i cala latam wystraszona..masakra..jest teraz 24.40 a wszystko zaczelo sie 23.30..1h strachu..poszlam sie kapac po zapisaniu ostatniego posta..mocze wlosy ,wyciskam resztki szamponu i mydle..i slysze jakies trzaski..mysle sasiedzi na gorze sie tluka..ale nie drugi raz jakby ktos do domu wchodzil..wylaczam prysznic i nasluchuje,dzisaz schiz na maksa..naprawde ktos probuje wlezc albo juz lazi po chace..naciagam szlafrok tylko ,kaptur na mokre wlosy i wylaze z lazienki,ciemno wszedzie a z korytarza dostrzegam swiatlo..mamy jedne drzwi,potem korytarz z gratami i wozkiem,i drugie drzwi juz do pokoju..i ktos usilnie szarpie za klamke i szarpie,sie zdygalam..nie zamykal cwierc nic,auta,mieszkania itd..ja zawsze lazlam jeszcze w nocy i zamykalam te drzwi od pokoju chociaz..raz nawet te zewnetrzne byly otwarte rano i o 10 przylecial sasiad kiedys czy cos sie nie stalo a to marek zamotany na 6 lecial na samolot i zostawil,a sasiad mowi zeby uwazac bo bylo wczesniej wlamanie na dzielni..mamy nawet alarm ktory nie jest wlaczony..no nic,mi trach gladko wchodzi w faze paniki wraz z dygotem na ciele,raz ze w szlafroku ,mokra,a w drugim pokoju maly paczuszek spi..wyczuwam tez zapach alkoholu,zaczynam sie bac nie na zarty,lapie za telefon i dzwonie do marka(a zawsze dzwonie a dzisaj dzwonilam uparcie czy zawsze bedzie odbieral ,jakby cos sie stalo..i h i d i nie odbiera ma mnie w d..bo przeciez tyle razy dzwonilam w tym dniu..panika siega zenitu,dzwonie do landorda i wlacza sie od razu sekretarka..chce na garde nie znam numeru,dzwonie do znajomych z cork ,oni tez nie czaja..mam w pokoju arka balkon z drzwiami na zamek wiec na bosaka wylecialam ,z tel w reku gadam ze znajomymi ,z placzem i nieomalze konaniem i strachem o dziecko wezcie mi cos poradzcie..zapukalam do drzwi sasiada balkonowych ale ciemno i pustka(przez reszte czasu juz myslalam ze to moze on siedzi na tym korytarzu w niecnych celach,bo chyba jak jest wozek na korytarzu to logicznym wydaje sie ze to nie czyjas wlasna chata..wracam na baze,arnoldzik sie przewraca z boku na bok,bo otwieram te cholerne drzwi i gadam z podworka coby mnie napastnik nie slyszal i dziecko sie nie obudzilo..zaraz skoncza sie srodki na koncie komorki,konana i panika juz mnie opanowala do reszty ,nie mogac utrzymac telefonu,lece z drugiej strony podworka,szukam gdzies swiatla,jest pukam,ale patrze a tam 4 facetow w dresach przez szparki w drewnianej kotarze i zwialam(pomyslam ze by mnie wzieli za glupka,i jeszcze wciagneli na chate,bo w samym szlafroku i na bosaka latam)dzwonie znowu do znajomych i mowie wezcie dzwoncie do marka,moze nie odbiera ode mnie tylko,i czekam..no ale lece po tej mokrej trawie z drugiej strony bloku i dzwonie jeszcze do 2 dzrzwi i nie otwiera niktttttttt..przerazona dzwonie za ostatnie 2 e do znajomych z cork,i on mi mowi tak gadalem przed chwila z markiem,i co,oni maja mnie za wariata chyba..z rykiem juz i bezsilnosci chlipie wez cos zrob,zadzwon na garde,pomoz mi,bo zaraz ten zamek jeszcze pusci..a tam ktos nawalony i nie wiadomo co zrobi..marek mi nie uwierzyl,znajomi tez..ale napewno trzeba zadzwonic,bo ja nie moge,jak chcesz masz tu numer 112 i dzwon..mysle sobie jak ja was nienawidze w tym momencie..z drzaca reka wystukuje nr ,myslac czy jeszcze zdolam cos z komorki wykrzesac(ale chyba za darmo jest nie wiem)i lamana angielszczyzna prosze o pomoc,i szybko,chca moj numer,nie pamietam,placze w sluchawke..zmarzly mi palce u nog i w ciemnym pokoju czekam,cisza,po okolo 10 min niesmialo zagladam przez kotare,jest garda,wchodzi do mojej chaty i wyciaga kolesia,jakiegos boba,gruby pijaczyna..ale dziwne jest to ze normalnie chodzil,jak ktos nie czai to chyba juz tarza sie tylko po ziemii i nie ma sily isc..a ten luz,nawet pamietam imie ,nazwisko i chodzil tez normalnie..pani gardzistka,wysoka postawna blondynka,weszla do pokoju i zapytala o dane,zadzwonilam do marka zeby z nim gadala(zeby nie robil ze mnie wariata,ze sobie wymyslam)pogadala..marek do mnie ze to tylko najebany koles i jutro bedzie mnie przepraszal bo mu glupio(jeszcze jaral fajki na korytarzu john player,bo pudelko puste zostawil i jakies pofrytkach smieci w wozku arka)..masakra..a ja przerazona i kazdy jakby nic sie nie stalo..ze dobrze sie wszystko skonczylo..i czasem sobie mysle ze prawdziwych przyjaciol poznaje sie w biedzie..i mi ich brak czasem..i myslalam ze marek tez taka ostoja powinien byc,ze nie powinnam sie bac nigdy..okazalo sie inaczej,zignorowal mnie totalnie i moja niemoc w takiej sytuacji..nie wiem co moglabym dodac chyba piosenke,bo to moze wiecej odda..a nie wiem jak mozna sie zrehabilitowac po czyms takim..-100 punktow..

wezme jeszcze krople bacha(kwiatowe emergency) na ten szok bo nie zasne..i pamietac zawsze o zamykaniu drzwi zewnetrznych..nienawidze takiego picia..bez granic..jeszcze peace na oknie dzisiaj przywiesilam,do marka dzwonilam zeby zawsze odbieral nawet w nocy szczegolnie bo roznie bywa..mnie ta sytuacja pokazala ze jestem panikara ,ale to nienowosc..i naprawde jestem sama w sytuacjach w ktorych sie boje..podobnie bylo w gorach..podobna bezsilnosc kiedy wszelkie sposoby zawodza..po co mi to?nie musze byc budda..nic nie musze..jestem jaka jestem..panikara..

12/14/2008

niepokoj..pokoj..

oj cos mi zle,niedobrze,i nie moge spac,pelnia,humoru wcale,zima,zimno i jakos tak nijak,moze ze nie poszlam na spacer..a tak ladnie bylo,arek wylal wode z zelazka na siebie bawiac sie nim jak autkiem,i mokre rajstopy..drzemka ,obiadek i na dworze cimno i nie poszla..buu okno przyozdobila zelowymi naklejkami z aniolkami i napisem peace on earth,a na parapecie mala choinka z drewnianymi zabawkami z tesco heh..moze tez komus tak nijak..mam kawaly nawet daja rade..

przed ślubem:
Ona: Cześć!!!
On: No nareszcie, już tak długo czekam!
Ona: Może chcesz, żebym poszła?
On: Nie! Co ci przyszło do głowy?
Ona: Kochasz mnie?
On: Oczywiście o każdej porze dnia i nocy!
Ona: Czy mnie kiedyś zdradziłeś?
On: Nie! Nigdy! Dlaczego pytasz?
Ona: Chcesz mnie pocałować?
On: Tak, za każdym razem i przy każdej okazji!
Ona: Czy byś mnie kiedykolwiek uderzył?
On: Zwariowałaś? Przecież wiesz, jaki jestem!
Ona: Czy mogę ci zaufać?
On: Tak.
Ona: Kochanie...
Siedem lat po ślubie: czytaj od dołu w górę



Pokłóciły się okrutnie części ciała. No, bo kto tu rządzi?
- Toż jasnym jest, że ja - burknął mózg - to ja tu myślę i wszystko
kontroluję.
- Bzdura! - zaprotestowały ręce - my tu robimy najwięcej - zarabiamy na
wasze utrzymanie.
- Ech - westchnęły nogi - to nasza rola rządzić, to my decydujemy, jaki
kierunek obrać i dążyć w słusznym kierunku.
- My - odparły oczy - myśmy szefami - my wszystko widzimy i naprawdę nic
nam nie umyka.
- Bzdura - odparł żołądek - to ja tu rządzę, wytwarzam wam wszystkim
energię, ciężko pracuję i trawię. Beze mnie zginiecie...
- JA BĘDĘ SZEFEM - nagle odezwała się milcząca dotąd dupa - I JUŻ.
śmiech ogólny, że całe ciało się nie może pozbierać.
- DOBRA - odpowiedziała dupa - jak tak, to STRAJK. I przestała robić
cokolwiek.
Minęło kilka godzin. Mózg dostał gorączki. Ręce opadły. Nogi zgięły się
w kolanach Oczy wyszły na wierzch. Żołądek wzdęło i spuchł z wysiłku.
Szybko zawarto porozumienie. Szefem została dupa.
I tak to już jest drodzy moi. Szefem może zostać tylko ten, co gówno robi.



Przychodzą dwie blondynki do sklepu. Jedna mówi:
- Poproszę zeszyt w kółka.
Sprzedawca na to:
- Niestety, ale nie ma takich zeszytów. Są tylko w kratkę, w linię lub czyste.
Blondynka odchodzi, na to druga mówi:
- Ale ona głupia, chciała zeszyt w kółka.
- No cóż - mówi sprzedawca - różni są ludzie. No ale co dla pani?
- Poproszę globus Krakowa.

Blondynka kupiła Fantę z zielonym kapslem.
Otwiera, patrzy - na kapslu napis:
"Spróbuj szczęścia znowu" - zamyka, odkręca, czyta - "Spróbuj szczęścia znowu" - zamyka, odkręca, czyta ...

to by bylo na tyle,pelzne do lozka.. no moze jeszcze jakas muza i pojde..

