12/21/2009

zelazo w diecie..

Co warto jeść, a czego nie warto, by zapewnić sobie odpowiednie ilości żelaza? Dieta wegetariańska nie przekreśla tej możliwości, gdyż obfituje w sporo produktów, które nie tylko dostarczają nam tego niezbędnego składnika, lecz także ułatwiają jego wchłanianie. Wśród witamin i minerałów niezbędnych w tworzeniu hemoglobiny znajdziemy: żelazo, kwas foliowy, witaminę C oraz B12.(info tez dla kobiet w ciazy ze slabymi wynikami krwi-dodalabym jeszcze kasze jaglana)

Żelazo, które spożywamy wraz z jedzeniem posiada dwie formy – hemową i niehemową. Uważa się, że forma hemowa jest tą lepiej przyswajalną, jednak znajduje się ona jedynie w produktach odzwierzęcych – głównie w czerwonym mięsie. Natomiast formę niehemową zawiera żywność roślinna. Żelazo niehemowe jest przyswajalne w mniejszym stopniu, ale także przydatne. Co więcej, można bardzo prosto zwiększyć wchłanialność. Jest na to bardzo łatwy sposób – wraz z pokarmem bogatym w żelazo należy spożywać taki, który zawiera witaminę C. Może ona bowiem zwiększyć przyswajanie żelaza nawet 10-krotnie! Badania dowiodły, że osoby, które zwiększyły spożycie witaminy C, wychodziły z anemii, mimo że nie suplementowały żelaza!

W tworzeniu czerwonych krwinek istotny jest także kwas foliowy (szczególnie dla kobiet w wieku rozrodczym) oraz witamina B12. Kwas foliowy znajdziemy w zielonych warzywach, pomarańczach, pomidorach, piwnych drożdżach, roślinach strączkowych, bananach itp. Witamina B12 wytwarzana jest przez bakterie żyjące także w jelicie grubym człowieka, ale ponieważ wchłanianie odbywa się w jelicie cienkim, najprawdopodobniej nie przyswajamy jej z tego źródła. Nie do końca wiadomo, w jaki sposób człowiek dostarcza sobie tę witaminę. Za jej źródła w pożywieniu uznaje się mięso, jaja, produkty mleczne. Śladowe ilości zawierają również kiszonki, jednak najnowsze badania sugerują, że produkty roślinne zawierają tzw. analogi tej witaminy, które są nieprzydatne dla ludzkiego organizmu. Jeśli jesteś weganką czy weganinem, lepiej będzie profilaktycznie ją suplementować dostępnymi na rynku preparatami (np. Vegevit lub Naturella B12), choć zdarzają się osoby, które nie suplementując nie odczuwają żadnych objawów niedoboru. Witamina B12 może być magazynowana w wątrobie nawet przez kilka lat.

Wracając do żelaza, nalezy wymienić ważniejsze jego źródła w pożywieniu wegetarianina, tak aby łatwiej było ułożyć swoją dietę.

Rośliny, zwłaszcza te o zielonych liściach:

- natka pietruszki
- sałata
- kapusta (biała, włoska, brukselka)
- buraczki (najlepiej zakwaszane sokiem z cytryny, a nie octem spirytusowym)
- brokuły
- bazylia
- pokrzywa (także herbatka, bardzo korzystna przy anemii!) i inne.

Pestki, nasiona, orzechy:

- pestki dyni (aż 15 mg na 100 gramów, czyli więcej niż dzienna zalecana dawka)
- słonecznik
- sezam (zwłaszcza niełuskany, zawiera również sporo wapnia)
- siemię lniane (także doskonałe źródło kwasów Omega 3)
- migdały
- nerkowce
- pistacje
- soczewica
- inne strączkowe – soja, ciecierzyca, fasola mung, adzuki, fasola czerwona itp.
Tę grupę produktów warto spożywać po namoczeniu, a nawet skiełkowaniu, siemię lniane trzeba zmielić lub zmiksować, bo twarda skorupka jest niestrawna.

Spore ilości żelaza zawierają też ziarna zbóż, szczególnie godna polecenia jest kasza jaglana. Generalnie ze względu na dużą ilość fitynianów i błonnika żelazo ze zbóż może być słabiej przyswajalne.

Mniejsza ilość w owocach suszonych:

- morele
- brzoskwinie
- rodzynki
- daktyle

oraz świeżych:

- maliny
- czarna porzeczka (dodatkowo znakomite źródło witaminy C!)
- jagody, jeżyny, ciemne winogrona itp.

Szpinak zawiera go całkiem sporo (choć nie więcej niż inne liściaste warzywa), ale ze względu na dużą zawartość kwasu szczawiowego (podobnie jak w przypadku szczawiu) jego przyswajalność jest na poziomie mniej więcej 1%. Jeśli jednak zdecydujesz się spożywać szpinak w celach zdrowotnych, to warto dodać do niego odrobinę nabiału (śmietany, jogurtu).
Omawiając kwestię przyswajania żelaza trzeba też wspomnieć, że nie należy popijać posiłków czarną herbatą, gdyż również utrudnia ona wchłanianie. To samo dotyczy kawy, choć w mniejszym stopniu. Za to wart polecenia jest napar z pokrzywy z cytryną (lub innym sokiem bogatym w witaminę C) czy np. „herbatka” rooibos.Osobiscie pije rano pokrzywe(dodalabym do tego naparu owoce dzikiej rozy i juz jest git :)

Przepis na krupnik jaglany, który wlasnie sie pichci . Dni są teraz chłodne, rozgrzewająca zupa na kolację to dobra rzecz zamiast kanapek.

Składniki:

pół szklanki kaszy jaglanej
pół szklanki czerwonej soczewicy
1 pietruszka
1 marchewka
1 ziemniak
3 zabki czosnku
ziele angielskie
lisc laurowy
przyprawa typu Vegeta
majeranek,

Kaszę i soczewicę bardzo dokładnie wypłukać, zagotować w kilku szklankach wody. Gdy te składniki będą już lekko rozgotowane, dodać pokrojone w kostkę warzywa i gotować do miękkości. Przyprawić wg gustu. Smacznego :)

12/18/2009

idą święta..




Szczęście nadaje sens życiu
to magia w twym sercu zaklęta
nie pozwól mu zostać w ukryciu
podaruj je bliskim na święta.
Zdrowych i pogodnych świąt życzy


10/20/2009

zgoda i pogoda..powrot ie..

..pewnemu człowiekowi,któremu nie układało się najlepiej życie małżenskie mistrz poradził: musisz nauczyć sie słuchać tego ,co mówi twoja zona..wrócił po miesiącu zadowolony mówiąc ,że nauczyl się słuchać każdego słowa ,które wypowiada jego żona..mistrz poradził mu z usmiechem,żeby wrócił do domu i słuchał każdego słowa którego ona nie wypowiada..
p.s paszcza 2 pozdrawia wszystkie nieszczęśliwe zony..no to bim bam.. myśl podąża za uwagą..
misy ,które zagościły u nas w domu zajęły honorowe miejsce i zostały przyjaciólkami domu(odstresowują wspaniale i wprowadzają harmonię(oczyszcze trochę chatę dzwiękiem,marek też już dostal porcję dzwięku,ale brzmiał dziwnie),sprzątam fizyczne śmieci przed swiętami i mentalnych brudów też próbuje się pozbyć,bo gdy kota nie ma myszy grasują niestety..uff jak wspaniale znowu odetchnąć morską bryzą i irlandzka pogodą..jeszcze zarzuciłam anthony de mello,bo tak zawiewa i leje,ze nie dam rady biegać..drugie buty kupiłam ,bo zostawilam w pl..a musza być,bo trening tylko mnie uratuje przed zimowymi ciemnosciami..no więc jestem dzisiaj w łazience a jutro w szafach..graciarnie spod łóżek zostawiam klonosiowi,chyba że nie bedzie chciał sprzątać tego co sam tam nawkładał..

10/07/2009

Kąpiel w dzwięku..misy tybetańskie..



Przed pięcioma tysiącami lat w Tybecie powstała metoda nazwana na Zachodzie masażem dźwiękowym misami tybetańskimi. Ta metoda terapeutyczna zaistniała w Europie stosunkowo niedawno, bo pod koniec lat osiemdziesiątych.Metodę wg. Petera Hessa poznałam i używam na sobie i bliskich od niedawna z pozytywnym skutkiem:)To właśnie podczas swoich pobytów w Nepalu i Tybecie Peter Hess wielokrotnie spotykał się z dźwiękiem mis i gongów. Uznał , że wiedza o istocie działania dźwięku, która ma już 5000 lat i znajduje powszechne zastosowanie w hinduskiej sztuce uzdrawiania warta jest pokazania w Europie. Po powrocie przy współpracy z prof. dr Gertem Wegnerem prowadził eksperymenty , które dały podstawę metody masażu dźwiękiem, a dotyczyły one sposobu oddziaływania tradycyjnej muzyki na psychikę i ciało człowieka. Wiedzę zdobytą na bazie 30- letnich doświadczeń dostosował do potrzeb ludzi Zachodu. Masaż tą metodą najbardziej znany jest w Niemczech, ale coraz większą popularność zdobywa w innych krajach europejskich. Misy wyrabiane są ręcznie w Nepalu ze stopu 12 metali, między innymi jest to: mosiądz, złoto, srebro, ołów, cynk, żelazo, rtęć, piryt. Rzemieślnicy wykonujący misy pracują od momentu rozgrzania stopu przez wiele godzin bez najmniejszej przerwy aż do zakończenia dzieła, bo tylko przy spełnieniu tych warunków misy są źródłem pięknych dźwięków i zarazem terapeutycznych właściwości. Wielkość mis dźwiękowych jest różna, inne też jest ich działanie na poszczególne fragmenty ciała człowieka.
Misy po uderzeniu specjalnie dobraną pałeczką wytwarzają fale dźwiękowe, przenikając ciało wywołują w żywych komórkach wibracje i przekazują im swoją energię. Badania naukowe wykazały, że pod wpływem tych wibracji komórki ciała zaczynają produkować limfocyty, które odpowiedzialne są za wzmacnianie odporności.

Masaż dźwiękiem ma szerokie zastosowanie, między innymi w dziedzinie terapii i psychoterapii, w odnowie biologicznej i kosmetologii, w pracy z dziećmi i z dorosłymi wymagającymi stałej opieki, w przedszkolach, szkołach, domach opieki społecznej, a nawet w hospicjach. Dzieci lubią pracę z misami, nie muszą wiedzieć, na ile ich działanie jest dobroczynne , one po prostu czują się z nimi dobrze. Misy wpływają pozytywnie nie tylko na fizyczny stan zdrowia, ale i na system nerwowy, likwidują negatywne myśli, wprowadzają w stan głębokiego rozluźnienia, wspierają rozwój kreatywności. Dźwięk mis działa harmonizująco nie tylko w bezpośrednim kontakcie z ciałem człowieka, ale i wtedy, gdy znajdujemy się w rejonie rozchodzenia się fal.

Jakie są najważniejsze skutki masażu dźwiękiem?

* zmniejsza napięcie fizyczne , psychiczne, stany lękowe,
* wycisza, odpręża i poprawia koncentrację,
* oczyszcza i dodaje energię , usuwa blokady energetyczne,
* normuje ciśnienie i poprawia krążenie,
* pobudza naturalne mechanizmy samouzdrawiające,
* zwiększa witalność i odporność organizmu,
* harmonizuje komórki ciała,
* reguluje przemianę materii,
* zwiększa kreatywność ,
* poprawia samopoczucie i działa relaksacyjnie.

Przeciwwskazania:

1. wszystkie ostre stany zapalne
2. krwotoki, po udarach sercowo-naczyniowych, menstruacja
3. zakrzepica, zakrzepy
4. choroba Burgera
5. choroba Raynauda
6. rozrusznik serca
7. duże niedociśnienie
8. w trakcie chemioterapii i radioterapii
9. psychozy

Na temat dźwięku i jego leczniczego działania można przeczytać w dziesiątkach książek i publikacji, jednak żadne słowo pisane nie jest w stanie zastąpić własnych odczuć – działanie dźwięku trzeba PRZEŻYĆ.
Więcej fotek z odbytego kursu tutaj..

9/18/2009

anna



"Mówią o wpływie motyla, gdy burze ścinają las. Ja się uważnie pochylam nad tym, co zależy od każdego z nas. Czy powiesz słowo, czy zdanie, często przypadek ma głos. Temu, kto gra w twym równaniu epizod nieznany odwróci się los. Historia to mgła a jutra nie znamy i sens tylko ma dziś, teraz i tu.
Może to tylko złudzenie, ale pomaga mi żyć: każdy nasz gest ma znaczenie, ruch głową i słowa, milczenie i myśl..."

dziś są Twoje urodziny..