12/13/2008

rowery i przyczepki..

tak surfuje jakis tydzien za przyczepka rowerowa dla arka,w miare nie mega droga i skladana,czyli taka co do samolotu by wniesc bez zadnych kosztow..i taka obczailam..tak samo z rowerem..szukalam czegos innego,chyba sakw i wpadlam na rowery ..no ale ten mi sie podoba,ciekawe co klon na to..chyba sie nie zgodzi ,bo wie lepiej..a czemu?tez troche sobie jezdzilam ale tylko treka mialam klasy sredniawej..a teraz szukam czegos co mozna zlozyc w podrozy..no ja mam taka idee..do samolotu,samochodu,pociagu i zeby byl tez dobry..mysle ze znalazlam..
z przyczepki mozna zrobic spacerowke i juz unikam kosztow przelotu ,bo to ekwipunek dziecka i sie sklada heh ciekawe jak w praktyce wyjdzie,mozna uprawiac jogging i przyczepic do roweu..no a rower,tez sie czepiaja podobno i rzucaja sprzetem przy zaladunku,masakra..no to teraz tak bede obczajac wszystko do lata ,co potrzebne do wyprawy..mam na razie swiatelka i licznik ze starego roweru a arkowi wyczailam na straganie nowy kask za duzy troszke za 4,5e a kosztuje 30e..takie zakupy najbardziej ciesza..ale rower i przyczepka niestety nowe zeby posluzyly..tylko skad kase na to wytrzepac?chyba trza te masaze zaczac robic za 50e to by sie uzbieralo,tyle ze nie mobilna jestem w sensie,brak prawka(bo nie przyszlo zawiadomienie o egzaminie,zreszta nic nie umiem a jak sie uczylam to potem przyszlo pismo ze przepisy w ie sie pozmienialy w sierpniu)i tak zawsze jakies przeszkody do przeskakiwania..uff..dobra wymowek nie ma trzeba zakasac rekawy i trzepac many na wyprawe..posprzedaje pare rzeczy na allegro a sprzedaje od pazdziernika heh,no co zrobilam fotki tym rzeczom i to bylo na tyle..ale jak sie wezme to zrobie w dwa dni..i sie uzbiera chociaz na odziez rowerowa..a reszta jakos pojdzie..bez kasy ludzie latali i jakos dali rade..to my nie damy?sprzet i bilety najwazniejsze a jedzenie bedziemy gotowac sami..moglabym isc do pracy ale w rekawie mam mnostwo argumentow przeciw..chlopcy nie powinni chodzic do przedszkola(w ksiazce o wychowaniu chlopcow wyczytalam)same kobity heh,nie kazdy takie ksiazki czyta na szczescie..marek pracuje tak ze go czasem w tyg nie ma,odpada..jakbym pracowala to 3/4 wyplaty to oplacenie przedszkola..mojej wyplaty..w niektorych przedszkolach robia jedzenie maluszkom najtanszym sposobem,np z mrozonek(wiedza od kumpeli marka ktora jest w dublinie przedszkolanka),a jedzenie wiadomo ,dla tak mlodego organizmu powinno byc najlepsze,lyzka kopiemy sobie grob(jedzenie takie wychladza organizm i nie ma witamin,mrozonki domowe maja ale nie te ze sklepu,temperatura mrozenia).Czyli praca w tradycyjnym slow tego znaczeniu w ie w moim przypadku odpada..musze pomyslec co mogloby to byc i jak,zebym byla zadowolona..a praca powinna byc taka zeby byc z niej zadowolonym oprocz dobrej wyplaty..i taka co sie lubi robic..czyli mnie zostaja elementy fizjoterapii przykldowo,i prywatnie lub wlasna dzialalnosc gospodarcza..no dobra naprodukowalam sie i trzeba do wyrka isc,ktore puste do srody zostaje,czyli full grzanie w pokoju..nie bedzie alaski w nocy przez te pare dni jupii..

swieta i zyczenia..




Niech świąteczne życzenia mają moc spełnienia,
te całkiem błahe i te ważne,
te dostojne i te ciut niepoważne,
niech się spełnią.
Marzeń o które warto walczyć,
wartości którymi warto się dzielić,
przyjaciół z którymi warto być
i nadziei, bez której nie da się żyć.
Wesołych Świąt Bożego Narodzenia
i Szczęśliwego Nowego Roku 2oo9
zyczy ida arek i marek

12/04/2008

arek i tata..

najnowsza produkcja taty marka o swobodnym poruszaniu sie w srodowisku jakim jest woda..czy ta szczoteczka do zebow nie jest za duza?


12/02/2008

slieve donard 849m..


Pierwsza wyprawa aruna z noclegiem w namiocie,i pierwsze wejscie solo mamy na na najwyzszy szczyt pasma gorskiego znajdujacego sie w irlandii polnocnej.Blad w trakcie schodzenia do namiotu zakonczyl sie po 8 h bladzenia.Tak powstal w tamtym tygodniu filmik o przygodzie ,ktora ledwo przezylam bez mega histerii(letki placz i panika)i o ktorej wspominalam kilka postow wczesniej.a bylo to tak..
Pojechalismy autem w gory mourens w irlandii polnocnej z plecakami ,namiotem i malym.Pierwsza noc spedzilismy w namiocie,dosyc dla mnie niekomfortowo ,bo zerwala sie chmura z 300 kroplami deszczu i na predce namiot rozbity na sciezce pod gorke.W nocy wialo i trzepalo namiotem tak ze oka nie moglam zmruzyc i ciagle mi sie wydawalo ,ze ktos na nas wlezie na tej sciezce.Marek uratowal mnie swoja mp3 i tak jakos wytrwalam do rana,nie wspominajac ze ciagle maluszka przykrywalam ,bo bylo zimno jakies 9 stopni w nocy(i tak sie spocil)plus karmienie cycem,i moje spanie przez cala noc na jednym biodrze.o masakra..i rano po sniadaniu wygnana zostalam w gory,bo za zimno bylo zeby maluszka tam ciagnac.Oczywiscie bez jakies wiekszej ilosci picia jakies pol kubka herbaty i snikers na droge.I jeszcze gps do reki ,cobym sie nie zgubila,gdzie marek mi wytlumaczyl w 5 min jak sie to obsluguje.Pelna obaw ale i nowej przygody wyruszylam z obozu sama.Szczyt osiagnelam po jakiejs 1,5 h i schodzac uradowana poszlam w inna strone niz przyszlam(wchodzac obracalam sie za siebie,krecilam kamera,zaznaczalam kamykami i imieniem gdzie schodzic).A gora miala mur jak i inne okoliczne szczyty(chociaz myslalam ze tylko ta ma)A wiec schodzac(blad odkrylismy na gpsie juz w domu ,ktory co jakis czas wlaczalam i zarejestrowal moje bladzenie)poszlam druga strona muru zeby na mnie tak nie wiealo,ale schodzilo sie okropnie i wpolowie drogi przeskoczylam ten mur.i zapomnialam o tym i poszlam w druga strone juz u podnoza gory..A potem to juz masakra i przyspieszone bicie serca,bo chodz telefon dzialal to byla to juz anglia a roamingu brak.Nie moglam zadzwonic,nie mialam nic do picia i nic do jedzenia,nie wiedzialam jak mam korzystac z gpsa..Schodzac nie w te srone po pol h zorientowania sie ze wcale tedy nie przyszlam zaczepilam ludzi zeby mi pomogli.z nimi weszlam jeszcze raz pod te gore i pod murek,oni tez nie czaili gpsa ale mieli mapy z ktorych ja nic nie czailam tez..Zadzwonilam z telefonu jakiejs dziewczyny do marka,a on zeby zobaczyc po ktorej stronie mam slonce itd itp.kazal schodzic .Wiec cos z tymi ludzmi kombinowalismy ale po spojrzeniu na gpsa ,znowu bladzilismy.Zadzwonilam jeszcze raz ,ze z nimi schodze na kawe do jakiejs wiekszej miejscowosci i zeby mnie znalazl juz tam.Chociaz wiedzialam ze nie bedzie mu lekko z tymi tobolami i arkiem..Lecz stanowczo kazal mi zostac pod ta gora i sami mieli po mnie przyjsc.Czekalam tam 1,5h i sie rozplakalam,bo powinni byc w pol h.martwiac sie czy arkowi nie zimno i czy nie glodny..i sama zrozpaczona spedzeniem jeszcze paru h w gorach.Jakas grupka starszych ludzi zaopiekowala sie mna ,dajac cos do picia i batoniki i poszlam z nimi..Dluzszy czas ci ludzie nie mieli zasiegu.No i idac z nimi po pol h patrze ze pojawia sie moja droga ,ktora przyszlam,kamyki i napis itd,ale szlam juz z nimi .Z Markiem umowilam sie na parkingu.Szlam chyba jeszcze ze 3 h z tymi ludzmi,i oni podwiezli mnie jeszcze jakies pol na parking,bo bylam juz po innej stronie gor niz wyruszylam..Zla bylam straszliwie na siebie na marka i na caly swiat,ale te 3 h dobrze mi zrobily,bo wiedzialam ze to ja gdzies popelnilam blad.Marek tez byl pod murkiem i czekal na mnie z maluszkiem ale z drugiej strony gory.Co mnie to nauczylo?ze zaczelam sprawniej poslugiwac sie gpsem,ze w gorach bardzo latwo jest zbladzic,mozna liczyc na pomoc ludzi ktorzy te gory kochaja,respektu wobec natury.I ze duzo pracy przede mna..

11/28/2008

rugby..


w zeszla sobote marek wyslal mnie na mecz ruggby z kolega z pracy danielem..sam rozkoszujac sie z arkiem wolnoscia w parku i w zatoce..a wiec Stadion Croke Park (irl. Páirc an Chrócaigh) jest największym stadionem Irlandii i czwartym co do wielkości w Europie (82 500 miejsc). Stadion został otwarty w 1913 roku.


W historię stadionu wpisało się smutnie wydarzenie z 21 listopada 1920 roku. Rankiem tego dnia prowadząca walkę o niepodległość Irlandii IRA wykonała egzekucję na 14 agentach tajnej służby brytyjskiej. Po południu Black and Tans – brytyjskie oddziały pomocnicze, których zadaniem było sianie terroru – otoczyły stadion zapełniony kibicami futbolu gaelickiego w Croke Park w Dublinie, na którym odbywał się mecz między zespołami Tipperary i Dublina. Black and Tans otworzyli ogień w stronę tłumu, zabijając 14 osób (w tym jednego piłkarza - Michael'a Hogan'a), a wiele innych raniąc.