- Masz dziesięć minut na drogę. Musisz biec - rzekł Gandalf.
- Ale... - zaczął Bilbo.
- Nie ma czasu na żadne ale - powiedział czarodziej.
- Ale... - powtórzył Bilbo.
- Na to także nie ma czasu. Ruszaj!


John Ronald Reuel Tolkien — Hobbit

markowi z okazji 30tki spełniania marzeń ida i arun..

9/17/2009

apteki homeopatyczne..adresy..

Białystok

Apteka P. W. "Izyda", ul. Armii Krajowej 1C, 15-662 Białystok, tel. 6617721, www.izyda.pl Apteka otwarta jest w dni powszednie od 8-20, w soboty 8-15. Można tu kupić zarówno leki złożone jak i pojedyncze gotowe. Reprezentowane są firmy: Boiron, Dr Reckeweg,Dolisos, Dagomed, Heel, Pascoe, Lehning, Wala, Weleda, Energy


Szczecin

* Avena sativa, ul. Komuny Paryskiej 40, 71-680 Szczecin, tel. 4424957, www: apteka.biz.pl/avenasativa.szczecin. Apteka otwarta w dni powszednie od 8-19, w soboty 9-14. Można tu zakupić środki pojedyncze gotowe, można też zasięgnąć informacji na temat środków homeopatycznych. Reprezentowane są firmy: Boiron, DHU, Dolisos, Dagomed, Heel, Lehning, Reckeweg, Sanum.

* Apteka Pod Eskulapem, sp. z o.o., ul. Jedn. Narodowej 42, 70-415 Szczecin, tel. 433-42-63. Apteka otwarta w dni powszednie od 8-19, w soboty 9-14. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe. Reprezentowane są firmy: Boiron, DHU, Dolisos, Dagomed, Heel, Jucunda, Lehning, Reckeweg, Wala.

* Apteka Multifarma, ul.Wyszyńskiego 25 Szczecin tel.433--53-05 (tutaj najczęsciej osobiście się zaopatruje)

* Apteka Pharco, ul.Krzywoustego 68 Szczecin tel.433-89-04

Warszawa

* Centrum Homeopatii, sp. z o.o., ul. Miła 33, 01-050 Warszawa, tel. 8380906, 6368248. Apteka otwarta w dni powszednie od 8-20, w soboty 8-13. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe i własne, można też zasięgnąć informacji na temat środków homeopatycznych. Reprezentowane są firmy: Boiron, DHU, Dolisos, Dagomed, Heel, Lehning, Wala, Weleda.

* Apteka "na Pereca", ul. Pereca 2, 00-849 Warszawa, tel. 0226549392, 0226209128, e-mail: budzikot@op.pl. Apteka otwarta w dni powszednie od 7:30 do 20:30 a w soboty od 9:00 do 15:00. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe i własne, można też zasięgnąć informacji na temat środków homeopatycznych. Reprezentowane są firmy: ATW, Bittner,Boiron, DHU, Dolisos, Dagomed, Heel, Lehning, Reckeweg Sanum, Wala, Weleda.

* Apteka Elżbieta Gregier, ul Zamieniecka 61, 04-158 Warszawa, tel. (022) 6124548. Apteka otwarta w dni powszednie w godz. 7-21, w soboty 8-15, niedziele 9-14. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe, można też zasięgnąć informacji na temat środków homeopatycznych. Reprezentowane są firmy: Boiron, DHU, Dolisos, Dagomed, Heel, Lehning, Dr. Reckeweg, Sanum, Wala, Weleda.

* Apteka prywatna, ul. Puszczyka 9, 02-785 Warszawa, tel. 6415401, 6435952. Apteka otwarta w dni powszednie od 8-20.30, w soboty 9-18. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe i własne, można też zasięgnąć informacji na temat środków homeopatycznych. Reprezentowane są firmy: Boiron, DHU, Dolisos, Dagomed, Heel, Lehning, Pascoe, Sanum, Wala, Weleda.

* "Panecea", Apteka prywatna, ul. Górnośląska 33, 00-432 Warszawa, tel. 6284549. Apteka otwarta w dni powszednie od 8-20, w soboty 8-13. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe i własne, można też zasięgnąć informacji na temat środków homeopatycznych. Reprezentowane są firmy: Boiron, DHU, Dolisos, Dagomed, Heel, Lehning, Wala, Weleda.

* Apteka prywatna, ul. Puszczyka 9, 02-785 Warszawa, tel. 6415401, 6435952. Apteka otwarta w dni powszednie od 8-20.30, w soboty 9-18. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe, można też zasięgnąć informacji na temat środków homeopatycznych. Reprezentowane są firmy: Boiron, DHU, Dolisos, Dagomed, Heel, Lehning, Wala, Weleda.

* Apteka Wawrzyszewka, ul. Patofiego 3, 01-917 Warszawa, tel. 8646360. Apteka otwarta w dni powszednie od 8-19, w soboty 9-14. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe, jak i pojedyncze własne, można też zasięgnąć informacji na temat środków homeopatycznych. Reprezentowane są firmy: Boiron, DHU, Dolisos, Dagomed, Heel, Lehning, Sanum, Wala, Weleda.

Wrocław

* Apteka "Prima", s.c. Domina, ul. Ruska 19 (obok Pamos), 50-079 Wrocław, tel. 3724628. Apteka otwarta w dni powszednie od 9-19.30, w soboty 9-15. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe, można też zasięgnąć informacji na temat środków homeopatycznych. Reprezentowane są firmy: Boiron, Bionorica, Bittner, Cesra, DHU, Dolisos, Dagomed, Heel, Jukunda, Lehning, Reckeweg, Theiss, Wala, Weleda.

* Apteka "Pod Złotym Jeleniem", ul. Partyzantów 25, 51-672 Wrocław, tel. 3481871. Apteka otwarta w dni powszednie od 8-19.30, w soboty 8-15. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe, można też zasięgnąć informacji na temat środków homeopatycznych. Reprezentowane są firmy: Arzneissmittel, Boiron, Bionorica, Cesra, Dolisos, Dagomed, Heel, Lehning, Reckeweg.

Gdynia

* Remedium, Oficyna apteczno-zielarska św. Heleny, ul. Witomińska 10, 81-311 Gdynia, tel. 6210951, fax. 6218769. Apteka otwarta w dni powszednie od 10-18, w soboty 10-14. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe. Reprezentowane są firmy: Boiron, DHU, Decymal, Dolisos, Dagomed, Decymal, Heel, Lehning, Pascoe, Regena, Sanum, Wala, Weleda.

Kraków

* Apteka "Pod Globusem", ul. Reytana 2, 30-535 Kraków, tel. 6563996. Apteka otwarta w dni powszednie od 8-20, w soboty 8-14. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe i własne, można też zasięgnąć informacji na temat środków homeopatycznych. Reprezentowane są firmy: Boiron, DHU, Dolisos, Dagomed, Heel, Lehning, Wala, Weleda.

* Apateka "Studencka", ul. Studencka 7, 31-116 Kraków, tel. 4284240, fax: 4213124. Apteka otwarta w dni powszednie od 8-20, w soboty 8-14. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe, można też zasięgnąć informacji na temat środków homeopatycznych. Reprezentowane są firmy: Boiron, DHU, Dolisos, Dagomed, Heel, Lehning, Wala, Weleda.

Łódź

* Apteka "Calendula" s.c., ul. Wólczańska 37, 90-607 Łódź, tel. 6333947, 6326444, fax. 6327685. Apteka otwarta w dni powszednie od 8-19, w soboty 9-15. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe, jak i pojedyncze własne, można też zasięgnąć informacji na temat środków homeopatycznych. Reprezentowane są firmy: Bittner, Boiron, DHU, Dolisos, Dagomed, Heel, Lehning, Reckeweg, Wala.

Olsztyn


* "Cefarm" sp. z o.o., ul. Dąbrowszczaków 34, 10-541 Olsztyn, tel. 5272013. Apteka otwarta w dni powszednie od 8-19, w soboty 9-15. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe, jak i pojedyncze własne. Reprezentowane są firmy: Boiron, DHU, Dolisos, Dagomed, Heel, Lehning, Reckeweg, Sanum, Wala.

Poznań

* Apteka "Mercurius", ul. Trzebawska 22, 60-102 Poznań, tel. 8306757. Apteka otwarta w dni powszednie od 8-20, w soboty 8-15. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe, można też zasięgnąć informacji na temat środków homeopatycznych. Reprezentowane są firmy: Boiron, DHU, Dolisos, Dagomed, Heel, Lehning, Pascoe, Reckeweg.

* Apteka "Pod Złotym Lwem", Stary Rynek 75, 61-772 Poznań, tel. 8523024, http: www.aptekapodzlotymlwem.com.pl, e-mail: majewscy@aptekapodzlotymlwem.com.pl. Apteka otwarta w dni powszednie od 8-20, w soboty 9-16, niedziele 10-14. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe, można też zasięgnąć informacji na temat środków homeopatycznych. Reprezentowane są firmy: Boiron, DHU, Dolisos, Dagomed, Heel, Lehning, Wala, Weleda.

* Apteka homeopatyczna "Arnica", ul. Ratajczaka 45, tel. 8523444. Apteka otwarta w dni powszednie od 8-19, w soboty 9-15. Można tu zakupić zarówno środki złożone jak i środki pojedyncze gotowe, jak i pojedyncze własne, można też zasięgnąć informacji na temat środków homeopatycznych. Reprezentowane są firmy: Boiron, DHU, Dolisos, Dagomed, Heel, Lehning.

oraz Apteka Pod Wagą, Syców której można zamówić szczepionki homeopatyczne przepisane przez lekarza homeopate oraz inne leki homeopatyczne..

grypa..homeopatycznie..

Grypa

Mimo powszechnego występowania grypa nie jest banalnym schorzeniem. Przez świat przetoczyło się kilka pandemii grypy skracając życie milionom ludzi. Choroba wywoływana jest przez wirusy typu A, B, C z rodziny Ortomyxoviridea. Ponieważ nie występuje odporność krzyżowa pomiędzy typami i podtypami --- szczepionki przeciwko grypie mają wartość sezonową. Olbrzymią zmienność wirus zawdzięcza temu, że część kodu jest wspólna dla człowieka i świń, oraz część dla świń i ptaków. Wirus przenoszony jest najczęściej drogą kropelkową.

Wirusy grypy rozmnażają się w drogach oddechowych powodując uszkodzenie nabłonka- otwiera to drogę bakteriom chorobotwórczym. Tym samym grypa może powodować rozmaite komplikacje, niektóre bardzo poważne w skutkach. Jeżeli po podaniu leków homeopatycznych następuje szybka poprawa oznacza to, że środek został dobrany prawidłowo i nie ma powodu do obaw, ale jeżeli w ciągu doby nie następuje poprawa, najprawdopodobniej lek został źle dobrany i lepiej skontaktować się z lekarzem.

Rozpoznanie grypy na podstawie objawów klinicznych jest możliwe właściwie tylko podczas epidemii. Zwykle trudno rozróżnić grypę od chorób grypopodobnych.

W przebiegu grypy wyróżnia się kilka okresów: inkubacji, rozwoju choroby, rozwiniętej choroby, potem okresu ustępowania objawów i zdrowienia. W fazie wylęgania i początkowym okresie rozwoju grypę można powstrzymać, natomiast później można złagodzić objawy oraz skrócić przebieg choroby.
Profilaktyka grypy

Jeżeli co roku łapiemy grypę warto zastanowić się nad wizytą u homeopaty jeszcze przed sezonem grypowym. Być może uda się dobrać środek, który podniesie sprawność układu odpornościowego.

Zapobiegawczo w okresie nasilenia zachorowań można zażywać Eupatorium perfoliatum D6, wystarczy raz dziennie. Skuteczna jest także Echinacea angustifolia D2--D4, którą trzeba zacząć stosować na kilka tygodni przez ,,sezonem grypowym''.
Okres inkubacji

Przy objawach zmęczenia, kiedy ryzyko zarażenia się jest duże, a cały czas musimy być ,,w biegu'' można zażyć któryś ze środków reklamowanych przez farmaceutyczne firmy homeopatyczne. Na tym etapie nie ma jeszcze widocznych objawów, które umożliwiłyby indywidualne dobranie leku. Dobrą praktyką może okazać się noszenie przy sobie środka Camphora w niskiej potencji. Należy go zażyć przy pierwszych zauważalnych objawach. W tej fazie Camphora bywa bardzo skuteczna. Pierwsze objawy pojawiają się zwykle w ciągu 1--3 dni od zakażenia.
Stadium rozwoju objawów

Na tym etapie możemy już dobierać środki wg zaobserwowanych objawów, nawet jeżeli są bardzo słabe. Warto ten etap uchwycić, aby nie dopuścić do dalszego rozwoju choroby.

* Nagła, wysoka gorączka;
* skóra sucha i gorąca;
* pobudzenie, uczucia niepokoju (dzieci mogą się zrywać w nocy z krzykiem);
* dreszcze, przyśpieszenie tętna;
* duże pragnienie.

Objawy powyższe wskazują na Aconitum, z reguły wystarczy podać lek w potencji D6 dwa, trzy razy (co pół godziny), aby choroba cofnęła się, lub zmieniła charakter.

* Wahania temperatury
* przekrwienie głowy;
* skóra czerwona, gorąca, niekiedy w plamach;
* poty;
* wysuszone, palące śluzówki;
* nadwrażliwość zmysłów (np. fotofobia);
* pulsujące bóle głowy;
* błyszczące oczy z rozszerzonymi źrenicami.

Takie objawy wskazują na lek Belladonna. Podajemy go na początku co pół godziny, a w miarę ustępowania objawów coraz rzadziej. Zalecana potencja D6.

* Wysoka, wolno narastająca temperatura;
* olbrzymie pragnienie - głównie zimnych płynów;
* pogorszenie samopoczucia na skutek ruchu;
* bóle głowy, szczególnie narastające przy ruchach gałek ocznych.

W tym przypadku stosować środek Bryonia alba D6, pięć razy dziennie.

Powyższe opisy odpowiadają silnie reagującym organizmom. Często jednak objawy są osłabione i jakby nieokreślone mimo szybko rozwijającej się choroby.

* Stan podgorączkowy lub niska gorączka;
* katar z dużą ilością śluzu;
* suchy, dosyć słaby kaszel nasilający się w ciepłych pomieszczeniach;
* skóra na przemian blada i zaczerwieniona;
* niekiedy bóle reumatyczne;
* na świeżym powietrzu.

W takich razach skuteczny może się okazać Ferrum phosphoricum D6 cztery razy dziennie.
Stadium rozwiniętych objawów

Na tym etapie uwidacznia się charakter grypy. W przypadku dominowania objawów kataralnych należy oprzeć się na podrozdziale dotyczącym kataru. Jeżeli nie uda się znaleźć jednego środka odpowiadającego całości objawów to można wybrać dwa np. jeden odpowiadający objawom ogólnym, a drugi objawom miejscowym. Dalej zamieszczono kilka typowych ,,scenariuszy'' i odpowiednie środki homeopatyczne.

* Gorączka bez pragnienia;
* bóle głowy, najczęściej okolic potylicy, niekiedy promieniuje do karku i ramion;
* dreszcze, uczucie rozbicia, osłabienia, otępiałość;
* lepki pot, wodnista wydzielina z nosa;
* przekrwiona twarz, opadające powieki - choroba rozwija się zwykle w ciągu dwóch, trzech dni.
* poprawa po oddaniu dużej ilości moczu.

Przy powyższych objawach skuteczny powinien okazać się środek Gelsemium sempervirens D6, podawany cztery razy dziennie.

* Bóle kostno-mięśniowe, uczucie rozbicia;
* bóle głowy, bóle gałek ocznych, które nasilają się przy ich ucisku;
* katar --- zwykle wodnista wydzielina, kichanie;
* bolesny kaszel, szarpiący klatką piersiową, mokry;
* silne pragnienie;
* zaburzenia pracy jelit, nudności.

Skuteczny powinien okazać się środek Eupatorium perfoliatum D6, podawany cztery razy dziennie.

* Bóle stawowe;
* bóle głowy - najczęściej części czołowej, ruch oczu może zwiększać ból głowy;
* suchy kaszel;
* bardzo silne pragnienie zimnej wody.
* Pogorszenie w ruchu. To pogorszenie w ruchu dotyczy prawie wszystkich objawów i jest wyraźne.

W powyższej sytuacji odpowiedni winien okazać się środek Bryonia alba D6, podawany cztery razy dziennie.

Jeżeli choroba rozwinie się w następstwie zmarznięcia w wilgotny dzień, przemoczeniu lub po oziębieniu rozgrzanego ciała, a charakteryzować ją będą:

* Bóle mięśniowe i sztywność stawów narastające po spoczynku
* oziębiające poty;
* suchy język z czerwonym trójkątem na czubku;
* pęcherzykowata wysypka w pierwszej fazie choroby.
* poprawa po odpoczynku.

W powyższym przypadku pomocnym może się okazać środek Rhus toxicodendron D6 zażywany 4--5 razy dziennie.
Okres ustępowania objawów

W tej fazie najczęściej podaje się środki, które były skuteczne w stadium rozwiniętych objawów. Z reguły wystarcza podawać je dwa razy dziennie.
Okres zdrowienia

Niekiedy grypa mija, ale organizm zmaga się jeszcze długi czas z jej skutkami. Okres ten można wydatnie skrócić stosując leki homeopatyczne. Dotyczy to szczególnie chorych, u których grypa nie była leczona homeopatycznie.

* Osłabienie fizyczne;
* pocenie się po każdym wysiłku;
* zawroty głowy przy zmianie pozycji;
* niekiedy gorzki smak w ustach.

Przy takich objawach powinna zadziałać China D6, dwa razy dziennie. Często wystarczy zażyć dwie, trzy dawki, a zwykle nie ma sensu zażywać leku dłużej niż pięć dni.

9/14/2009

odporność..

Thymuline 9 CH

Thymulina jest hormonem pochodzącym z grasicy, niezbędnym dla prawidłowego rozwoju układu immunologicznego. Wpływa ona na dojrzewanie komórek T, stymuluje odpowiedź humoralną i wzmaga komórkową odpowiedź cytotoksyczną.
Działanie immunomodulujące Thymuline`y w dawkach homeopatycznych zostało dowiedzione w wielu pracach immunologicznych zarówno in vitro jak i in vivo. Miały one szeroki zakres i udowodniły:
- wzrost produkcji przeciwciał;
- stymulację specyficznej odpowiedzi komórkowej;
- stymulację niespecyficznej odpowiedzi komórkowej.
Część z nich wykonywano w oparciu o obserwację efektu immunostymulującego Thymuline podawanej w dawkach homeopatycznych u szczepów myszy z uwarunkowanymi genetycznie zaburzeniami odporności (wczesna atrofia grasicy). W prowadzonych badaniach klinicznych sprawdzano efekt działania immunostymulującego Thymuline 9CH w nawracających infekcjach nosogardła i uszu u dzieci. Brano pod uwagę częstość nawrotów schorzeń, długość czasu trwania infekcji, częstość występowania stanów gorączkowych, liczbę powikłań, konieczność stosowania antybiotykoterapii. Stwierdzono wyraźną różnicę na korzyść podczas podawania leku we wszystkich obserwowanych parametrach. Ciekawą dodatkową obserwacją było to, że bardziej wyraźny efekt działania Thymuline 9CH występował wśród tych, u których rozpoznano cechy skazy tuberkulinowej. W porównawczych pracach Thymuline 9CH w stosunku do innych immunomodulatorów (glikoproteidy błon komórkowych bakterii z /lub bez/ frakcjami rybosomalnymi), prowadzonych w grupach dzieci z nawracającymi infekcjami ORL, nie stwierdzono istotnych różnic co do skuteczności pomiędzy obu sposobami immunostymulacji. Należy podkreślić brak jakichkolwiek obserwacji działań ubocznych jatrogennych w protokołach wykonywanych badań klinicznych podczas stosowania Thymuline 9CH. Cytowane powyżej prace wykonywano od początku lat 80 - tych. Szczególnie cenione są prace dokonane przez panią profesor Madelaine Bastide i wsp., publikowane m.in. w tak renomowanych pismach, jak International Journal of Immunotherapy, Immunology Today, a także podczas wielu międzynarodowych kongresów lekarskich.
Na podstawie prowadzonych obserwacji ustalono następujące wskazania, jako szczególne, dla stosowania Thymuline, tak dla leczenia profilaktycznego, jak dla problemu nawracających infekcji: - infekcje grypowe,
- infekcje wirusowe skóry (herpes zoster, herpes labialis),
- schorzenia ORL (anginy, zapalenia uszu, rhinopharyngitis),
- schorzenia o podłożu alergicznym (np. pyłkowice, astma i inn.),
- schorzenia dróg moczowych (cystitis).

Postać i skład
Saszetka zawiera 5 tub doz po 1g granulek
Thymuline 9 CH 0,01 ml/g

Uważa się za szczególnie korzystny niniejszy schemat leczenia:

W pierwszym miesiącu - 1 dawka Thymuline 9CH co tydzień,
podczas kolejnych 5 miesięcy - 1 dawka Thymuline 9CH co 2 tygodnie.

Leczenie można rozpocząć zarówno w okresie bezobjawowym lub z chwilą wystąpienia pierwszych objawów infekcji równolegle z leczeniem objawowym.
Obecnie Thymuline 9CH jest dostepna także w saszetkach po 5 tubek doz w korzystnej cenie.

Świadectwo dopuszczenia do Obrotu Instytutu Leków 3398/ LN-H

Podstawowe leki firmy Boiron mające zastosowanie w prewencji zachorowań wirusowych:

Oscilloccocinum - raz w tygodniu 1 tubka granulek (od października do marca, czyli w okresie największego ryzyka infekcji grypowej).

Dolivaxil - raz w tygodniu 1 tubka (przez 3 tygodnie), czwarta doza po miesiącu od ostatniej. Lek stosowany w prewencji grypy i stanów grypowych. Uwaga. Ważna jest data przydatności do spożycia. Składnik czynny preparatu odpowiada aktywnemu w danym sezonie wirusowi grypy.

Thymuline 9 CH (Boiron) - w pierwszym miesiącu: 1 dawka (1 tubka mikrogranulek lub 10 granulek typu „standard”) co tydzień. Podczas kolejnych 5-ciu miesięcy: 1 dawka co 2 tygodnie. Nawracające infekcje. Profilaktyka grypy i innych schorzeń wirusowych.

Influenzinum 9CH (Boiron) - dawkowanie, jak Thymuline 9 CH lub wg schematu: przez okres 3 tygodni: 10 granulek raz w tygodniu, czwarta doza po miesiącu od ostatniej. Osłabienie organizmu po infekcjach, długo utrzymujący się kaszel, stany podgorączkowe itp. (Często wykorzystuje się działanie addytywne Influenzinum i Thymuline).

http://www.dolisos.pl
http://aptekajakmarzenie.pl/homeopatia-reckeweg-c-53_285.html?page=2&sort=3a

8/25/2009

prezent..

no i niepotrzebnie mówiłam o prezencie,kupiłabym voucher i już..skok spadochronowy w tandemie z widokiem na tatry..nie to nie,czuje się obrażona,czekan lepszy phi,to materia ,która najprawdopodobniej nie przeżyje kolejnej wyprawy..a wspominać by można do starości :)niepotrzebnie się człowiek wysila..no cóż sama sobie polece w następnym roku jak się uda zarobic,a zarobiłam w niedziele pierwsze pieniądze na masażu,które co do grosza wydałam na następny dzień w księgarni :)nie mogę się powstrzymać,w irlandii nie kupuje,a tutaj ..książki o homeopatii jak homeopatia dla dzieci i w leczeniu przeziebień,poradnik co dziecku wolno,czyli o rozsądnym ustalaniu granic,też dla taty do poczytania..no i o domowej szkole przetrwania,porozumiewanie się miedzy strukturą złożoną która sie zwie rodzina..tato do syna przyjeżdza i tęskni za nami,my też ale zajęci jesteśmy z arem obchodzeniem wszystkich placów zabaw w mieście oraz spotkaniami dawno nie widzianych znajomych,ciotek i wujków..w sumie mamy się jak pączki w maśle,aru tylko nad ranem stęka i go biorę do łóżka,bo mu zęby następne wychodzą i tak się turlamy do 8.00 ,potem to drzemie mama z synem bo nie daje rady coś w samotnym chowaniu syna..dzisiaj rano rzucił w mame samochodzikiem w twarz,więc mam bolesne wspomnienie dzisiejszego poranka..no i robi sie dzieciak rozbestwiony tak ,ze zaczynam oglądać nianie w tv..dzisiaj też odezwały się znowu zatoki,ale w nowej ksiązce o homeopatii mam więcej podanych leków to będe ekperymentować..podejrzewam,że biegajac mnie owiało..aa wczoraj to koleś mnie zdublował ze 3 razy przy 5 okrążeniach..w czwartek z koleżanka idziemy mierzyć sobie czas na 1ooom na stadionie..i jednak chyba nie pobiegne na przełajach ,bo są dosyć pozno a do domu też w koncu bedzie trzeba wrócić,zarabiać i kucharzyć..no i lansować sie regularnie,co niektórym się nie podoba(nie podoba sie to nie czytać!)albo samemu kreować swój wizerunek..a to ciężka praca i dużo czasu zajmuje..teraz będzie go coraz mniej,bo praca zajmuje jego większość..więc gdy dziecko małe to można ,albo spać tym czasie albo klepać na klawiaturze..teraz pisze mniej,bo i czasu nie mam,bo biegam i sie zaparłam,każdy się może zaprzeć jak chce i dażyć do celu..tylko cel trzeba mieć i najlepiej go napisac i z datą najlepiej..i orać..no to tyle,bo ide spać,wyspać sie tez trzeba żeby radośnie witać dzień,a moje poranki ostatnio koncza sie przmocą ze strony arka..no to lulu..