Od tego momentu na stadionie tym nie rozegrano ani jednego meczu w dyscyplinie sportu, która uprawiana jest również w Wielkiej Brytanii. Jedyne mecze rozgrywane na tymże obiekcie toczyły się pomiędzy drużynami dyscyplin futbolu gaelickiego oraz hurlingu. Być może jednak w tym sezonie to się zmieni, gdyż z powodu remontu stadionu piłkarskiego na Lansdowne Road w Dublinie, być może władze pozwolą, by mecze piłki nożnej rozegrać na obiekcie Croke Park(zmienilo sie to jednak od okolo 3 lat,poprawka). stadion wiec ogromniasty najwiekszy na ktorym bylam(jezdzilam troszeczke z chlopakami na mecze pogoni szczecin :),na pierwszym swoim wyjezdzie weszlismy przez plot a w drugiej polowie uciekalam w sandalach przed kibicami lecha poznan :))zrobil na mnie ogromne wrazenie swoja potega wielkosci bo wykonanie to beton i plastikowe krzeselka,no i czulam sie bezpiecznie ,zadnej adrenaliny jak w sektorze huliganki na stadionie szczecinskim,jak pamietam to chyba sektor 11,strzelali raz do nas gumowymi kulkami i tez bylo nam uciekac heh)no i race,spiewy itd..atmosfera nieco inna niz sprzed tv..
a teraz ruggby z czym to sie je?Rugby - popularne określenie grupy sportów drużynowych o wspólnym pochodzeniu. W Polsce rugby zwykle jest utożsamiane z rugby union lub rugby 7, rzadziej z rugby league.Nazwa gry pochodzi od angielskiej szkoły w Rugby, gdzie w 1823 roku rozegrano pierwszy mecz. Twórcą był William Webb Ellis, który podczas gry w piłkę nożną podniósł piłkę i pobiegł z nią przez boisko. W roku 1895, w wyniku sporu o płace zawodników, powstały w Anglii dwie odrębne formy tej gry: nowsza, zawodowa, w której trzynastoosobowe zespoły rywalizują w ramach Rugby League, oraz tradycyjna i szeroko rozpowszechniona wersja, do 1995 teoretycznie amatorska, z drużynami piętnastoosobowymi zrzeszonymi w Rugby union. Mimo niewielkich różnic w przepisach, ogólne zasady i cel gry pozostają takie same.

My ogladalismy rugby union (pot. rugby) – zespołowa gra między dwiema 15-osobowymi drużynami, polegająca na podawaniu owalnej piłki ręką lub nogą przy czym podania ręką do przodu są zabronione; punkty zdobywa się za przyłożenie piłki na polu punktowym przeciwnika (5 punktów), za celny strzał (tzw. drop, drop kick) na bramkę w kształcie litery H, z poprzeczką umieszczoną na wysokości 3 metrów, ponad którą piłka musi być przerzucona (3 punkty). Po przyłożeniu następuje tzw. podwyższenie (skuteczne jest warte 2 punkty); piłkę ustawia się na podstawce (kiedyś usypywano górkę z piasku) na linii prostopadłej do linii końcowej boiska i przebiegającej przez miejsce w którym wykonano przyłożenie, ale w dowolnej odległości od słupów – z tego miejsca kopacz musi trafić w bramkę ponad poprzeczką.


Najważniejszą imprezą rugby na świecie jest rozgrywany co 4 lata Puchar Świata, a w Europie coroczny Puchar Sześciu Narodów z udziałem Anglii, Francji, Irlandii, Szkocji, Walii i Włoch. Światową czołówkę stanowią rugbiści z RPA, Nowej Zelandii, Australii (grający w Pucharze Trzech Narodów) i drużyn wymienionych państw europejskich, a także Argentyna. Aktualnym mistrzem świata jest RPA (od 2007 roku).
Czas gry :dwie 40-minutowe części z 5 minutową przerwą. Czas może być zatrzymany po sygnalizacji sędziego. W przypadku przekroczenia regulaminowego czasu gry akcja nie jest przerywana przez sędziego – mecz kończy się dopiero po przerwaniu akcji (np. po zdobyciu punktów lub wyjściu piłki za linię boczną boiska).
Numeracja zawodników jest ściśle określona przez zasady. Zawodnicy wychodzący od początku na boisko mają numery od 1 do 15, rezerwowi od 16 do 22. Drużyna składa się z dwóch podstawowych formacji – formacji młyna (zawodnicy z numerami 1 – 8) i ataku (numery 9 – 15).Ogolne zasady:Piłkę można kopać lub podawać ręką przy czym w tym drugim przypadku zabronione jest podanie do przodu. Zawodnik jest na pozycji spalonej jeśli znajduje się przed partnerem niosącym piłkę lub przed partnerem, który ostatni zagrał piłkę (reguła spalonego jest bardziej skomplikowana). Zawodnik na pozycji spalonej nie może brać udziału w grze.
Można zatrzymywać tylko zawodników będących w posiadaniu piłki, łapiąc za koszulkę, nogi, ręce, blokując ciałem; łapanie za głowę lub szyję jest zabronione. Nie można atakować przeciwnika nie będącego obiema nogami na ziemi. Zawodnik powalony powinien albo natychmiast wstać albo pozbyć się piłki (nie wolno jej trzymać leżąc na ziemi). W formacjach autowych zawodnicy nie mogą się uderzać itp., mogą tylko walczyć o piłkę.Punkty w meczu można zdobywać na kilka sposobów:

* przyłożenie, 5 punktów – zawodnik przykłada piłkę do ziemi na polu punktowym przeciwnej drużyny,
* podwyższenie, 2 punkty – podwyższenie jest możliwe tylko po przyłożeniu, zawodnik kopie ustawioną na ziemi piłkę na bramkę (między słupy, ponad poprzeczką) z dowolnej odległości od pola punktowego przeciwników, w linii prostopadłej do linii końcowej i przechodzącej przez miejsce przyłożenia piłki,
* karny, 3 punkty – zawodnik kopie piłkę na bramkę z miejsca przewinienia przeciwnika,
* drop-goal, 3 punkty – kopnięcie na bramkę przeciwnika z gry, piłka musi zostać uderzona po koźle

Mecz rugby na ktorym bylam rozgrywal sie miedzy druzynami irlandii i argentyny..wynik meczu 17:3..najczesciej byly to bramki zdobyte karne i drop-goal i jedna za 5 pkt zdobyta przez irlandie..na moje oko sport bardziej agresywny i sie tlukli zawodnicy przez co byly przerwy w meczu i nie rejestrowane przez telebimy..jednego wyniesli na noszach przy koncowce..dopiero druga polowa mnie wciagnela i cos sie dzialo na boisku a dziadek przede mna pokrzykiwal w gailicu raczac sie alkoholem z piersiowki..Hymn po irlandzku ..fajna impreza tylko nogi mi zmarzy jak za dzieciaka zima w kozakach i mialam gloda ogromnego ktorego ujarzmilam w irlandzkim barze chips end fish..plus maly ginnesik..arnoldzik rozrabial i zaczepial ludzi,troche przeglodzony przez tate zasnal szybko w aucie w drodze powrotnej..nastepny wazny mecz dla irlandii w marcu z anglia,ale juz nie bede ogladac,bo bilety wykupione..i raczej raz mi starcza zapoznanie sie na duzym boisku..zapomnialam dodac ze daniel gra w rugby w lokalnej druzynie..raz bylismy z arkiem i naszym ziomkiem waldkiem..zarejestrowal na camerze..ja skromnie zarejestrowalam niewiele ,bo niewiele moze moj aparat zdzialac.

11/19/2008

SS LSD..

nie wiem czy pisac czy do garow lezc..arek spi,dzisiaj konczy 11 miesiecy i zobaczylam 4 zab na gorze,ladnie sie skomponowal z druga jedynka w czasie..mnie zle i zimno ciagle,moze to grypa ale wypoce to na silowni mam nadzieje..20 min maszyna,10 min kajak,30 min silka,20 abs i 20 min bieganko..potem nie moge spac taka jestem fit..a wiec plan jest taki ze sobie robie sile i rzezbe,duzo na lapki,coby wiosna probowac sil w skalkach,a potem rowerem do hiszpani i latac na kejcie o ile bedzie mi dane przezyc te okrutna zime ..no ale popisze cos moze z innego zrodelka przeszlosci..tak sem miala kiedys kapelke pankowa,graly prawie same laski,publicznie na 2 wsiach 2 koncerty..majac 16 lat zapragnelam posiiasc umiejetnosc grania na garach,ale po wielu perypetiach zwiazanych z chlopakami,ktorzy chcieli cos podczas tej nauki miec dla siebie zrezygnowalam i..kupilam sobie gitare ..od sasiada ktory mnie dobijal wysokimi dzwiekami swego grania..on potem ibaneza i jeszcze gorzej mi sie spalo..a ja dalej uparcie chcialam sie nauczyc grac..chodzilam do sasiada a potem do bloku obok..po slowach ''bedziesz umiala to lepiej zagrac ode mnie przyjdz''tez moje morale i zacietosc opadly jak jesienne liscie..powoli i w pieknym stylu..no ale gralam sobie w domu ze 2 rify i wymyslalam teksty i melodie..marzylam o zespole lasek samych..namowilam ze 3 i przychodzily do mnie na chate i przy radiu robiacym za wzmacniacz cos tam rzezbilysmy..potem sie udalo miec proby w gdk a za sprawa drugiej wokalistki ktora zaprosilam do wspolpracy..potem posypalo sie z perkusistka..wogole bylo do bani..zeby to jakos mialo power..to byl tez czas mojej matury i olki ktora spiewala,czasem ktos nie przyszedl na probe itd..no ale perkusista sam zapukal i chcial z nami grac..gralismy proby od lutego do czerwca w gdk i tam tez zagralysmy swoj pierwsz koncert,potem w weglincu na dworze w remizie strazackiej..heh jeszcze trzymalam wszystkich za ryj zeby nikt nie pil przed koncertem..spotkalysmy sie z milym aplauzem..koles zrobil jakis artykul i zaprosil na nastepna wies i nastepny koncert we wrzesniu..ale skonczyla sie nauka i ja i olka wyjechalysmy z miasta..ona do kalisza tanczyc ,a ja do wrocka wglebiac sie w medycyne naturalna..no i co dalej..a to ze ta gitara caly czas chodzi za mna..i po przyjezdzie po 1,5 roku z niemiec kupilam sobie taka jaka bym chciala miec ..oczywiscie limited..people are strange..ma napis i ma na 12 progu kocie oczy..nawt zagralam na niej pare prob z samymi chlopakami dla odmiany,bo muza to brak muzy czyli pank i fajnie bylo..2 miesiace i wyjechalam do irlandii w ktorej zostalam..chlopaki mnie wyrzucili z zespolu wczesniej juz bo mnie nie bylo miesiac a moje miejsce zajal koles a propo ktory gral w naszym zespole dziewczat heh..gitare przywiozlam w sierpniu i sobie na niej czasem brzdakam z czego najwieksza ucieche ma arkadiusz..fajnie jakby gral i nauczyl matke..heh namowilam (hmm moze ja mam jakas zdolnosc namawiania)a moze to sie zwie skuteczne naciskanie(czasem mozna napotkac duzy opor,kiedy namawia sie do dobrego,chyba wina ksiezy z ambony)zeby takie moje brzdakanie i to co kiedys wymyslilam moglo pojawic sie na czyms trwalym..w tym przypadku stal sie sam poczatek z fotkami na filmie marka..nie ma tam nic wzmienione kto tak falszuje ale satysfakcja jest..z tego ze mozna jak sie chce zrobic rzeczy o ktorych sie marzy i mysli..choc moj wyjazd do niemiec trwal okolo 5 lat od momentu pragnienia wyrwania sie z tej polskiej biedy..wiec zycze wytrwalosci i milosci do siebie nawet jak ma sie do pokonania i przeciwko sobie wszystko i wszystkich..to nic nie ginie w przestrzeni..pojawiaja sie nowi ludzie(myslacy podobnie),sytuacje i mozliwosci do dokonania nawet niemozliwego..i tak w tej swiadomosci trwam..nastepny przystanek to wlasna dzialanosc na bazie tego co umiem i co sprawia mi przyjemnosc..dluga droga,ale nie niemozliwa..zaczyna sie od pierwszego kroczku na szczyt..
tutaj zamieszczam moje granie na gitarze jakies 2 lata temu..troche leniwy ze mnie muzyk,bo siedze(jakos lepiej mi sie gra)..
badzmy wszyscy na tym swiecie wielcy dla siebie i dla innych..wspierajmy sie a bedzie peace end love na na naszej matce ziemii..