8/21/2009

lato w polsce..



arkadiusz zaraz wstanie na obiadek..była burza,błyskało i lało,od paru dni 30 stopni,dajemy rade :)chociaż po 3 latach irlandzkiej pogody jest mi za gorąco już..biegam od paru dni co drugi dzien,16 okrążeń to jest 5km,w tym cały dzień z arkiem biegamy po mieście i jestem zmęczona,niedosypiam,chodze pozno spac,przysypiając przy ng..aru wstaje 6.30 i leci..raz zrobiliśmy z arem i znajomymi 33km podjadając po drodze gruszki ..cały czas coś sie dzieje no i bedzie..aru przez 10 dni chory brał antybiotyk więc koleżanki z dziećmi jeszcze nie odwiedzone..wczoraj spotkałam wychowawce z LO i na kawke się umówiłam,bo biegania nie odpuszczam..cisne przy jednej płycie kolesia co grał z toolem,perfect of circle jakoś tak..za tydzień będe cisnąc codziennie to bieganie..a tak nienawidziłam biegać!jedno okrążenie było nie do pomyślenia,a sobie planuje wystartować na przełajach w pazdzierniku heh,niech to bedzie nawet ostatnie miejsce :)a inna fantazja kiełkuje więc trenuje,brakuje mi tylko siłowni,mam na stanie jeden hantelek ale chyba dokupie..no bo nie wspomnialam ze niedlugo miesiac mija jak w polsce siedzimy z arem..najczęściej zderzenie z polską rzeczywistościa mnie zaskakuje,ale jakoś dajemy rade..sytuacja typu biletu na pociąg nie kupuj na całej trasie tylko na pospieszny gdy przesiadka będzie na osobowy,nic że i tak więcej płacisz,ale osobowe i pospieszne i inne linie należą do innych firm czy coś tak w tym guście..możesz się spotkać z kupnem biletu raz jeszcze w pociągu..albo powstrzymasz jakiekolwiek komentarze to będzie ci odpuszczone kupowanie biletu..weszło coś takiego w tym roku..a skąd ja to mam wiedzieć?też biegać nie można na stadionie w gryfinie na gornym tarasie po 22.00,bo ochrona zamyka bramki..sie nie wyrabiam ,bo okolo godziny biegam,więc w stresie szybko ogarniam arka od 20.00..ochraniacz jeden jest spoko,bo go zagadałam i sie uspokoił, bo na mnie pierwszy raz nawrzeszczał,bo przez płot wlazłam a było po 22.00,bo bo ..sam biegał na 800m,a go ściemniłam ,że na wyprawe sie wybieram i musze się przygotowywać..taka moja fantazja z rozmiarem 7000m.np.m..i mam luz,gdy jest 15 minut po czasie a mnie zostało jeszcze polowa do przebiegnięcia,więc czasem forsuje płot w drodze powrotnej :)tyle na temat sportu..z rozrywek to jedno wesele,gdzie ubrałam biała sukienke,a potem przeczytałam ,że na ślubach zakazany jest kolor biały i czerwony,a ja biała sukienka i czerwone dodatki,ale nie tylko mi się przydarzyło zgrzeszyć na tym weselu,bo i 2 czerwone sukienki sie przydarzyły..na następne wesele ubieram czarna heh..do następnego wesela jescze sporo czasu a po drodze obskakuje kurs masażu dzwiękiem..jeszcze nic nie zarobiłam z moim pomysłem..jestem w gryfinie jak coś i proponuje masaż shiatsu narazie..ograłam jedynie maszyne na 5zł :)i to tyle by było z zarabiania..numer irlandzki nie działa,polskiego nie podaje wiec kontakt możliwy przez meila..dzisiaj piątek więc może jakiś wypad wieczorkiem na herbatkę ze znajomymi yoł..

7/25/2009

pakowanko i inne ble ble..





prawie spakowana,wyprasowane wszystko ,żeby się jakoś pomieściło to i owo..lecim do polandu na trochę..na początek weselicho kuzynki marka,zakupiona sukienka,buty i szal też na te okazje w torbie już leżą..nie lubię latac samolotem,sama tym bardziej ,ale tym razem jedzie z nami tato na szczęście..w piątek przyszło prawko moje L na autko,zyskałam tym sposobem 3 miechy,bo się ociągnęło załatwianie tej sprawy..dzisiaj zrzucam ostatnie fotki z tego miesiaca..a najważniejsze ..odleciał ptaszek i tato posmutnial,bo miał odpocząć..tata pojechał z arem rowerem na łodki i w drodze powrotnej na ulicy znalazł małego ptaszka..aru zachwycony,ptaszek wystraszony,godzinke pobył i sam odleciał..dostał imię czapa,bo jak tata powiedzial razem zrobili kibel,czapa na ścianie khan-tengri,ptaku na jezdni..i pewnie tak samo poczuli w sercu samotnośc.. mama swoją rozwiała latając z aparatem w ręku niedaleko irlandzkiego zamku pstrykajac na kwiaty..czasem w słońcu a czasem w cieniu chmur..można ,by do tego podłożyć kawałek ,którym tata obudził śpiącą mamę(tytuł dream) oglądane zdjęcia..ot tak dla estetycznych uniesień i wzruszenia pod lewym żebrem puk puk puk..a jednak nie,tate kwiatki nudzą:),po kwiatkach pare fotek niekwiatkowych w albumie..




7/11/2009

ulewa..






wieczór ..za oknem ulewa..karmnik pusty opróżniony przez wróble buja się w te i wewte grożąc odfrunięciem..trzeba karmnik uratować,ale kto po niego wyjdzie?klonu,mama zrobiła kanapki i mleczko sojowe z irlandzkim wynalazkiem a la kawa zbożowa,no wez idz..to dla ara atrakcja ,patrzyc na ptaki,2 miesiace mama nie karmi kota,bo swoj dom ma a ptaszki fajna rzecz..wroble,synogarlice,kosy..mama chciala małe irlandzkie ptaszki,ale są te wróblowate,głośne i gromadne..jakiś biały kot się przyczaił pod autem i obserwuje..no nie!nie chcemy tu morderstwa..wczoraj powieszone jedzenie..dzisiaj puste..jak one dużo jedzą..małe tłuścioszki..a w dzień plaża i sesja video z ktmem w roli głównej..dziewczynki zamki z piasku budowały,fose wodą napełniały,aru się przyglądał,mama wskoczyła na pierwszą przejazdzke,ale bez kasku się bała,myślała o glebie jaką może zaliczyć,nie czuła przyjemności w tym grzązkim piasku morza irlandzkiego,zsiadła i uwieczniała codzienność na obrazie..pstryk,pstryk..aru spał ..zasnął po zabawie w piasku w przyczepce..po szaleństwach motorowych szaleństwa kite..udało się lansowi 1oom na desce śmignąć i opić troche litrów brudnej wody..poznaliśmy przy okazji młode małżenstwo polskie obok ze wsi..uczyli sie na kite śmigać w domu zostawiając rocznego oliwiera i 3 letnią julke z babcią,która przyjechała do nich..też sami jak my wiec pewnie poznamy sie bliżej za jakiś czas chociaz mama do wody nie wejdzie za szybko..brak pianki,za duzy kite dla mamy i brak umiejętności pływackich zmuszają do landboardingu,który w sumie jest mniej bezpieczny..aa dzisiaj rano rozwinąl się 4 kwiatek storczyka,zakwitł 3 raz..dostała go mama od taty z okazji przyjścia ara na świat..kwitnie,co pół roku ..ostatnio jednak rok temu jak tat wrocił z logana..miał 3 kwiatki,które rozwinęły się dokładnie w tym dniu powrotu ;)ma już więcej liści i najlepiej czuje się jak nas nie ma miesiąc w domu..dziwny jakis ten kwiat..wtedy kwitnie..bez wody i swiatła i ciepła rozkwita heh (ja bym tak nie mogła ,raczej usycham bez pielęgnacji ze strony bliskich rąk)no i jest żółty nakrapiany,żółty jak nowa ciężarówka od taty,żółty jak sztormiak ara i jak kite mamy..wszystko w kolorze słońca,którego tutaj brak..i co jeszcze.. aru to mistrz wspinaczki..jego zawziętośc i hart ducha pokona każda dziurę..wylezie i wlezie na wszystko..niczego się nie boi?boi sie ryku nadjezdzających aut i samolotów..taki z niego mały cfaniak..potrafi powiedzieć baj baj i ciągnąć za nogę lub rękaw jak nie potrafi powiedzieć ,co chce:)jak płacze to dłuższe głaskanie po plecach potrafi uspokoić mistrza po niespokojnym śnie..umie się już całować i posyłać buziaki i oczywiście bić sobie brawo po zjezdzie ze ślizgawki na b r z u c h u..bravo bravo..zapraszam na lipcową fotorelacje tutaj..


7/03/2009

grypa..

;o kurczaki a raczej świnki..czuje się fatalniee..od 3 dni chodze z kąta w kąt i nie wiem co mi..dzisiaj to już szczyt poczucia ogólnego rozbicia..czekałam cały dzien żeby aru się już położyl,bo nie wyrabiałam na zakrętach..panadol w proszku,imbir świerzy,herbata z imbirem plus pogryzienie tego ostrego kawałka korzenia..siedziawszy na plaży,arek się bawiwszy a mi sie robiwszy zimnodreszcze,ból gardła,bóle stawów,kolana obkręcone w prawo i lewo paluszki u rączek też..i skręt jelit..sama sie dotknąć nie mogę..arek chorował ostatnie 3 tyg,ciagle zaprzeproszeniem srał po 6 razy dziennie..i po 2 tyg gorączka 39,8..rety ja cała na bacznośc do szpitala,a w szpitalu 1ooe za przyjemnośc,szok..arek w sumie nie dostał nic,posiedzielim 8h i pojechalim do domu..marek zły,żw to jego weekend..no ale aru na pierwszym miejscu no i weekend..mija tydzien..matka umiera..nie ma kto herbaty podać i jeszcze małym się zająć..tak więc po całości zdychanko..aru niby wirus no i teraz mnie powaliło..naprawde sapie i męcze sie jak jakaś łosica..no i siedze i czytam o tej grypie czy to ta ,co straszą i umrę ..nie mam siły robaczki na odpisywanie do wszystkich,dzwonienie itd..no nikt sie nie czuje urażony naprawde tak już mam..po wyprawie bez życia moze pare dni troche lepiej,ale coż pokuta hiszpańska nadal trwao ..ojciec ktm-em katuje szkocje,góry,moknie i wynudza sie na konferens a mama czeka na niego,coby mogła poleżeć jak człowiek i się wykurować..23.00 39 gorączki zbijać -nie zbijać?jakoś serce mnie też daje dyskomfort i uszy..no nic wyplakawszy sie w monitor podam recepte:imbir katuje grype!przezuwam świerzy lub na szkl gorącego wrzątku 2 łyżki bleee.. a tutaj coś więcej o niej,dama która najwiekszego konia zwali z nóg..

6/25/2009

vipassana..


Sztuka życia : medytacja Vipassana

(autor: S.N. Goenka)

Niniejszy artykuł powstał w oparciu o publiczny wykład wygłoszony przez S.N. Goenkę w Brnie w Szwajcarii w 1980 r.

Wszyscy poszukujemy spokoju i harmonii, ponieważ właśnie tego nam w życiu brakuje. Od czasu do czasu każdy z nas doświadcza wzburzenia, irytacji, cierpienia. Kiedy ogarniają nas tego typu uczucia, nie my jedni ich doświadczamy – zarażamy nimi najbliższe otoczenie. Człowiek emanuje zdenerwowaniem, które udziela się każdemu, kto się z nim wtedy zetknie. Z pewnością nie jest to właściwy sposób życia.

Należy żyć w spokoju i zgodzie z samym sobą oraz w zgodzie ze wszystkimi wokół nas. Istota ludzka jest przecież istotą społeczną. Człowiek musi żyć w społeczeństwie i radzić sobie z ludźmi, których spotyka. W jaki sposób można żyć zachowując spokój? W jaki sposób można zachować równowagę wewnętrzną oraz równowagę w stosunkach z ludźmi tak, aby oni również mogli żyć spokojnie i harmonijnie?

Ktoś jest wzburzony. Aby pozbyć się wzburzenia, trzeba znać jego powód, przyczynę zdenerwowania. Jeśli przyjrzeć się temu problemowi bliżej, staje się oczywiste, że wzburzenie ogarnia nas zawsze wtedy, kiedy w umyśle pojawi się jakiekolwiek negatywne uczucie, zakłócenie. Negatywne nastawienie w umyśle – rodzaj mentalnego zanieczyszczenia, zakłócenia, nie może współistnieć ze spokojem i harmonią.

W jaki sposób rodzi się w nas negatywne uczucie? Ponownie, po zbadaniu problemu, jasne i oczywiste staje się, że czujemy się nieszczęśliwi zawsze wtedy, gdy ktoś z naszego otoczenia zachowuje się w sposób, który się nam nie podoba, gdy dzieją się wokół nas rzeczy, których nie lubimy. Wydarza się coś niechcianego i dlatego rodzi się w nas napięcie. Z kolei nie wydarzają się rzeczy, których pragniemy, na drodze do nich pojawiają się jakieś przeszkody i w tej sytuacji również rodzi się w nas napięcie. Przez całe życie dzieją się rzeczy niechciane, natomiast nie dzieją się rzeczy chciane – reagujemy na to napięciami, stresami i ten proces stałej, negatywnej reakcji prowadzi do skłębienia się napięć i stresów w jeden wielki Gordyjski węzeł negatywności, sprawiający, że cała nasza mentalna i fizyczna struktura jest przesycona negacją. Życie staje się przez to pełne udręki i cierpienia.

Ewentualnym rozwiązaniem problemu byłoby zorganizowanie sobie życia w taki sposób, aby nie wydarzało się w nim nic nieprzyjemnego, natomiast działoby się wszystko to, co chcemy i tak jak chcemy. W tym celu należy tylko zdobyć odpowiednio mocną pozycję w życiu, albo poparcie i pomoc osoby mającej taką pozycję, i wszystko będzie się działo zgodnie z naszymi pragnieniami. Jest to niestety niemożliwe. Na całym świecie nie ma takiej osoby, której spełniałyby się wszystkie życzenia i w życiu której wydarzałyby się same pożądane rzeczy a nie wydarzałyby się niepożądane. Stale dzieją się sprawy sprzeczne z naszymi oczekiwaniami i pragnieniami. Pojawia się więc pytanie – w jaki sposób nie reagować ślepo w obliczu niechcianych wydarzeń? W jaki sposób nie dopuścić do powstania napięcia? Jak zachowywać spokój i równowagę umysłu?

W Indiach, tak samo jak w wielu innych krajach, święci i mędrcy dawnych czasów studiowali ten problem – problem ludzkiego cierpienia – i znaleźli rozwiązanie. Kiedy dzieje się coś niechcianego i zaczynamy reagować gniewem, strachem albo jakimkolwiek innym negatywnym uczuciem, wtedy tak szybko, jak to jest możliwe, powinniśmy odwrócić od tego uwagę i skierować ją na coś innego. Na przykład wstać, nalać sobie szklankę wody i wypić ją – gniew wtedy nie będzie rósł i pomału przejdzie. Albo zacząć liczyć: jeden, dwa, trzy, cztery. Albo zacząć powtarzać jakieś słowo, zwrot czy mantrę – może imię Boga albo czczonego przez nas świętego. Umysł wtedy zajmie się czym innym i do pewnego stopnia gniew nas opuści –uwolnimy się od negatywnego nastawienia.

To było bardzo pomocne rozwiązanie. Działało i nadal działa. Stosując je czujemy, że umysł uwalnia się od gniewu. Jednak faktem jest, że rozwiązanie to funkcjonuje tylko na poziomie świadomości. W rzeczywistości, kierując uwagę na inne sprawy, spychamy negatywne uczucia głęboko do poziomu nieświadomości, na którym to poziomie one dalej istnieją i powiększają poziom mentalnych zakłóceń i zanieczyszczeń. Na powierzchni umysłu panuje spokój i harmonia, ale w jego głębi drzemie wulkan stłumionych negatywnych uczuć, który prędzej czy później wybuchnie z gwałtowną siłą.

Inni badacze wewnętrznej prawdy poszli dalej w swoich poszukiwaniach i, doświadczając rzeczywistości umysłu i materii w głębi siebie, przekonali się, że odwracanie uwagi jest tylko ucieczką przed problemem. Ucieczka nie jest rozwiązaniem. Trzeba stawić czoło problemowi. Kiedy w umyśle pojawi się negatywne uczucie, zacznijcie je obserwować, przyglądać się mu. Jak tylko zaczniecie obserwować mentalne zakłócenie, zacznie ono tracić swoją moc – będzie słabnąć i powoli zupełnie zaniknie.

To dobre rozwiązanie, unikające obu krańcowych wyjść – stłumienia albo niekontrolowanego uzewnętrznienia. Zepchnięcie negatywnych uczuć na poziom nieświadomości nie jest ich usunięciem. Przyzwolenie na swobodne uzewnętrznianie ich w mowie lub działaniu spowoduje jedynie powstanie kolejnych problemów. Natomiast jeśli je obserwujemy, wówczas negatywne uczucia przemijają i uwalniamy się od nich. Likwidujemy w ten sposób mentalne zakłócenia i zanieczyszczenia.

Brzmi to wspaniale, ale czy jest możliwe w praktyce? Czy przeciętnemu człowiekowi łatwo jest stawić czoło negatywnościom? Gniew ogarnia nas tak szybko, że nawet nie zauważamy kiedy. Obezwładnieni gniewem mówimy i robimy rzeczy, które wyrządzają szkodę nam i innym. Później, kiedy już ochłoniemy, zaczynamy płakać i żałować tego, co zrobiliśmy, przepraszając ludzi albo błagając Boga o wybaczenie: “Och, popełniłem błąd, proszę o wybaczenie!” Ale następnym razem, w podobnej sytuacji reagujemy dokładnie tak samo. Cały ten żal i skrucha w niczym nie pomagają.

Trudność polega na tym, że nie uświadamiamy sobie, kiedy naprawdę zaczyna się zakłócenie. Ma ono swój początek w głębi nieświadomości, więc zanim wypłynie na powierzchnię, tak zyskuje na sile, że zupełnie nas obezwładnia i nie jesteśmy w stanie go obserwować.

W takim razie może powinniśmy mieć przy sobie prywatnego sekretarza, którego zadaniem byłoby – za każdym razem, kiedy wpadniemy w gniew – uświadamiać nam: “Uwaga! Zaczyna się!” Przydałoby się trzech sekretarzy czuwających na zmianę przez całą dobę, bo przecież nigdy nie wiadomo, kiedy możemy się rozzłościć. Przypuśćmy, że stać nas na nich i w pewnym momencie sekretarz woła do nas: “Uwaga! Nadchodzi gniew!” Pierwsza rzecz jaką zrobimy, to trzepniemy go i krzykniemy ze złością: “Co ty sobie, głupcze, myślisz?! Nie płacę ci za to, żebyś mnie pouczał?!” Gniew tak nas zdominował, że żadne dobre rady nic tu nie pomogą.

Wyobraźmy sobie jednak, że mądrość zwycięża i sekretarz nie oberwał. Mówimy: “Dziękuję ci. W porządku. Teraz muszę usiąść i poobserwować swój gniew.” Czy to jest możliwe? Kiedy tylko zamkniemy oczy i spróbujemy obserwować gniew, w umyśle pojawi się obraz osoby lub wydarzenia, które wywołały naszą złość. W takim razie obserwujemy nie sam gniew jako taki, lecz zewnętrzny bodziec będący jego przyczyną. A to jedynie przysłuży się do podsycenia gniewu. To nie jest rozwiązanie. Bardzo trudno jest obserwować abstrakcyjne, negatywne uczucie, abstrakcyjną emocję, oddzieloną od jej zewnętrznego bodźca.

Jednak Ten, który dotarł do ostatecznej prawdy, znalazł prawdziwe rozwiązanie. Odkrył On, że kiedy tylko w umyśle pojawia się jakiekolwiek zakłócenie, jednocześnie zachodzą dwa zjawiska na poziomie ciała fizycznego. Jedno polega na tym, że oddech traci swój naturalny rytm. Kiedy w umyśle pojawia się negatywne uczucie, zaczynamy głębiej oddychać. Łatwo jest to zaobserwować. Drugie polega na tym, że na subtelniejszym poziomie, gdzieś w obrębie ciała zachodzi jakiś rodzaj reakcji biochemicznej, objawiającej się jako fizyczne doznanie w ciele. Każde zakłócenie spowoduje jakieś doznanie w którejś części ciała.

To jest praktyczne rozwiązanie. Przeciętna osoba nie jest w stanie obserwować abstrakcyjnego zanieczyszczenia umysłu – abstrakcyjnego strachu, gniewu czy pasji. Jednak po odpowiednim przeszkoleniu i praktyce, łatwo będzie obserwować oddech i doznania w ciele – oba te zjawiska są bezpośrednio połączone z mentalnymi zakłóceniami.

Oddech i doznania pomagają nam podwójnie. Po pierwsze są naszymi prywatnymi sekretarzami. Kiedy tylko w umyśle pojawia się zakłócenie, oddech natychmiast traci normalny rytm i w ten sposób daje nam sygnał: “Uwaga! Coś się źle dzieje!” Nie możemy przyłożyć oddechowi. Musimy to ostrzeżenie przyjąć do wiadomości. Podobnie doznania fizyczne informują nas, że coś jest nie tak. Zaakceptowawszy ostrzeżenie, zaczynamy obserwować oddech, obserwować doznania i bardzo szybko przekonujemy się, że zakłócenie znikło.

Ten mentalno-fizyczny fenomen jest jak moneta o dwóch stronach. Po jednej stronie są powstające w umyśle myśli i emocje, po drugiej – oddech i doznania w ciele. Każda myśl czy emocja, świadoma lub nieświadoma, każde zakłócenie mentalne przejawia się w oddechu i w doświadczanym w danym momencie doznaniu fizycznym. Dlatego, obserwując oddech i doznania, bezpośrednio obserwujemy też mentalne zakłócenie. Zamiast uciekać od problemu, stajemy twarzą w twarz z rzeczywistością taką, jaką ona jest. Widzimy wtedy, że zakłócenie traci moc. Nie jest już tak obezwładniające, jak bywało w przeszłości. Jeśli będziemy wytrwali, w końcu całkiem zaniknie i pozostawi nas spokojnych i szczęśliwych.

W ten sposób technika samoobserwacji ukazuje nam rzeczywistość w obu aspektach: wewnętrznym i zewnętrznym. Wcześniej kierowaliśmy nasze szeroko otwarte oczy tylko na zewnątrz, pomijając prawdę wewnętrzną. Powodów nieszczęść zawsze szukaliśmy na zewnątrz. Zawsze winiliśmy rzeczywistość zewnętrzną i próbowaliśmy ją zmienić. Nic nie wiedząc o wewnętrznej rzeczywistości, nie rozumieliśmy, że przyczyna cierpienia leży wewnątrz nas, a jej źródło leży w naszych ślepych reakcjach.

Teraz możemy się nauczyć widzieć drugą stronę monety. Możemy być świadomi oddechu i tego, co się dzieje wewnątrz nas. Cokolwiek to jest, oddech czy doznanie, uczymy się je obserwować nie tracąc równowagi umysłu. Przestajemy ślepo reagować, pomnażać nasze cierpienia. Zamiast tego, pozwalamy zakłóceniu pojawić się i zniknąć.

Im więcej praktykujemy tę technikę, tym szybciej potrafimy uwalniać się od negatywnych uczuć. Stopniowo umysł pozbywa się zakłóceń i zanieczyszczeń. Staje się czysty. Czysty umysł jest zawsze pełen miłości – bezinteresownej miłości do innych; pełen współczucia dla niepowodzeń i cierpień innych osób; pełen radości z powodu ich sukcesów i szczęścia; pełen harmonii, równowagi i spokoju w obliczu każdej sytuacji.

Kiedy ktoś osiąga ten etap, wtedy całe jego życie zaczyna się zmieniać. Taka osoba nie jest już w stanie powiedzieć lub uczynić czegoś, co zakłóciłoby spokój i szczęście innych. Jej zrównoważony umysł nie tylko sam doświadcza spokoju, ale pomaga też innym osiągnąć spokój. Osoba taka roztacza wokół siebie atmosferę harmonii i pokoju, która wpływa na innych i zaczyna się im udzielać.