11/08/2008

muza..

troche muzy w wietrzny jesienny irlandzki bezdeszczowy o dziwo poranek polecam..no bo co innego moge zrobic oprocz tego jak tylko sie zapasc pod ziemie..tak mi przykro i wstyd..prawy sierpowy w nerki mojego misia rano padl po tym jak chcial (po raz kolejny,metoda smietnika czy jak to mozna nazwac)mi wyrzucic do kosza na smieci oddsysaczke do nosa arka,a ma mega katar..chcial moze i dobrze umyc to ,ale to gnije w srodku jak dostanie sie woda..i po slowach kupisz mi kolejna leci do smietnika i tam pada smiertelny cios w cialo mojego kochanka..ale uratowana oddsysaczka..tez mialam nerw jak wstalam i musialam ogarnac ten caly syf na chacie a przeciez przed polozeniem sie wczoraj spac byl taki porzadek..albo tata nie szanuje mojej pracy albo ja nie moge zniesc chaosu na bazie..matko chyba po tej silowni mi odwala ale nie biore zadnych sterydow,moze to niekontrolowany skurcz miesni..heh malo smieszne ale prawdziwe..oprocz cwiczen ciala zapomnialam chyba o duszy..ciagla praca praca nad soba..no i tym smutnym akcentem zapraszam na troche muzyki a tate jeszcze raz mocno sorry,sie nie powtorzy mysle..
http://de.youtube.com/watch?v=RcActzIwFkY fajny kawalek ale tylko taki sposob jest na niego..buu
nastepny to





no to byloby na tyle..arek wstanie zaraz na pasze swoja obiednia i czas na jakas dublinowska foodmarketowa wycieczke..

10/31/2008

chiny 2005..


na sam poczatek foty ,ktore meczylam juz z tydzien,z tysiaca wybralam okolo 300..tak wiec milego ogladania..za zarobiona kase w niemczech..zfundowalam sobie wycieczke..17 dni z 25 osobami do 35 roku zycia..marco polo z monachium biuro podrozy..cale 2 tyg niemiecki jezyk..takze moja wiedza jest wybiorcza..hehe musialam troche poczytac na necie co widzialam..koszt 1800e plus kieszonkowe z 1000e ..7 miejsc..6 miast i 1 wyspa na morzu zoltym..chinski mur..plantacje zielonej herbaty..szanghaj,pekin,xian,ningbo..poczatek 13 wrzesnia..data przyjazdu do niemiec..a potem do irlandii..itd..moze bedzie mi sie jeszcze chcialo cos napisac to opisze w swoim czasie..cdn..

10/30/2008

pierwsze foty i montaze..irlandia 2006..


gora z tecza tanczy..

dlaczego
nie kwadratowa
nie biala
nie czarna
jest
miloscia
spelniona
pomiedzy
sloncem
a
deszczem

moje pierwsze foty to te robione aparatem hp ,kwiaty i jeszcze raz kwiaty,jest tez malutki macius chyba mial ze 3 lata,i z 2006 irlandia z mruwa(tym razem cannon g6 za pierwsza niemiecka wyplate kupiony) ,mieszkalismy ze 2 miechy w aucie i zobaczylam niezly kawalek wyspy..krotkie opisy i pare slow na wiekszosci fotek z tego okresu..moja pierwsza galeria,w tym czasie zmontowalam tez ze 4 filmiki robione 30sek ujecia aparatem g6..tak powstalo pogodno w cork(koncert),i inne ujecia..pierszy filmik zrobilam darmowym 30 dniowym programem w dwa dni,a potem juz poszlo..nie sa najwyzszej jakosci bo pojecie blade o montazu i same filmiki 30 sek trudno polaczyc w calosc jezeli byly z koncertu wiec wyszlo jak wyszlo..reszte moze sie da wrzucic jeszcze ,ale nie jestem pewna..z jarkiem perkusista pogodno i nie tylko znamy sie juz kupe lat,pamietam jak zaczynal grac paleczkami na poduszkach i czasy w jednej szkole kiedy kazdy chcial zakladac zespol,on cos tam gral z jakimis kolesiami a mi sie marzyl zespol samych lasek wtedy..ale to w innym poscie ta historia..z jarkiem razem pracowalismy pol roku przy wyrabianiu pizzy hehe..a marcina macuka (gitara,spiew,klawisze)mama uczyla mnie polskiego w szkole,no i wszystkie laski szalaly za nim w podstawowce, bo mial takie urocze doleczki w policzkach jak sie usmiechal..no i sie kiedys upilismy razem z jarkiem przy wyrabianiu tej pizzy wscieklymi psami,ale chora bylam na drugi dzien i jeszcze mi sie sanepid na moim wielkim kacu dobijal do lokalu..musialam sie niezle kryc wtedy i nie otwierac lokalu..smiesznie bylo..



10/28/2008

miedzy byc a nie byc..

nie mam pewnosci

kim naprawde jest czlowiek

kim jest czlowiek teatru marionek

dlaczego neka go sens istnienia

cud natury i jej szalenstwo

wiec po co jest smierc

jakas dlon wyciagnieta pochwycila dlon moja

poprzez wrota plynie wykrzywiony wiecznie smiech

a ja wolac bede co to jest czuc!?

(2006 ida)

10/21/2008

spacer biedronki..

czyli chodzi o to zeby sobie chodzic i szukac az sie znajdzie jak najwyzej i poleciec,mozna w zamian zostawic tyle szczescia ile czarnych kropek na skrzydlach w rece tej ktora uratuje i wypusci albo zolta plame jak rozgniecie.. a spacer biedronki to tytul tomiku poezji ks twardowskiego..w liceum przeze mnie czytany a dostany tez od kumpeli z klasy..hmm i tak sobie spaceruje..smutno mi boze czyli spacer biedronki..oj smutno 35 stopni kapia maluszka przed spaniem..to jest nizej niz temperatura ciala..i moze gadac fizjoterapeuta do elektryka..kapiel przed spaniem to nie to samo co plywalnia..dzieciak ma since pod oczami ..a to znak ,ze nerki cos slabe(med.chinska)i sobie gadam do sciany..do kalki genetycznej..moze ktos zaprosilby nas na swieta ,bo zostalismy zagrozeni samotnoscia z arkiem..czasami mozna powiedziec za duzo a slow nie da sie odwrocic..sa jak sztylety wbijane w serce..i czasem ktos myli kolejnosc miejsc:ja,ty,my,oni,partner,podroze,obowiazki,dziecko,rodzina..i jak myslisz,ze wszystko juz ma swoj porzadek i miejsce i czas to spadasz znowu ..bogatsza czy ubozsza o kolejne doswiadczenia..sama nie wiem..a problemy nosimy ze soba i czy bede tu czy gdziekolwiek indziej na swiecie nie uciekne od siebie,jedynie zawiaze kolejny supelek..parnerstwo a nie wykonywanie polecen jest droga srodka..zloty srodek..to dlaczego kobiety musza byc madrzejsze?bo maja wiekszy mozg ,empatie i uczucia?..bardziej pofaldowany przez co skomplikowany z czym facet sobie czasem nie radzi?..a najczesciej to mali chlopcy poszukujacy mocnych wrazen..i najlepiej bez zobowiazan..ale i przychodzi taki czas kiedy stuknie sie w glowe ,ze jest tak naprawde sam i potrzebuje nas kobiet i ewentualnych ekstra dodatkow w postaci rozwydrzanych klonow do zdobywania kolejnych szczytow ..no,ale co ja moge?powiekszyc mozgu juz raczej nie moge bo i tak peka w szwach od wiedzy(wiedzma-od wiedzy),powieksze cos innego(doda) i dopiero bedzie rozpacz..juz teraz 10,5 km na maszynie,2km na maszynie,30 powtorzen z malym obciazeniem w 3 seriach na pewne obszary by sprostac wymaganiom wspolczesnej cywilizacji;) z toastem czerwonej lampki wina dla wszystkich pograzonych jesienna deprecha..to wszystko nazywa sie nic...i piosenka....raz dwa trzy cztery znikaja wszystkie szmery..
w oddali cos jasnieje..wszystkiemu wbrew usmiecham sie..