Ucząc się jak zachować spokój i równowagę umysłu w obliczu wszystkiego, czego doświadczamy wewnątrz, rozwijamy w sobie również umiejętność dystansowania się do zewnętrznych wydarzeń. Dystans ten nie jest jednak ani ucieczką ani obojętnością wobec problemów świata. Osoba medytująca Vipassanę staje się bardziej wrażliwa na cierpienia innych i robi, co w jej mocy, aby ulżyć tym cierpieniom w każdy możliwy sposób – bez wzburzenia i zdenerwowania, za to z umysłem pełnym miłości, współczucia, harmonii i spokoju. Uczy się szlachetnej, altruistycznej neutralności – tak, aby będąc aktywnie zaangażowanym w pomoc innym, jednocześnie zachowywać spokój i równowagę umysłu. W ten sposób pracuje dla szczęścia i spokoju innych, pozostając pełnym spokoju i szczęścia człowiekiem.

Tego właśnie uczył Budda: sztuki życia. Nigdy nie założył ani nie nauczał żadnej religii, żadnego “-izmu”. Nigdy nie dawał swoim zwolennikom żadnych instrukcji do praktykowania ceremonii i rytuałów, do celebrowania pustych formalności. Zamiast tego, uczył jak obserwować naturę taką, jaką ona jest, poprzez obserwację rzeczywistości wewnętrznej. Z powodu ignorancji, niewiedzy stale reagujemy na świat w sposób szkodliwy dla nas i dla innych. Ale kiedy pojawia się mądrość – mądrość obserwacji rzeczywistości takiej, jaką ona jest – uwalniamy się od nawykowego reagowania. Kiedy przestajemy reagować ślepo, jesteśmy zdolni do rzeczywistego działania, którego podstawą jest zrównoważony, spokojny umysł. Umysł, który widzi i rozumie prawdę. Tego typu działanie może być tylko pozytywne, twórcze, pomocne nam samym oraz innym wokół.

A zatem to, czego potrzebujemy, to “poznać samego siebie” – rada, którą dawali wszyscy mędrcy. Trzeba poznać siebie nie tylko na poziomie intelektualnym, poziomie idei i teorii na swój temat. Nie oznacza to też poznania na poziomie emocjonalnym, uczuciowym, na poziomie ślepej akceptacji tego, co się przeczytało lub usłyszało. Taka wiedza nie wystarcza. Trzeba poznać rzeczywistość na faktycznym, autentycznym poziomie. Trzeba bezpośrednio, osobiście doświadczyć rzeczywistości tego mentalno-fizycznego fenomenu. Tylko to pomoże nam uwolnić się od zanieczyszczeń, od cierpienia.

Bezpośrednie doświadczanie rzeczywistości siebie samego, owa technika samoobserwacji to właśnie medytacja Vipassana. W języku, którym mówiono w Indiach w czasach Buddy, passana oznacza: patrzeć, widzieć otwartymi oczami, w zwykły sposób; ale Vipassana oznacza widzieć rzeczy takie, jakimi są naprawdę, a nie takie, jakimi wydają się być. Powierzchniowa prawda musi być spenetrowana i zgłębiona tak, abyśmy mogli dotrzeć do ostatecznej prawdy o całej strukturze mentalnej i fizycznej. Kiedy doświadczamy tego typu prawdy, uczymy się, jak nie reagować ślepo, jak przestać stwarzać zakłócenia i zanieczyszczenia – wówczas, naturalną koleją rzeczy, stare zanieczyszczenia również znikną. Uwalniamy się wtedy od wszelkich cierpień i doświadczamy szczęścia.

Nauka na kursie medytacji obejmuje trzy elementy. Po pierwsze należy powstrzymać się od wszelkiego działania, mówienia bądź zachowania, które zakłóca spokój i harmonię innych. Nie można pracować nad uwolnieniem się od zanieczyszczeń umysłu, jeśli w tym samym czasie postępujemy w sposób, który te zanieczyszczenia pomnaża. Dlatego przestrzeganie zasad postępowania moralnego jest pierwszym niezbędnym elementem praktyki. Zobowiązujemy się nie zabijać żadnych istot, nie kraść, powstrzymać się od niewłaściwych zachowań seksualnych, nie kłamać i nie używać środków odurzających. Wstrzymując się od takich działań, pozwalamy umysłowi uspokoić się.

Następny element to nauka panowania nad rozkojarzonym umysłem poprzez ćwiczenie skupiania go tylko na jednym zjawisku: na oddechu. Próbujemy utrzymać uwagę skoncentrowaną na oddychaniu tak długo, jak to jest możliwe. Nie chodzi tu o robienie ćwiczeń oddechowych. Zadanie nie polega na regulowaniu oddechu. Polega na obserwowaniu naturalnego oddechu takim, jakim on jest – naturalnie pojawiający się wdech, naturalnie pojawiający się wydech. W ten sposób jeszcze bardziej uspokajamy umysł tak, aby nie ulegał gwałtownym, negatywnym emocjom. Koncentrowanie umysłu sprawia, że staje się on wyostrzony i nabiera zdolności do penetracji, uczy się jak dokonywać wglądu.

Te dwa pierwsze elementy: postępowanie moralne oraz kontrolowanie umysłu są bardzo potrzebne i korzystne same w sobie, ale doprowadzą do auto-represji, o ile nie wprowadzimy trzeciego elementu: oczyszczenia umysłu z zakłóceń poprzez rozwijanie wglądu w naszą własną naturę. To jest Vipassana: doświadczanie rzeczywistości samego siebie poprzez systematyczną i pełną spokoju obserwację wiecznie zmieniającego się fenomenu umysł-materia, przejawiającego się na poziomie doznań fizycznych w ciele. Jest to kulminacja nauk Buddy: samooczyszczenie dzięki samoobserwacji.

Praktyka jest dostępna dla wszystkich. Wszyscy cierpimy. Jest to uniwersalna choroba, która wymaga uniwersalnego leku – a nie leku dostępnego wyłącznie dla wyznawców jednej religii, czy jednego odłamu religijnego. Jeśli ktoś cierpi z powodu gniewu, to nie jest to gniew buddyjski, hinduski, czy chrześcijański. Gniew to gniew. Ogarniające nas z tego powodu wzburzenie, nie jest wzburzeniem chrześcijańskim, hinduskim czy buddyjskim. Choroba dotyczy wszystkich, dlatego lekarstwo też musi być uniwersalne.

Vipassana jest takim lekarstwem. Nikt przecież nie sprzeciwi się zasadom życia, wymagającym poszanowania spokoju i harmonii innych. Nikt nie sprzeciwi się rozwijaniu umiejętności panowania nad umysłem. Nikt nie sprzeciwi się rozwijaniu wglądu we własną rzeczywistość, dzięki czemu możliwe staje się uwolnienie umysłu od negatywnych uczuć. Vipassana jest uniwersalną ścieżką.

Obserwowanie rzeczywistości takiej, jaką ona jest, poprzez obserwację prawdy wewnątrz, jest poznawaniem siebie na rzeczywistym, doświadczalnym poziomie. W miarę praktykowania uwalniamy się od zanieczyszczeń i cierpień. Od prawdy zewnętrznej, powierzchniowej, łatwo dostępnej przechodzimy w głąb i poprzez penetrację dochodzimy do ostatecznej prawdy o umyśle i materii. Następnie wykraczamy poza ten poziom i doświadczamy prawdy, która istnieje poza umysłem i materią, poza czasem i przestrzenią, poza uwarunkowanym obszarem względności. Prawdy całkowitego wyzwolenia od wszelkich zakłóceń, zanieczyszczeń, od wszelkiego cierpienia. Jest ona końcowym celem każdego z nas i nie jest istotne, jakie jej damy imię, jak nazwiemy tę absolutną prawdę.

Obyście wszyscy doświadczyli ostatecznej prawdy. Oby wszyscy ludzie uwolnili się od cierpienia. Oby wszyscy mogli cieszyć się prawdziwym szczęściem, prawdziwym pokojem, prawdziwą harmonią.

OBY WSZYSTKIE ISTOTY BYŁY SZCZĘŚLIWE

ode mnie:lubie zachody słońca nawet kiedy są samotne,światło wschodzącego i zachodzącego słońca dają silę i moc,trzepot skrzydla,który mówi,że nie jesteś sam i podmuch wiatru ,który pcha do przodu..upadając wstajemy z mocnym postanowieniem lepszego jutra,ale czemu nie zaczać juz dziś..ciepły piasek pod stopami i uśmiech dziecka nie pozwalaja stopom zapaść sie głęboko w piachu..może idzie sie wolniej,ale jakże cudowna jest szybkość ślimaka..

6/15/2009

el camino ..



w sobote dotarlismy z muxia (rano)do bettystown wieczorem..z muxia busem 2h do santiago,w santiago 3h chodzenia,pamiatki,kawka ,jedzenie..potem rowerami na stacje busow,niemily kierowca,stamtad na lotnisko,odprawa,klopoty z karta ,zaplacic za rowery trzeba bylo..2h lotu do dublina,1h czekamy na busa do julianstown,1h busem ,i stamtad 6km pedalowania do domu..uff jako ze wyprawa mnie wykonczyla fizycznie i mam zawirowania w glowie podczas zmiany pozycji wiec odpoczywam,podczas wyprawy malo co notowalam,bo ze zmeczenia malo co moglam sie poruszac a co dopiero pisac..spimy ,jemy odpoczywamy..no i gora prania..marek sie bardzo cieszyl ze juz w domu jestesmy jak nigdy..chyba tez mial dosc..jak dojde do siebie to na blogu wyprawy el camino odtworze relacje pokrotce dzien po dniu..po wyprawie wycofuje sie coby jakas mamina ciagnela sie z rodzina przez el camino!jest dosyc trudne,wyczerpujace,upaly z deszczem,kurz itd..owszem z dzieckiem 1,5 rocznym ok i wzwyz,z malenkim niebardzo..fizycznie masakra,dzien po dniu ..i wcale nie jest latwiej..gory,podjazdy,zjazdy,serpentyny..uff wszystko za mna juz..byly i tez wspanaiale momenty,przykre tez sie zdarzaly..trzeba byc niezlym harpaganem zeby to zrobic pieszo czy nawet rowerem..5 tyg pieszo,rowerem trzeba wziasc wiecej czasu jezeli sie ma dziecko..na poczatku robilismy po 40km do 60km,potem 70-80 km sie zdarzalo..zalezy jaki odcinek i jaki teren..a marek nie popuszczal i grzalismy do przodu,pare razy sie zgubilam..naprawde duzo podjazdow,dlugie wyczerpujace,czasem trzeba bylo pchac rower do gory w ostrym podjezdzie..jezdzilismy i el camino i asfaltem..el camino jest dobrym sprawdzianem do rowerzystow i na rowerach gorskich i na szosowkach..my zrobilismy trase francuska w 14dni,potem zrobilismy jeszcze droge fisterra -muxia (31km),do fisterry udajac sie busem..mamy papiery z odbycia obydwu drog..muxia naprawde piekne miejsce,dojazd tam tez jest dlugi i wyczerpujacy i znow podjazdy,a takze przedostanie sie przez rzeke z calym dobytkiem bylo dla mnie niezlym przezyciem..rzeka miala byc po kostki a byla po uda,wiec klon wszystko przytaszczyl na plecach,a arka na barana i mnie za reke ,bo sie balam..to tak pokrotce,bo jeszcze jestem nie do zycia..tutaj fotki moje(tez nie mialam sily i ochoty bawic sie w fotografa)i fotki klona..pozdrawiam wszystkich.. :)

6/08/2009

pod wiatr..

zrobilismy z 50km w ciezkich warunkach pogodowych..deszcz i wiatr ,podjazdy,do 1500,do 1300 m a potem zjazd baardzo dlugi i ciezki..wiatr w porywach do 100..nie moglam jechac z gorki i zarzucalo na wszystkie strony..balam sie ze znowu zalicze niezla glebe i o maluszka..zimno i wietrznie..ma tak byc do srody..teraz 11 stopni..w czwartek ma byc slonko..piore wszystko i susze w maszynie bo ciezkie to i brudne..po wysmienitej kolacji ktora zrobil marek za pokonanie tej ciezkiej trasy..nawet marek poczekal w pewnym momencie czy mnie nie zdmuchnelo,co sie nie zdarza..tez mial klopoty z utrzymanie rownowagi..uff ale juz wykapani i jest cieplutko..spimy z 6 osobami w pokoju,no ale zimno ..wiec namiot nie rozkladamy..no to do zoba..

6/07/2009

miedzy leon a argos..

po 10 km przywalilam glowa w beton z rozpedu,chyba mialam nawet maly wstrzas.wszystko juz ok..pisze ze skan wyszedl dobrze .guz zszedl po arnice i biore jeszcze cos przeciwzapalnego bo mam nadwyrezone i opuchnieta szyje..wczoraj z tego powodu spedzilismy w szpitalu 8 h ..potem taksa pojechalismy do stacji benzynowej gdzie zostaly rowery,ktore odzyskalismy po interwencji policjii.pojechalismy do argos rowerami jeszcze 5km w wietrze i deszczu i odpoczynek..jakies 15km zrobilismy wczoraj a dzisiaj zrobilismy 82km,ostatnie 10km to dlatego ze nie bylo gdzie spac,dzisiaj spimy w pokoju z jakims wariatem z kolczykiem w nosie hii.i po kolacji tez..marka boli kolano a mnie szyja i tak sobie jedziemy polamani pokaszlujac..zostalo nam 210km do saniago de compostela,do finisterry potem jeszcze 90km..dzisiaj gory,wiatr i deszcz 1500m.np.m i bardzo zimno.dlugie podjazdy na najnizszej przezutce 6km na h,albo zjazd 40km z wcisnietym hamulcem..jest ciezko i trudno i ciezko wspolpracujemy..kazdy zmeczony na maksa..no arek to luzik,szalenstwo do 23 bo wyspany..no to wszystko.jeszcze kapanie i lulu,jutro znowu orka podjazdowa.gory i deszcz..chyba bym tego ne zrobila drugi raz,no i kask wazna rzecz,ale w goraczce i tak kazdy sciagal,wlecialam do betonowego rowu bo sie potknelam ale sie ciesze ze nic nie jest..no trza o kaskach pamietac..w domu mam dwa..ok dobranoc..glowa nie szklanka ,)adios

p.s julcia sie nie martwi,juz jest oki,pozdrowionka

6/05/2009

1 i pol drogi..

560km przepedalowane..jestesmy w hospital de orbigo miedzy leon a astroga..jutro znowu cisniemy w gore na 1500m,bedzie pod gorke jak na poczatku..dzisiaj zrobilismy 54km ale pod wiatr,w miastach ,pod gorke,zimno i na koniec deszcz..udalo sie nam dzisiaj spac w refugio w osobnym pokoju,z arkiem mamy chody..drugi raz tak spimy,a tak w namiocie na kempingach lub za refugio..wczoraj spalismy na dziko,wypralam w pralce ale juz nie wysuszone do konca wiozlam,nawet brudna pantera stala sie sniezna heh..krecik tez sie wypral..a dzisiaj arowi kupilam pocoyo maskotke i towarzysz pato kaczora arek w szoku hii..spalismy wczoraj na dziko i bylo zimno bo temperatura akurat spadla do minus 5..troche wszyscy kaszlemy najczesciej w nocy wiec kupilam stodal w kulkach homeo i jakos dajemy rade..wczoraj 82 km a 2 dni wczesniej 70 km ze sie rozlozylam,3 panadole pozwolily jechac dalej..wypisal mi sie dlugopis wiec stukam a tak to mi sie nie chce juz nic wieczorem taka zajechana jestem..arek pelen energii na wieczor ma swoje kolezanki,babcie i dziadkow,zawsze ktos go poglaszcze..dzisiaj rano spotkalismy 2 polakow na rowerze starszych ,pocisneli przez cala francje i teraz leca do fisterry,spotkali polakow z przyczepka rowerowa z 1,5 rocznym dzieciakiem z wroclawia,2 dni za nami heh,chyba sie nie spotkamy,kto wie..byl tez koles wczoraj niemiec z hiszpanka ciagnacy przyczepke,wiec sami nie jestesmy,z 4 dzieciakow w wieku arka cisnie el camino..ale chyba nikt sie nie spodziewal takiej orki,urlopik w hiszpanii hehe..nawet nie opalona jestem bo uzywam arka kremu z filtrem 50 plus..arek troche kaszle wiec faszeruje go czym mam i daje regularnie jedzonko..tutaj mozna kupic w aptece wczoraj mnie babka w sklepie oswiecila..dzisiaj tez zakupiona paczka pieluch i mleko,nie moge znalezc sojowego niestety..arek zasypia w spiworze w przyczepce a potem przenoszony jest do namiotu albo na materac..w dzien ma 2 drzemki,potem ma place zabaw i ludzi pielgrzymujacych..ogolnie jest fajnie ale lekko nie ma..dzisiaj ostry zjazd dunhilowy..przed leon ,zabic sie mozna,zaklinowalam sie ze dwa razy,siniaki to wszedzie na nogach i szlaczki od lancucha..nie moge opanowac wlasnego roweru z ciezarem..duzo to bocianow,maja swoje gniazda na kosciolach,nawt na dachu moze byc z 5 gniazd,fajnie to wyglada..wczoraj tez arkowi koles gral na harmonijce,aru zachwycony..a mnie uzdawiala lysa niemka hii..jestem zajechana ,spuchnieta od wysilku,ale trzeba cisnac dalej..nie jestesmy w stanie prawdopodobnie dotrzec do fisterry..za malo czasu..ale marek i tak cisnie ile wlezie ze nie wyrabiam,ruszac sie nie moge i krzycze na niego ze mi nie zalezy na santiago ,tylko zeby bylo fajnie w trakcie drogi,ale co powiesz komus kto dostaje kolosa za wyczyn roku,jak to ma nie zrobic takiej wycieczki heh,mowilam ze bedzie ciezko..koncze bo zostala 1 minuta..adios..

5/30/2009

buenos camino..

jest23.35..wygonilam 2 grupki mlodych ludzi,bo sie darli,arek spi w namiocie,marek juz tez..rozbici za schroniskiem,najedzeni poprani..jest naprawde masakra i ciezko..trase robimy roznie,czasem droga normalna czasem pielgrzymkowa..i tam jest hc..duzo duzo podjazdow,czlowiek sie poci i sapie,jedzie 6km na godzine to staje,przynajmniej ja..martwilam sie o noge,a klopot mam od 2 dni z barkiem,ruszac nie moge,od ciezkiego roweru i podnoszenia go w nieprawidlowy sposob,noga cala w siniakach..slonce pali niemilosiernie..moze jutro bedzie deszcz..dzisiaj zostalismy w los arcos.jutro swieto w hiszpanii..slysze znowu mlodziez..o dzisas..wyprawa nosi nazwe p o k u t a..naprawde masakra..marek obladowany jeszcze przyczepka..arek zdrowy i zadowolony,zachowuje sie jak hiszpansie dziecko..poznaje ludzi i zaciesza..jutro jazda do logrona..w czwartek 60km,w piatek 40km dzisiaj 48 chyba..gory gory,przelecze i zjazdy,bardzo ciezko jak na rowery obladowane ..fajna trasa na lekko do zrobienia rowerm gorskim..te podjazdy spowoduj aze czujesz sie jak wycisnieta torebka od herbaty,wyruszmy zwykle o 9 konczymy o 17 gdzies..mam 5 min jeszcze heh..hiszpania piekna,miasteczka w gorach przepiekne,o dzwony w katedrze..o tej godzinie..ogolnie sie ciesze,a za kazdym zakretem lub pod gorke mam nadzieje ze to juz koniec..a to dopiero poczatek..podobno dzien przed nami sa kanadyjczycy z croozerem z 6 miesiecznym dzieckiem..moze ich spotakamy,ida na piechote..znowu musze zrobic cisze bo zamorduje jak aru wstanie..hiszpanie maja sobote i swieto..no masz ci los heh..pamietnika nie ma kiedy pisac,caly czas cos do roboty,z dzieckiem jednak nie ma czasu na nic heh..ciesze sie ze tu jestesmy..naprawde fajnie i naprawde jazda..pozdrawiamy..

5/24/2009

Desiderata..




Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy. O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie, bądź na dobrej stopie ze wszystkimi. Wypowiadaj swą prawdę jasno i spokojnie i wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoją opowieść. Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha. Porównując się z innymi, możesz stać się próżny lub zgorzkniały, zawsze bowiem znajdziesz gorszych i lepszych od siebie.

Niech twoje osiągnięcia, zarówno jak i plany, będą dla ciebie źródłem radości. Wykonuj swą pracę z sercem, jakkolwiek byłaby skromna; ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu. Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa, niech ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty. Wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie jest pełne heroizmu.

Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia, ani nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie, co ci lata doradzają, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny. Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy. Masz prawo być tutaj. I czy to jest dla ciebie jasne czy nie, wszechświat jest bez wątpienia na dobrej drodze. Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek się trudnisz i jakiekolwiek są twoje pragnienia.

W zgiełku i pomieszaniu życia zachowaj spokój ze swą duszą. Przy całej swej złudności i znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat. Bądź uważny. Dąż do szczęścia.


Anonimowy tekst z 1692 znaleziony w starym kościele św. Pawła w Baltimore

5/21/2009

i blisko i daleko..



Jest taka rzeźba Rodina: dwie ludzkie prawe dłonie: męż­czyzny i kobiety zbliżają się do siebie, stykają się końcami pal­ców — jest w nich szukanie wzajemnie bliskości i jednocześnie pełne delikatności i uszanowania jakby pytanie: „czy przyj­miesz mnie — czy teraz mnie przyjmiesz?” A jednocześnie może to także być pożegnanie, pełne czułości i miłości wyzwa­lanie się z uścisku, rozstanie niezrywające, jakby przepraszają­ce: „teraz pozwól mi być trochę osobno...”

Blis­kość staje się zarówno pozostawaniem w objęciu jak i obejmo­waniem, zarówno przyjmowaniem jak i udzielaniem schronie­nia. Nie potrafimy jednak trwać biernie w tym schronieniu — istnieje już w nas pewien rytm szukania bliskości i oderwania od niej. Rytm, który sprawia, że trwające oderwanie nabrzmie­wa tęsknotą i dążeniem do bliskości, a bliskość w pewnym mo­mencie wyzwala pragnienie oderwania się, dystansu. Przecią­ganie się zarówno jednego jak i drugiego stanu poza charakte­rystyczny dla każdego z nas rytm ujawnia się rozdrażnieniem i rozluźnianiem objęcia.


MANDALA MIŁOŚCI

ZACHOWANIE, KTÓRE NIE WYRAŻA MIŁOŚCI, JEST WOŁANIEM O MIŁOŚĆ

To może wydawać się nieprawdopodobne, ale jeśli ktoś atakuje właśnie ciebie, prosi cię o miłość, zainteresowanie, pomoc. Zyskasz w nim sprzymierzeńca poprzez głębokie zrozumienie jego postawy, zwrócenie się w jego stronę. On potrzebuje wsparcia. To często jest ktoś ważny. Twój wieloletni partner albo ktoś, kto właśnie pojawił się w twoim życiu. Przypomnij sobie chwile, jak to jest prosić płaczem o pomoc, nie mogąc wydobyć z siebie słowa. Kiedy ktoś nas atakuje, to znaczy że się boi, tak naprawdę nie liczy na to, że wyciągniesz do niego rękę. Każdy ból przyciąga inny ból. Wyjdź mu naprzeciw, z życzliwością i pewnością siebie. I nie chodzi o to, żeby przyjąć postawę obronną, wycofując się, ani o to, żeby przystąpić do napastliwego kontrataku. Gdy ktoś atakuje i nie ma oporu, przestaje walczyć. Agresja ulatnia się z niego jak powietrze z przekłutego balonu. Można porozmawiać, podyskutować, można nawet ostro się pokłócić, ale bez osądzania, krytykowania, ranienia. Wyślij w stronę agresora dobre, ciepłe myśli. Jest duża szansa, że przy następnym spotkaniu albo jeszcze następnym, poczujesz że twój „wróg” jest tobie bliższy. Przyjęcie ataku to doskonała okazja, aby zacieśnić więzi z atakującym. Gdzieś bardzo głęboko osoba atakująca ma nadzieję, że to właśnie my możemy jej pomóc, chociaż nie przyznaje się do tego. Jest też w niej opór wobec tego i walczy z tym. Jest niemalże wściekła przez to, że coś ją do nas przyciąga, i jest to powodem ataku. Jeśli odpowiemy bliskością, świadomością i troską, walka zakończy się i wspólnie wejdziemy na kolejny poziom bycia razem.

Ćwiczenie:
Pomyśl o osobie, która atakuje cię najdotkliwiej. Wyobraź sobie, że podchodzisz do niej z otwartością. Zastanów się, czego ona potrzebuje? Jak możesz jej pomóc? Czy wiesz, jak to zrobić? Może chcesz zadzwonić, napisać, coś ofiarować? Może porozmawiać? Zbliż się do niej, połącz się z nią. Udziel pomocy. Przekonasz się, że gdy pomożesz tej osobie, właśnie ona znajdzie rozwiązanie jakiegoś twojego problemu teraz lub w przyszłości. Jeśli nie podsunie ci go bezpośrednio, pokaże ci je poprzez to, że będzie odbiciem części twojego umysłu, dlatego też pomożesz również sobie.

7 mitów o związkach

MIT 1 - zainteresowania łączą ludzi

Owszem, wspólne zaintersowania mogą zbliżyć, ale ważniejsza jest jakość relacji między parą. Również w czasie, kiedy oddają się wspólnemu hobby. Małżonkowie mogą na przykład uwielbiać górskie wycieczki. Dla jednych będą one cudowną okazją do spędzania czasu razem i jeszcze większego zbliżenia się do siebie. Inni zaś będą na górskich szlakach kłócić się, rywalizować, mieć zawsze inne zdanie na temat tego, którą drogą należy wchodzić oraz schodzić. Wcale nie musi to korzystnie wpływać na związek.