10/16/2008

bajki..

moja najwieksza miloscia bajkowa byl aramis hehe..trzej muszkieterowie i jaka to byla na tamte czasy wypasiona kolorowa bajka..chociaz jak pamietam dosyc dlugo telewizor mielismy czarno bialy..i znalazlam polskie intro chociaz jakosc slaba ,ale tekst swietny dla dziecka a nie jakies tam cartoon network z atomowkami lub ed czy jakos tam co codziennie tlukli moi braciszkowie..tu byly piekne i szlachetne czyny ,przyjazn i wogole pieknie podane..tak samo bajka dzeki i nuka to chyba japonska baja a muszkieterowie francuska..2 cudne misie on i ona..fala nazywania czworonogow tymi imionami..heh moja siostra ma teraz nuke a ja przez chwile mialam dzekiego..i zaginal,tak mi wtedy powiedzieli..a ojciec mial astme..no a ja w rozpaczy poszukiwalam tego psa w parku z tydzien nie mogac dojsc do siebi..nie mozna oszukiwac dzieci,trzeba mowic im prawde..no wracajac do tematu przygody niedzwiadkow w wielkim lesie..nawet rysowalam te postaci a takze gralam na flecie ze sluchu obydwie piosenki..wiec to byla pierwsza klasa podstawowa..a jak sie czekalo na te bajki,lecialy w tv w niedziele..inna bajka tez przygodowa byl sinbad..leciala w sobote okolo poludnia podobnie jak bialy delfin um..no i wtedy wszyscy wiercili wiertarami i przeprowadzali remonty..masakra i czarna rozpacz,nie dalo sie ogladac i plakalam co za okrutny swiat..ale bajki ogladalam z zapartym tchem ,codziennie o 19 na dobranoc..inna ktora pamietam z dosc wczesnego dziecinstwa to japonskie intro o smoku,i znalazlam na youtube heh..a pamietalam ,bo ojciec duzo nagrywal na tasmy szpulowe i te intro tez..dlugo to potem jeszcze sluchalam..chyba mialam ze 3 lata ,bo do zerowki nie chodzilam..ojciec mial tez manie na plyty winylowe..mial ich chyba ponad 100szt co potem moi bracia poniszczyli..no i puszczal nam koziolka matolka,pchle szachrajke,no i cala akademie pana kleksa..normalnie to byl dopiero wypas..piosenki caly czas lecialy na chacie..pchychodzila sylwka z ostatniego pietra i dzikie harce po duzym pokoju..enio moricone to znow z sylwka sluchalysmy na sylwestra cala noc udajac kowbojow i rzucajac przez okna podpalona wate az sie firanka zapalila..heh no takie to byly czasy..potem moje bajki zamienily sie w basnie i legendy,ktore namietnie czytalam w szkole podstawowej..mialam w pokoju normalnie biblioteke..wypozyczlysmy z lidka i sylwia sobie nawzajem..a potem biblioteka raz na tydzien w ktorej spedzalam sporo czasu..zbiorem ktory zapadl mi gleboko w pamiec byl mlynek na dnie morza-basnie dunskie..no i oczywiscie doktor dolittle wszystkie czesci pochlonelam..bylo tego mnostwo i fajnie mi sie to odkopuje w pamieci..w sumie uksztaltowalo to moja osobke..no i teraz czytam malemu arkowi zeby mu zaszczepic chec czytania,nie tylko gry i komputer i mnostwo h na bezmyslnym gubieniu czasu..ponizej top moich bajek z dziecinstw,a chcialam podkreslic ,ze nie lubilam muminkow,zwirka i muchomorka bo sie ich balam i takiej angielskiej bajki z zaba w aucie ble..a smerfy tez byly fajne,i malowanie smerfetki heh..





10/15/2008

gdy go nie ma w domu..

maluszek spi..jest 21.45..siedze i serfuje po youtube..odnalazlam bajki z dziecinstwa,ale to nastepnym razem..tai-chi dluga forma 108 ruchow..itd
troche sie poryczalam ze smiechu i poddusilam przy niektorych filmikach np..facet z glowa w toytou no w wc publicznym i jak ludzie reaguja heh itp bzdury..zamiast isc spac to sie relaksuje..jutro moze znowu polecimy na basen z maluszkiem,czeka mnie gotowanie dla maluszka i dla taty,chociaz pewnie sie nazarl polskich kurczakow troll..no i moje zakupy z ekojadka dojada do mnie..roznej masci kawy zbozowe,lizak klonowy i jakis tam jeszcze..rzerzucha i inne nasiona do kielkowania ,wiersze tuwima i brzechwy dla arka,kaszki ryzowe itd..nic sobie nie gotowalam i czuje sie troche podle..bo same gotowe rzeczy i nie bylam na silce juz tyle czasu..jutro idziemy razem a w piatek lece wyciskac poty..naprawde czlowiek lepiej sie czuje i ma wiecej sily..przez te 3 dni zabawy uprawialismy z maluszkiem,ale jestem zmeczona..kapanie malego i ciagle machanie lyzeczka kazdej paszy paszczakowi jest meczace..jeszcze mnie budzi znowu o 5 rano maly troll i znowu go przytulam do cyca i ciagnie jak smok..znowu go nie odzwyczaje..ale to minie,przyjdzie nastepne cos do konania i pokonania.. no ale nie bede marudzic tylko zapodam fajna piosenke..i lece do wyrka..no nie nie mozna tej piosenki zapodac wiec inaczej musze pokombinowac
piosenka
sam teledysk jak dla mnie slaby,ale tekst i muza wpadly mi w ucho,chyba gdzies zapodam w jakims filmiku swoim,chyba ze mi klon ukradnie jak te fajna piosenke tori amos do slubu hinczyka..nie mozna sie powtarzac przeciez,juz mam plan zrobic krotki filmik z wyprawy solo na slieve donard najwyzszy szczyt irlandii polnocnej..nie ma czym sie chwalic ,ale najlepsze bylo samo zejscie z tej gory..1,5 h wejscie na szczyt z bazy i zejscie 8h..szczegoly w poscie do ktorego musze sie zabrac najpierw..duzo pomyslow malo czasu..

10/10/2008

moje gotowanie..

dzisiaj upieklam chleb bananowy..powiedzmy,bo przepis zmodyfikowalam..chcialam upiec bardzo i nawet kupilam sode w sklepie,ale zapomnialam o masle i mleku hehe..myslalam ,ze jeszcze owe produkty posiadam na stanie..no wiec mleko zastapilam smietana a maslo oliwa z oliwek..i jeszcze oprocz bananow wrzucilam rodzynki..a lece zrobic fotke owemu czemus nijakiemu,pewnie dlatego ze zamias szklanki cukru wlalam lyzke miodu smakuje za malo slodko..ale da sie zjesc..


arnoldzikowi tez gotuje i mroze w sloiczkach,co 10 dni w porywach do 2 tyg..wrzucam do gara co mam..heh nie doslownie..leca do gara slodkie bataty,butter squash czyli dynia w ksztalcie gruszki,marchewka,ryz brazowy pelny,quinua,kielki fasolki mung,kielki slonecznika,kielki soczewicy czerwonej,kukurydza,zmielone siemie lniane,glony wakame,oliwa z oliwek,amarantus,jablko..i to wszysto w roznych proporcjach i skladzie..i arek sie zajada..robie mu tez deserki np..ryz pelny brazowy ,lubie ten okragly,ryz czarny albo dziki ,ten kupuje u chinczykow,suszone morele niesiarkowane,daktyle,jablka,kasza jaglana(wczesniej sparzyc,bo gorzkawa)platki owsiane organiczne,rodzynki..no i kupne frutapura na wyjazdy,i fajne tu maja produkty plum organic,smaczne tyle ze mega drogie..no takie tam ze stopniowym wprowadzaniem nastepnych produktow..do picia najlepiej woda,ale zaczelam od mojego mleczka powiedzmy,kupuje soczki gotowe hippa leb heinza ,ale zakupilam w ekojadku juz herbatke rumiankowa,skupie sie bardziej teraz jesienno zimowa pora na cieplych napojach ziolowych ,ale slabiutkich naparach,dobra jest herbatka kukicha dla dzieci(makrobiotyka)..oprocz tego pozera nadal te kasze na bazie maczki swietojanskiej nestle pod nazwa sinlac,polskie kaszki ryzowe na mleku sojowym sma irlandzkim..efekt taki,ze rosnie mi maly budda z usmiechem na twarzy i odstajacym brzuszkiem..tak poza tym mialam pomysl uwieczniac moje gotowanie i zarzucic na stronie ekojadka ,ale moj zapal zmalal jak na razie..


arkowi wychodzi 2 zabek i znowu tydzien nie spie po nocach juz..oj zmeczona zmeczona..przeklinac nie pozwalaja na chacie..zrozumiale,ale mi to tak pomaga wywalic te zlosc ,frustracje i niewyspanie..chyba musze wiecej pakowac na silce..moze da sie to zmienic,ale czemu w ustach chylinskiej jest to wybaczalne a w moich to juz nie?eh zycie czasem jest ciezkawe jak na moja mizerna posture..wazyla mnie trenerka 49,5kg przy wzroscie 162cm i zielono pomaranczowych wlosach..no to jak ja mam to wszystko tym malym cialkiem podzwignac ,no jak?i jeszcze z takim kolorem wlosow..chce moje blond nieokrzesanie spowrotem na glowie!!!a jeszcze jak by tego malo to napisali list z prawka ,ze zmienione przepisy zostaly od wrzesnia,i jeszcze chca tylko podkreslam tylko symboliczne 10e za nowsza wersje testow po polsku na cd wyslane w kopercie..inaczej nie zdam..egzamin podejrzewam za miesiac..no to ide sie polozyc bo mi slabo jak pomysle o nastepnych zakupach z moim wladca..lol


10/06/2008

gory..


gory..morza..lasy..najbezpieczniej czuje sie w tej ostatniej pozycji..gory i morza sa piekne ,jak nie pada,nie ma sztormu, slonko swieci,a trawa pachnie.. te piekne majestaty przyrody moga zamienic uczucie wolnosci i swobody w strach o wlasne zycie i panike..
pierwsza przygoda z gorami wydarzyla sie w roku kiedy umarl moj ojciec..wtedy tez mialam komunie ..czyli magiczne 9 lat..mama na czarno a ja na bialo ..rok 1986 zwiazany z katastrofa w czarnobylu i piciem jodu przed szkola na ulicy bohaterow stalingradu heh..no i jak pamietam z fotek fryzura na pazia,okropienstwo..ale bylo fajnie,mieszkalismy w nedzowce heh,rankami chadzalismy w gory i ta niezapomniana ostra won miety unoszaca sie przy asfaltowych drogach..byli tez tam rodzice wierzby i on sam z bratem..chodzilismy do nich wieczorami a starzy przeprowadzali nudne rozmowy do nocy..w osrodku byl tez wypas..nie wiadomo czemu trafilo nam sie fajne miejsce..2 pokoje z lazienka i telewizor..na scianie dziewczynka namalowana jak z wiersza kochanowskiego patrzyla smutno kiedy zasypialysmy..no a bylo to zakopane..fajna wies z gorami..pamietam wszystkie zapachy..nie nie przypomnialo mi sie to byl nasz drugi raz w gorach..pierwszy byl karpacz..i sniezka na wyciagu..zabawy i potancowki dla dzieciakow i ta gruba dziewczyna ktorej naplulam na glowe i potem sie jej balam,bo myslalam ze mnie widziala..haha no niewazne byly tez gory swietokrzyskie itd itp..no ale do czego zdazam ..doszlam juz czego sie boje w tych gorach..lek wysokosci i strach w momentach duzej ekspozycji..czyli tu przepasc tam przepasc na lewo krzyzyk ze ktos spadl i nie masz jak zawrocic ..takim momentem totalnej paniki okazalo sie wejscie na ostry rohacz tatr slowackich..no masakra..to sie nazywa isc w dzinsach i katance na polocokcie z rumem..blondynka spanikowala i miala juz rozne mysli jak mnie sciagna stad helikopterem ,bo nie moglam sie ruszyc ani w przod ani w tyl ..wczesniej nie lazilam za duzo po gorach a ten szlak w sumie nie pamietam czy byl okreslony jako trudny..okazal sie dla mnie wyzwaniem bardziej w sensie ja nie chce juz tu byc..sytuacja poprawila sie gdy uslyszalam za soba placz..laska z facetem wlecze sie i placze ze ona nie idzie dalej..on na to ze musi i nie pierwszy raz jest w gorach..no to mi jeszcze bardziej zrobilo sie goraco..ale sobie mysle nie jedna ryczy wystarczy..i zaczelam lezc za ta para..miedzy nogami skala a po obu stronach przepascie..jak malpka 4 konczynami uczepiona powoli cisnelam do przodu..caly czas sie balam ..i potem nie wiedzialam jak to przeszlam..jak we snie..chyba efekt adrenaliny..potem po zejsciu i uspokojeniu sie przez glowe przebiegla slowa ..ale fajnie w sumie bylo..mozna by tak jeszcze raz kiedys gdzies ale juz nie tu..tutaj opis tego miejsca :
Rohacki Koń – fragment grani Ostrego Rohacza, skała znajdująca się poniżej jego wierzchołka, od strony Jamnickiej Przeleczy. Prowadzi przez nią znakowany, eksponowany (i poprzez to trudny) szlak turystyczny na ten szczyt, ubezpieczony przy pomocy łańcuchów (po obu stronach skały są urwiska). Pokonuje się go po południowej stronie grani, po stromo podciętej granitowej płycie, trzymając się łańcucha długości ok. 10 m. Mariusz Zaruski pisał o tym miejscu: Koń skalny – najtrudniejsze miejsce w grani Rohacza Ostrego (przebył ją zimą 1912 r.) i fotka tego miejsca wyzej..

muza..

muza to beda takie posciki z moja prywatna lista polecanych sluchanych dzisiaj lub wczoraj kawalkow ,ktore lubie..moze komus wpadnie w ucho ,nie musi czytac tylko sluchac,zmieniajac pieluszke czy tez wklepujac kolejny tekst na kompie w biurze..czy tez wkrajac marchewke do zupy..mysle ze beda to 3 kawalki w kazdym takim poscie..ale wcale nie musi otwierac takiego posta,bo gusta muzyczne mamy rozne..czyli wylacznie muzycznie..relaks dla oka i ucha a przede wszystkim duszy..muzyczka lagodzi obyczaje..no to do dziela..






plywalnia..


wiec stalo sie..pierwsze spotkanie mistrza z chlorowana woda,niebieskimi kafelkami ,nagoscia w kapielowkach ..i co? i krzyk i placz i strach..tata od razu po bandzie i na grubo..mama musiala przejac mistrza i go oswajac z nowym i nieznanym mu w takiej skali swiatem ..znane ale tylko z malenkiej zoltej wanienki..z pomoca przyszla kaczuszka i czas..trwalo to z pol h poki mozna bylo wlozyc nozki i pupke do koleczka dla niemowlaczkow..potem to juz poniosla go fala nieznanych dotad mu odczuc..woda,ale zimniejsza..w wodzie i tata i mama..nie do poznania bo w innych ubrankach i w czyms na glowie..przestrzen..glebokosc tez inna..ludzie plywajacy w tej duzej niebieskiej wannie..ale udalo sie wywolac usmiech na twarzy dziecka..to bedzie wspolnie spedzany czas w te jesienne chlodne weekendy..mama tata i mistrz..relaksik przed kolejnym pelnym zabawy i przygod tygodniem..
a tutaj mama sie relaksowala z muzyka w tle i poleca w ten poniedzialkowy zaczynajacy tydzien poranek fajna muze z fajnym tekstem..


10/01/2008

henna..

cale zycie farbowlam wlosy na blond rozjasniaczem a odkad zaszlam w ciaze ani razu wiec mam teraz swoj kolor naturalny..dziwny i slabo mi sie podoba..ale ze wzg na finanse i umiejetnosci irlandzkich fryzjerow nie robilam nic,a robic w polsce raz na 6 miesiecy tez nie ma sensu..zastanawialam sie nad innym sposobem,zachwycil mnie kolor wlosow joasi..piekny gleboki burgund..a przeciez niedawno urodzila i te wlosy takie mocne i zdrowe i zajefajny kolor..tez mi odradzala chemie..tak wiec zaczelam czytac i wypadlo na henne..ale wczesniej wlosy nie moga byc traktowane chemia ,bo nalozysz henne na to i wyjda zielone..wiec moje sie nadaja..troche sie boje tego eksperymentu,bo dziala w obie strony,nie zapodam po tym rozjasniacza jakby bylo zle..a wiec joasia mi kupila w cork 2 szt i wyslala poczta..zloty blond,jak wyjdzie cos innego to wywale ten burgund na wlosy..trema jest ,ale lece do lazni i naloze to cudo natury..a tutaj informacji kilka na temat henny..no i 7e to nie 100e..co miesiac..
jakies 2 h pozniej..kolor nie poprawil mi nastroju..zobacze przy swietle dziennym..
na drugi dzien ..masakra..kita rudo pomaranczowa a przy glowie nie zlapalo..hehe..wiec zmieniam zdanie rasowe blondynki sa zmuszone wydawac 100e na fryzjera miesiecznie..a to jak w przyblizeniu wygladaja moje wlosy..



Henna jest orientalną rośliną (łac. lawsonia bezbronna) używaną do barwienia włosów od czasów starożytnych.
Jest to wiecznie zielony, średnio wysoki krzew rosnący w strefie tropikalnej. Zdolności barwiące rośliny są bardzo różne, ponieważ zawartość barwnika zależy od miejsca uprawy - henna indyjska, pakistańska, irańska i afgańska barwi dosyć intensywnie, henna uprawiana w Afryce Północnej barwi słabiej.

Poza tym najwięcej barwnika mają rośliny w ciągu pierwszych pięciu lat wzrostu. Henna doskonale nadaje się do farbowania włosów ton w ton - bez radykalnych zmian koloru. Efektownie prezentuje się na włosach ciemnoblond, brązowych, czarnych. W zależności od wybranego odcienia przyciemnia i nadaje ciepłe, rude, złotobrązowe, czerwonawe i kasztanowe refleksy.

Henna działa powierzchniowo zostawiając warstewkę koloru, która chroni włosy przed czynnikami zewnętrznymi. Dlatego też uzyskany efekt kolorystyczny zależy w znacznym stopniu od naturalnego odcienia włosów. Henna całkowicie pokrywa pierwsze siwe włosy.
Dzięki nietoksycznym, medycznym właściwościom jest ona poszukiwanym surowcem naturalnym. Obecność tylko naturalnych składników gwarantuje poza koloryzacją, odżywienie włosów, połysk, sprężystość i urodę.

Henna koloryzuje i wzmacnia włosy, dając im siłę do obrony przed wpływem zanieczyszczonego środowiska. Pokrywa każdy włos indywidualnie, nadając fryzurze objętość. Dodatkowo reguluje pracę gruczołów łojowych znajdujących się w skórze głowy.

Można używać jej tak często jak jest to potrzebne bez obawy o kondycję włosów. Nadany kolor zmywa się stopniowo po 3-5 tygodniach (o ile henna nie jest używana regularnie). Jednostkowe opakowanie może być podzielone na dwie lub więcej koloryzacji, w zależności od długości włosów i oczekiwanego natężenia koloru.

macius..

macius to moj brat..poszedl miesiac temu do 1 klasy..jestem jego chrzestna i urodziny mamy w ten sam dzien 31 styczen..tyle ,ze on jest wczesniakiem 7 miesiecznym..ale wyszedl z tego,lezal 2 miechy w inkubatorze i mial wylewy krwawe do mozgu i takie tam buu..i wyciagnelismy go za pomoca homeopatii..ordynator sie nie zgodzil ale i tak przemycalismy w mleku mamy..i jest caly i zdrowy a dzieciaki obok w lozeczkach umieraly,przykre to..maly mial wtedy stopke wielkosci mojego paznokcia..w wieku 3 latek siedzial ze smoczkiem w buzi przed kompem..maly cfaniak..a tutaaj krotki filmik sprzed roku..dobrze cfaniak kopie pilke..no i ma starszych kolegow..lazi po wszystkim zwinny jak czort..i jak to czort niestety czasem nie ladne slowa wymkna sie spod kontroli ust..boi sie policji nie wiem czemu ,ale gryfinskiej kazdy by sie obawial hehe..duzo gra na kompie..duzo tez latem siedzi na dworze..ma krecone loki i wyglada jak helena trojanska..mama mu te wlosy codziennie na wode robi,ale on sam cierpi ,bo dzieciaki sa okrutne i mowia na niego helena..jeszcze na filmie nie ma zebow ale juz urosly,i juz mu sie pojawila szpara miedzy jedynkami..ale od czego siostra,zawalczylam o niego i poszlam z nim do dentysty..i sie da ,wszystko sie da jak sie chce..nacina sie wiezidelko i inne zeby pchaja do przodu zeby tej szpary nie bylo..a moja mama i siosra maja,bo nie bylo kiedys takiej metody..musi byc robione w dziecinstwie chyba..ale jak ktos ma ten problem i mu przeszkadza to sie dowie wiecej u jakiegos stomatologa..no i zapraszam do poznania macka..

crashhelikopter..

sobie skasowalam calego posta i pisze jeszcze raz,w miedzyczasie doszedl mnie zapach przypalanej w garnku czerwonej kapusty..a wiec rzecz dziala sie u nas na wsi w dniu urodzin marka..wiele emocji..urodziny,tort ,spalone nogi kurczaka i spadajacy helikopter..marek pojechal zapisac nas na silke i od razu wskoczyl do basenu ..ja w tym czasie robie torta z bita smietana i na wierzch kulki o mieniacych kolorach z tesco..twarde jak piasek i wogole marek sie z nich nabijal..potem wrocil,cos sie naprztykalismy,wiec wyszlam z arkiem na plaze..marek mial dojsc z butelka wina..no i sobie jestem na spacerze i leci helikopter i pokazuje arkowi i sama juz potem obserwuje co on tam wyprawia..wyladowal na plazy..po co?nie wiem..znowu sie wzbil i polecial w strone droghedy..nie mija 1 min wraca i znowu chce ladowac ale troche wyzej..mysle sobie co on jakis bez wyobrazni czy jak..irlandczycy tak maj juz w genach..no i laduje na parkingu miedzy budynkami hotelu..tego juz nie widze ,ale slysze za 30 sek wybuch a za nim czarny dym ulatujacy w strone morza irlandzkiego..za telefon i mowie marek bierz kamere i jedz nakrec akcje..ja spadam na baze z arkiem ,bo po pierwszym huku co chwila wybuch no i pozar..marek pojechal,ja wstawiam nogi nieszczesnika kurczaka i czekam..marek wraca i za nim sie obejrze znowu wstawia piekarnik i pali na czarno kurczaka i pite..montuje szybko filmik,obrabia fotki i chce sprzedac gazecie albo stacji tv material,ale maja tak slaby sprzet ze z biznesu nici..aha pilot przezyl i dostal nawet herbate w irlandzkim stylu..tylko budynek troche popalony i powybijane szyby w autach i hotelu..bardziej wygladal na zdziwionego niz wystraszonego..3 osoby w szpitalu..kurczaka mam juz nie kupowac bo podobno ohydny wiec wcale nie kupuje padliny,a kuowalam bo ma grupe krwi o miesozercy..a jak zjada te biedne zwierzatka to zaraz po tym albo slodkie albo piwo..wiec uwazajcie co dajecie jesc swoim facetom..jesienia duzo cieplych zup i duzo cebuli , czosnku,imbiru..

no a tutaj filmik z owego wydarzenia,najpierw zaladowac,potem ogladac bo bedzie przerywac..




9/29/2008

ach to mleko..

a wiec moje zdanie ta temat mleka jest takie,ze mleko jest dla cielatek..duzo mozna poczytac na necie i wrzucilam w linkach ze 2 adresy moge tylko dodac czego tam nie ma a co sie nauczylam w szkole i nie tylko..a wiec mleko jest sluzotworcze i nie buduje substancji..jak sie ma slaba sledzione,czyli odciski na bocznych krawedziach jezyka(medycyna chinska) to absolutnie nie jesc nic z mleka krowiego,nic doslownie ..tylko nam zaszkodzi..a jezeli jest mocna sledziona to mozna fermentowane produkty jak kefir czy jogurty,ale tylko w miesiacach cieplych..np chlodnik na jogurcie..no i dobrze radza sobie z trawieniem produktow mlecznych osoby z grupa krwi b lub ab..a reszte informacji znalezc mozna na tych 2 przykladowych adresach wiec powtarzac tego nie bede.. a dalej mozna poczytac jak lub czym mozna zastapic..problem jest z malymi dziecmi,niemowlaczkami..trzeba jak najdluzej karmic piersia..a potem probowac na co sie nie uczuli..arkowi podawalam na poczatku(7 miesiac) kaszke ryzowa na wodzie a teraz mieszam z mlekiem sojowym dla niemowlat sma i kaszke sinlac z nestle na bazie maczki swietojanskiej..metoda prob i bledow..moja kolezanka podaje mleko kozie i tez dobrze..mleko kozie jest w ogniu(5 przemian,med.chin) a wiec wzmacnia serce..jak sie da to najdluzej swoim mlekiem karmic a potem wprowadzac stopniowo produkty stale..pozdrawiam wszystkie mamy hej..

niedzielna wyciecka i zelazko..

a wiec niedziela okazala sie dosc sympatycznym dniem..slonko slonko i jeszcze raz slonka a przeciez mamy irlandie i to jeszcze koniec wrzesnia..nawet wiaterek nieduzy..pojechalismy na polnoc od naszej wsi a tam petarda miejscowa..rybole lowili rybki aha mejla napisac kiedy sprzedaja z zapytaniem..no i foczki ze 2 czekaly na prezenty od nich bo tez mialy leniwa niedziele..a nad nami paralotnia czy cos takiego z silnikiem sobie latalo a przed nami piekna panorama gor muren..no i zaliczylismy pole pelne krzakow co marek odczul bolesnie podczas prysznica..a takze strome zejscie z klifu w strone naszego auta..a ja jak zwykle zasuszone szczypce kraba schowane w kieszeni polara..no i zgubiony but arka..w drodze powrotnej namowilam marka coby skoczyc po zelazko i deske do prasowania..a uwierzcie mi ciezko cokolwiek z nim ustalic bez worka argumentow..tak wiec udalo sie i kupilam sobie w koncu zelazko i deske jak na porzadna i doskonala pania domu przystalo..nie to zeby nie bylo tu na chacie ,ale nie moje po pierwsze i szmata z deski tez schodzi wiec za pol ceny porzadniejsze mam na bazie..a marek sie smieje ze bede calowac sie z deska..heh
albo z goracym zelazkiem..i jeszcze jedno jak wyszlismy ze sklepu to sie okazalo co ja spostrzeglam jako pierwsze idzie facet z moja komorka..charakterystyczny pasek z czarnymi owcami..i gada ze auto otwarte bylo,tyle ze nie wiem czy na osciez czy drzwi nie zamkniete,a tam aparat i kamera na siedzeniu,nic nie zniklo ale o co chodzilo to nie wiem..marek mowi ze oslepiona wizja zelazka nie zamknelam bagaznika w co watpie,bo to on dwa dni z rzedu zostawil w drzwiach moj klucz od domu na cala noc od zewnatrz domu..nie pierwszy raz mu sie zdarza cos zapomniec..a i ten plecak z moim portfelem tez nie wzial z chaty jak lecielismy do polski..drogo wyszla ta taksowka wtedy heh..ale zawsze jest na mnie..no i jeszcze w niedziele cobym nie zapomniala marek zrobil sobie z drewienka poleczke na kasetki..i zachwycal sie tym caly wieczor..pomaluje farbkami to bedzie przyjemniejsza dla oka..dobra czas sie ogarnac i wyjsc z tego szlafroka w poniedzialkowy zimny poranek..

9/28/2008

zabawy fundamentalne..



Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż, a zapamiętam. Zainteresuj - wówczas zrozumiem

to program wspomagania rozwoju dzieci w wieku od 0 do 6 lat. Zabawy są adresowane do rodziców i opiekunów, którzy chcą współpracować z dzieckiem w celu osiągnięcia jego harmonijnego i wszechstronnego rozwoju. Jedną z podwalin programu jest teoria Howarda Gardnera, według której człowiek posiada 8 rodzajów inteligencji: językową, logicznomatematyczną, muzyczną, przestrzenną, interpersonalną, intrapersonalną, ruchową i przyrodniczą. Każdą z nich można rozwinąć, nawet u najmłodszych dzieci.

Dziecko rodzi się z liczbą komórek mózgowych, która jest wystarczająca do osiągania sukcesów. Ale nie liczba komórek decyduje o inteligencji, a liczba połączeń stworzonych pomiędzy tymi komórkami. Połączenia te są tworzone poprzez doświadczenia i myśli, którymi Rodzic pobudza dziecko, tworząc we wczesnym okresie rozwoju bogate i stymulujące środowisko. W ciągu pierwszych pięciu lat życia rozwija się ok. 50 % zdolności do uczenia się.Następne 30 % rozwija się do 8 roku życia. To oznacza, że Rodzice są najważniejszymi nauczycielami na świecie, a dom (nie szkoła!), jest najważniejszą instytucją naukową. Cała wiedza zdobyta w późniejszym okresie życia dziecka będzie oparta na fundamencie zbudowanym w pierwszych latach życia.

no i kupilam te zabawy online ,bo wszystkie broszury wyprzedane...szukalam i nie znalazlam..130zyla 400 zabaw i przewodnik jeszcze 10 i tak to nagram na plytki i jak ktos bedzie chcial to udostepnie za darmo,bo moim zdaniem taka wiedza powinna byc powszechnie dostepna i nawet w formie zajec dla przyszlych rodzicow,bo my rodzice tez mielismy lub mamy rodzicow i niekoniecznie duzo wiemy od nich jak zajac i uksztaltowac dzieciaka,bo czasu nie bylo,bo stalo sie w kolejce za kawa czy cukrem,albo starzy byli alkoholikami no i niestety przenosimy na swoje dzieci te schematy ,ktore znamy..albo szukamy tej wiedzy u innych by miec wspanialego dzieciaka i mistrza..


pierscionek zareczynowy..


a wiec bylo to tak..marek zadzwonil z logana z okolo 6tys m.npm ,w nocy o 1 za 5 razem wstalam no i on wstawia takie zdanie oswiadczam sie,a ja coo?zaspana,no jaka odpowiedz..mysle boze on juz nie wroci..chyba ma za malo tlenu,brak jedzenia i tak sobie gada bo i tak nie wroci..wiec co mialam powiedziec,mysle sobie moze to moje tak da mu sile wrocic..a potem spac nie moglam i sie wystraszylam ze bede czyjas zona..a ja tylko pierscionek chcialam..potem dlugo wybieralam przebieralam no i padlo na serce z bialego zlota(biale zloto wyglada tak sobie na zywca,nie wiem czy to zalezy od proby zlota czy taka jego uroda chyba platyna bylaby fajniejsza i konczy sie na swiecie jej wydobycie to bylaby lepsza inwestycja) z 15 rubinami..ma grawer reczny Logan 2008..przyszedl dhlem,a zareczyny na sciernisku w starych brynkach przy zachodzie slonca..fotka wyszla okropna wiec tutaj orginal..no ale odkad go dostlam to sie zaczelismy klocic wiecej..jego mama powiedziala ze moze sie oswiadczyc przeciez innej..i mamy sie nie zenic..bo go bije..przy mojej masie to moge mu tylko nadepnac na stopke heh..no a narazie lezy w czerwonym pudeleczku w ksztalcie serca z roza i czeka..czeka na lepsze czasy..na milosc i pogode ducha nad czym nieustannie pracuje..bo nie ma nic danego nam raz na zawsze..



a tutaj rehabilitacja slow kocham cie..

9/27/2008

serce smoka..

tak po 18 miesiacach pierwsza miesiaczka,a tak bylo fajnie..chyba mnie chinka od akupunktury nie zrozumiala..mowilam ze nie mam ale przeciez bylam w ciazy i karmie piersia wiec normalka..a ona mi powkuwala te igly kolo pepka i na to jeszcze lampa do podgrzania i w punkcie przy kostce ,3 palce od kostki srodkowej w gore..taki bolacy myslalam ze jajko zniose..a nazywa sie punktem mlodosci wiem bo pare punkcikow znam,uczylam sie masazu shiatsu i interesowalo mnie to od jakiegos tam czasu..bylo tych igiel ze 12 i lezalam z nimi 30min..nawet 3 na glowie brr..i do tego herbal happy pils..hehe ale nie bede brac tego chinskiego specyfiku bo karmiem malutkiego i jeszcze by dostal chinskich oczu..
arkowi zakupilam chodzik taki do pchania z bajerami i piszczacego pieska niech sie cieszy i uczy,kask na glowe juz ma to nie bedzie go glowa bolec w razie upadkow heh a sobie majtki w nowym tesco u nas na wsi..niezly dyskont..nawet polecialam na fantazji i kupilam owoc dragon fruit..wyglada przepieknie,smakuje nijak..wymoczone kiwi..a jest owocem kaktusa..drogi i mozna kupic ale tylko raz..zaspokojona ciekawosc i zrobiona fota a milosc pozostala dalej do granatow..no to jutro wyciecka..

9/26/2008

metoda Silvy..


kurs ,ktory ukonczylam w szkole we wroclawiu w ramach zajec..a powtorzylam jakies 3 lata temu..prowadzil dr hab inz Zbigniew Krolicki,uczyl nas radiestezji,a w tej chwili zajal sie feng-schui..fajna szkola ,duzo wiedzy,umiejetnosci,fajna atmosfera i ogolnie cool..prace napisalam z przemiany wody..nikomu nic to nie powie jak nie zdezyl sie z medycyna chinska..a potem na fizjoterapii prace napisalam wplyw tai-chi na choroby reumatoidalne..hehe jakos tak..szalone czasy..fotki do ktorych pozowalam w figurach tai-chi ,no po prostu kupa smiechu..
a tutaj link mojej szkoly see,ktora rozpoczelam w 1996r kierunek terapie naturalne..mozna zobaczyc co oni mnie tam uczyli..probuje teraz te wiedze wykorzystywac i zaszczepiac to tu i tam

www.see.edu.pl/



carlos castaneda..

Książki Carlosa Castanedy:

  • Nauki Don Juana. Poznań 1997.
  • Odrębna rzeczywistość. Poznań 1996.
  • Podróż do Ixtlan. Poznań 1996.
  • Opowieści o mocy. Poznań 1996
  • Drugi krąg mocy. Poznań 1997.
  • Dar Orła. Poznań 1997.
  • Wewnętrzny ogień. Poznań 1997.
  • Potęga milczenia. Poznań 1997.
  • Aktywna strona nieskonczonosci. Poznań 2000.
przeczytane wszystkie,nawet wciagaja i to bardzo..polecam..to bylo jakies 10 lat temu,ktos mi te pozycje zapodal w szkole we wrocku..tak samo bylo z alchemikiem cohelo ..tez tam ale to wykladowca nam zapodal tytul i sie zdziwil,ze nie znamy a teraz facet tyle napisal i jaki znany w polsce..czytalam pare a najbrdzie podobal mi sie zahir i piata gora..

Kiedy czarownik stara się widzieć, próbuje tym samym zdobyć moc.

- Poczynań czarownika nie wolno traktować jak żartów, ponieważ czarownik na każdym zakręcie swej drogi igra ze śmiercią.

- Wojownik bierze odpowiedzialność za swoje czyny, nawet za te najbłahsze.

- To, co nas unieszczęśliwia, to pragnienie. Gdybyśmy nauczyli się redukować swoje pożądania do zera, to najmniejsza rzecz, jaką otrzymywalibyśmy, byłaby prawdziwym darem.

  • Wojownik wie, że czeka i wie, na co czeka. A kiedy czeka, nie pragnie niczego i dlatego każda najmniejsza rzecz, jaką dostanie, jest czymś więcej niż może przyjąć. Jeśli chce jeść, poradzi sobie, ponieważ nie jest głodny. Kiedy coś rani jego ciało, potrafi to powstrzymać, ponieważ nie czuje bólu. Odczuwanie głodu albo bólu oznacza, że człowiek poddał się i nie jest już wojownikiem, a wtedy siły głodu i bólu zniszczą go.
  • Wojownik musi używać siły woli i cierpliwości, żeby zapomnieć. Ściślej rzecz biorąc, wojownik posiada jedynie wolę i cierpliwość, na których buduje wszystko, co chce.
  • Zacząłeś uczyć się sztuki magii. Nie masz już czasu, aby się wycofać czy żałować czegokolwiek. Masz tylko czas, żeby żyć jak wojownik i pracować nad cierpliwością i wolą, czy ci się to podoba czy nie.
  • Wola jest czymś szczególnym, pojawia się w tajemniczy sposób. Nie da się opowiedzieć jak się jej używa, poza tym, że rezultaty są zdumiewające. Zapewne pierwsze, o czym trzeba wiedzieć, to fakt, ze wolę można rozwijać. Wojownik wie o tym i czeka na nią.
  • Dla zwykłego człowieka poznanie tego, na co czeka, jest bardzo trudne lub wręcz niemożliwe. Wojownik wszakże nie ma problemów, wie, że czeka na swoją wolę.
  • Wola jest tym, czego używa człowiek na przykład do wygrania bitwy, którą według wszelkich kalkulacji powinien przegrać.
  • Wola to coś, co może sprawić, że zwyciężasz, kiedy myśli mówią ci, że jesteś pokonany. Dzięki woli stajesz się niewrażliwy na ciosy. Wola jest tym, co przenosi czarownika przez ścianę, przestrzeń albo - jeśli zechce – na księżyc.
  • Mój dobroczyńca powiedział, że kiedy człowiek wchodzi na ścieżkę magii, powoli uświadamia sobie, że na zawsze zostawił za sobą zwykłe życie, że wiedza jest naprawdę przerażającą sprawą i nie chronią go już dłużej sposoby zwykłego świata. Taki człowiek, aby przeżyć, musi przyjąć nowy sposób życia. Pierwsze, co powinien wtedy zrobić, to wzbudzić w sobie pragnienie stania się wojownikiem. To bardzo ważny krok i bardzo ważna decyzja. Przerażająca natura wiedzy nie pozostawia innego wyjścia, jak tylko zostać wojownikiem.
  • W momencie, kiedy wiedza staje się przerażającą sprawą, człowiek uświadamia sobie, że śmierć jest jego nieodłączną partnerką siedzącą obok niego na macie. W każdym okruch wiedzy, który przemienia się w moc, śmierć jest główną siłą. Śmierć nadaje wszystkiemu ostateczną formę, a czego dotknie naprawdę staje się mocą..
  • Człowiek podążający ścieżką magii narażony jest na każdym zakręcie na unicestwienie i z konieczności staje się świadomy swojej śmierci. Bez świadomości śmierci byłby tylko zwykłym człowiekiem, zajętym zwykłymi czynnościami. Brakowałoby mu koniecznego potencjału i niezbędnej koncentracji zamieniających zwykłe życie na ziemi w magiczną moc.
  • Tak więc, żeby być wojownikiem, trzeba przede wszystkim stać się głęboko świadomym własnej śmierci. Rozważania o śmierci zmuszają każdego do skupienia się na własnym ja, a to osłabia. Wobec tego, to, co z kolei trzeba zrobić, żeby stać się wojownikiem, to pozbyć się przywiązania. Wyobrażenie nieuchronnej śmierci zamiast przeradzać się w obsesję, staje się obojętne.
  • Tylko wyobrażenie śmierci pozwala człowiekowi wyzbyć się przywiązania w wystarczającym stopniu, aby zdołał nie oddawać się czemukolwiek. Taki człowiek jednak nie pragnie niczego, ponieważ osiągnął cichą pąsie życia i wszystkiego, co do życia należy. Wie, że śmierć tropi go i nie da mu czasu, by przylgnął do czegokolwiek, próbuje, więc wszystkiego po trochu, nie przywiązując się.
  • Kiedy człowiek nauczy się widzieć, nie musi już żyć jak wojownik, ani być czarownikiem. Kiedy człowiek potrafi widzieć, staje się wszystkim, ponieważ stał się niczym. Znika, że tak powiem, a jednak ciągle jest. Powiedziałbym, że człowiek wtedy może być wszystkim, czym zechce, albo dostać wszystko, czego pragnie. On jednak niczego nie pragnie, a zamiast zabawiać się swoimi współbraćmi, jakby byli zabawkami, spotyka ich ogarniętych szaleństwem. Jedyna różnica między nimi polega na tym, że człowiek, który widzi, kontroluje swoje szaleństwa i kaprysy, podczas gdy inni ludzie tego nie potrafią.
  • Jesteśmy ludźmi, naszym przeznaczeniem jest uczyć się i zostać wrzuconym w nowe światy, niepojęte światy.
  • Bycie czarownikiem to wielkie obciążenie. Znacznie lepiej jest nauczyć się widzieć. Człowiek, który widzi, jest wszystkim w porównaniu z czarownikiem, który jest raczej smutnym kolesiem.
  • Świat naprawdę jest pełen przerażających rzeczy, a my jesteśmy bezbronnymi istotami otoczonymi przez niewytłumaczalne i nieugięte siły. Przeciętny człowiek w swojej głupocie wierzy, że te siły można wyjaśnić i zmienić. Tak naprawdę nie wie jak to zrobić, ale spodziewa się, że wcześniej czy później postępowanie ludzkości wyjaśni je albo zmieni. Z drugiej zaś strony, czarownik nie myśli o tłumaczeniu czy zmienianiu czegokolwiek, a zamiast tego uczy się używania tych sił poprzez ukierunkowanie samego siebie i dostosowywanie się do nich.
  • Człowiek wybiera się po wiedzę tak samo jak na wojnę: z wielką czujnością, z lękiem, z szacunkiem i z absolutną pewnością. Iść po wiedzę lub na wojnę w jakiś inny sposób byłoby błędem, i każdy, kto taki błąd popełni, pożałuje w dalszym życiu swoich kroków.
  • Nie gniewam się nigdy na nikogo! Żadna istota ludzka nie jest w stanie uczynić nic na tyle ważnego, żeby wywołać mój gniew. Na ludzi można się gniewać jedynie wówczas, gdy uważa się, że ich czyny mają istotne znaczenie. Ja tak już nie uważam.

Fragmenty z książek Carlosa Castanedy.