MIT 2– przysługa za przysługę

W udanym małżeństwie panuje idealna równowaga. Obydwoje partnerzy po tyle samo biorą i dają. Uśmiech za uśmiech, umycie łazienki za odkurzenie pokoju. Według tej teorii przyczyną kryzysów jest zachwianie szczęściodajnej harmonii. Strona mniej obdarowywana popada we frustrację. Wystarczy zawrzeć umowę i relacje między ludźmi się poprawią. To błędne myślenie. W szczęśliwym związku talerze myją się same. Bo szczęśliwi ludzie nie notują czy partner aby na pewno umył naczynia za przygotowanie romantycznej kolacji. Nie liczą też ciepłych gestów. Pilnowanie kiedy i ile razy mąż czy żona wykonali jakąś czynność, wskazuje że ten obaszar wspólnego życia może być przyczyną napięć w małżeństwie.

MIT 3 – unikanie konfliktów niszczy związek

To ogromne uogólnienie. Nie we wszystkich związkach szczerość popłaca. Wiele ludzi żyje ze sobą przez lata szczęśliwie, nie zwracając na pewne sprawy uwagi i dobrze im z tym. Chodzi o to, że pary w różny sposób rozwiązują konflikty. Jedni unikają starć, inni awanturują się, jeszcze inni siadają i przegadują problem, nie podnosząc głosu, za to osiągając kompromis. Istota polega na tym, żeby dwie strony potrzebowały tego samego sposobu.

MIT 4 – nerwice i problemy osobowościowe rujnują związki

Podobno człowiek, który ma problemy sam ze sobą, nie jest dobrym materiałem na małżonka. Badania wykazują jednak niewielki związek między nerwicami i zaburzeniami osobowości a miłością. Nerwice są problemem, ale nie muszą niszczyć związku. Ważne jest w jaki sposób sobie z nimi radzimy. Jeśli partner podejdzie do tego z troską, zaangażowaniem, szacunkiem, związek przertwa. Wszyscy mamy swoje dziwactwa, nie zawsze zachowujemy się racjonalnie i mądrze, a to nie musi wpływać źle na nasze małżeństwo. Kluczem do udanego związku nie jest normalność człowieka, ale odpowiednie dobranie się ludzi. Nie jest powiedziane, że kiedy osoba nadmiernie dominująca zwiąże się z uległą, będzie źle. Nie musi być, jeśli dwie strony zaakceptują ten układ.

MIT 5 – romanse są głównym powodem rozwodów

Tak naprawdę jest odwrotnie. Problemy małżeńskie, które najczęściej prowadzą do rozwodu, sprawiają że ktoś szuka bliskości poza związkiem. W romansach bowiem nie szukamy seksu, tylko przyjaźni, wsparcia, zrozumienia, szacunku, uwagi, zaintersowania. To wszystko powinno dawać małżeństwo, a nie daje, skoro romansujemy. Zdradzamy, ponieważ tak naprawdę już się oddaliliśmy od partnera. Zdrada jest konsekwencją, a nie przyczyną rozpadu.

MIT 6 – mężczyźni są „biologicznie nieprzystosowani” do małżeństwa

W następstwie przekonania, że właśnie zdrada jest główną przyczyną rozwodów powstała teoria, że mężczyźni z natury są niepoprawnymi kobieciarzami i monogamia jest nie dla nich. Prawo dżungli obowiązywało kiedyś – samiec starał się spłodzić jak najwięcej potomstwa, samica dążyła do zapewnienia potomstwu jak najlepszej opieki, a do tego potrzebna jej była wierność samca. Naturalne prawa rządzące gatunkami to jedno, a u ludzi w XXI wieku częstotliwość związków pozamałżeńskich zależy nie tak bardzo od płci, lecz od okazji. Odkąd kobiety zaczęły pracować, spełniać się poza domem, częściej zdradzają.

MIT 7 – kobiety i mężczyźni są z innych planet

Bestsellery ogłosiły, że mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus. Coś pewnie w tym jest. Jednak istnieją szczęśliwe związki zawierane przez mieszkańców tych tak różnych planet. Różnice między płciami, których obecności nikt nie neguje, mogą się przyczyniać do kłopotów małżeńskich, ale same w sobie ich nie wywołują. Czynnikiem decydującym o tym, czy żonę satysfakcjonuje seks, romantyzm i namiętność w małżeństwie w 70 proc. jest jakość przyjaźni pomiędzy nią a mężem. Również 70 proc. mężczyzn opowiada się za tym czynnikiem. Wniosek? Mężczyźni i kobiety pochodzą jednak z tej samej planety.

Powyższe wnioski powstały na podstawie wieloletnich badań
Johna M Gottmana, profesora psychologii
na Uniwersytecie Waszyngtońskim,
współtwórcy Instytutu Małżeńskiego i Rodzinnego w Seattle.



5/20/2009

zimny maj..


arnoldzik chory i jestem zła,że się zaraził tuż przed podróżą..mówi się i myśli o takich rzeczach naprawde,jak aru chory to nie lece tam gdzie są dzieci,bo wiadomo..nauczka na przyszłośc..trzeba pytać czy wszyscy zdrowi w domu przed wizytą z maluszkiem,choć może będzie to niegrzeczne to potem kto ma kłopot?i to nie jeden dzień i noc..dopiero poczatek,gorączka,dzisiaj kaszel się wykluwa..zła bardzo..bo i kłopot..pójde do lekarza po antybiotyk na wszelki wypadek żeby w domu był i na wyprawe zabiore..na razie homeopatia leci,wapń,wit c,olej z wątroby rekina,syrop homeo na kaszel i panadol na noc..mam tydzień żeby to wytepić..no i aru słaby to więcej snu potrzebuje i co gorsza nie chce jeść,zawsze mu wciskałam całe jedzenie,ale teraz ma więcej świadomości i już sie nie daje..nie ma apetytu i marudny bardzo..a więc tydzień przed wyprawą..ja nie lepiej..zero formy,opuściłam sie w treningach,przestałam tyle spacerowac co wcześniej,przytyłam 4kg,2 to dobrze ale jescze 2 to już widze jak ciężko mi się biega i się czuje jakoś ociężale,za mało ruchu ,za dużo kolacji o dziwnych porach,coby towarzyszyć klonowi..ale już stop i od wczoraj nie jem już póznych kolacji..stanął marek przed lodówką i nie umiał sobie nic wymyślić nawet,bo nie chce mu sie robić i nie jest kreatywny hehe..wiec ma szanse nadrobić,co mi nie pomaga ,bo jak poczuje zapachy kolacji to mi sie włacza burczenie w brzuchu..ale nic zapiłam meliską i lulu..aru na szczęście przespał do rana,spał w swoim śpiworku i cieżko sapał przez zapchany nos,raz krzyknął z rana ,co mu sie zdarza od czasu jak go przestałam kłaśc w śpiworku..odkryty i zmarznięty nad ranem sie przebudza,wtedy przeczekuje z minute i go przykrywam i spi dalej..te spiworki to dobra rzecz,bo nie musisz wstawać przez całą noc sprawdzac czy przykryty maluszek..tylko odpowiednia grubość musi być tego śpiworka i juz po kłopocie..tydzień przed wyjazdem,wszytko spakowane,tylko do sakw trzeba upchnąc i zobaczyć czy się zmieści do 2,bo po co mieć 4 sakwy,może być cięzko..wyczytałam ,ze pierwszy odcinek przez pireneje 30 km 1200m przewyzszenia plus niechciane burze i mgly mogą wypruć wszystko z człowieka..hehe marek mówi ,ze wycieczke rowerową sobie robi i lajcik..moja intuicja mówi,że zapłacze sie tam z tym bagazem i przyczepką oczywiście będe wtórować i iśc piechotką zapewne..cfaniak zakupil dodatkowy przyczep do roweru ,żeby mi też podrzucać przyczepke do roweru jakby się zmęczył hehe..w środe ruszamy..jedziemy autem do miejsca pracy marka i tam auto zostaje a my obładowanie jedziemy jeszcze rowerami na lotnisko i tam kombinacje alpejskie z całym tym sprzętem do upchania jako bagaż główny i podręczny,przyczepka do samolotu jako wozek składany dziecka,dlatego trzeba wziąśc małe kółka też i rączkę do pchania..przemycić musze też kaszki i mleko sojowe a jak sie da to pieluchy z tyłu przyczepki..no arek pospał godzinke i już poplakuje więc koncze..a tutaj pare fotek z maja,i zoo w dublin(niewiele)wiec jesze taty foty załaczm..




5/15/2009

bzdety..

no nareszcie klon na bazie,4 dni samotności we dwoje z arkadiuszem..nawet czekałam zasnąwszy na tapczanie przed lapem,gdzie leciał godzinny program o teorii ewolucji i stworzeniu świata..(a propo,wszystko na świecie i cały świat jest tak skonstruowany pod nas,że stoi za tym jakaś siła inteligentna do czego nie chcą przyznać sie ewolucjoniści)czyli? jest czy Go nie ma..
no i zbliżający się 2012 rok zapowiadający koniec dotychczasowego świata oraz o zbliżającej się do ziemii planecie nibru(potwierdzone obserwacjami nasa?)..to jak ktoś chce to pogrzebie po necie i sam się wyedukuje..zasnęłam padnięta i nieumyta,bo jednak samemu przy dziecku takim jakim jest bandyta arek nie starcza rąk ,sił i pomysłów w pojedynkę na dłuższe rozłąki..jednak lepiej ,że samemu się nie jest :),bo tak jak można wychować dziecko samemu to nad związkiem trzeba pracować wspólnie..i jeżeli związek nam nie odpowiada to też nic na siłę..ale mniejsza z tym..no tak z arem pojechałam wczoraj do wsi obok w celu złożenia papierów do urzędu ,który mi druknie tymczasowe prawo jazdy..drzwi mi zamknęli przed nosem o 12.30 na lancz,więc musiałam raz jeszcze przybyć po 14..w tym czasie zakupy..i byłam w szoku i pełna podziwu dla iroli..a dokładniej ,że wymyślili środek przeciwgorączkowy i przeciwbólowy w saszetkach..choć już wcześniej wymyśliłam panadol w czopkach to potem przeczytałam ,ze w upały to lipa się moze rozpuscić wiec dylemat..wszystko w czopkach mam nawet vibrucol(a w ie jest w pojedynczych dawkach w płynie)wiec tak niechcąco ujrzałam ten wynalazek w aptece nie mogąc się nacieszyć..calpol w saszetkach,w środku jest normalny syrop 5ml czyli pojedyncza dawka..a wszystko po to żeby mieć jak najlżej i najmniej i jednak na wszelki wypadek..no dalej tym tropem poszłam i znalazłam witaminy,w tym 60mg wit c,w listku pojedynczym żelki..no i po kłopocie..jak tak straszą tą grypą to trzeba się zabezpieczyć jakoś..dla siebie zakupiłam l-carnitynę i biorę tylko na 10 dni,coby zakwasów nie było..do tego magnez w listku(przy takich męskich osobnikach trzeba) i żeń szeń i jakoś dam rade..aa arowi jeszcze żywe kultury bakterii w saszetkach proszek do jedzenia dodatek na odporność dorzucę i może listek z kapsułkami zawierającymi olej z wątroby rekina..już wypróbowałam połyka na hasło kulka :)
tak więc dalej..o 15 w urzędzie dowiedziałam się,ze 15 min od miejsca zamieszkania moja wieś nie należy do tego county..tylko miejscowość sporo dalej leząca ,chyba ze 40 min albo i dalej..czyli hektar stąd..ale miła pani w okienku dała mi z ze stosika wcześniej przygotowanego karteczkę z adresem gdzie ten urząd jest..i mogę wysłać pocztą i zapłacić też na poczcie i papiery wysłać..no tak a co z oryginałem paszportu?hmm chyba ksero wystarczy no nie?nie wiem sama teraz..paszport mi potrzebny do hiszpanii,wynik od okulisty ważny miesiąc..zaraz zrzucę to na małże:)niech zapyta o dokument ..a małża wczoraj o 1 wykończona przyjechała i od razu lulu..pograsowałam po torbach ,bo nowe śpiworki na miarę przywiózł więc ciekawam w końcu wybuliłam na nie kupę szmalcu prawie 1500zl(wypas są leżałam w swoim dzisiaj z polh na podłodze,najlepszy gęsi puch,arka mniejszy z odpinanym dołem ,w przyszłości większy mozna doszyć),no i sroczka dostała też koszulkę różową! od kolesi z motosyberii,ktorzy robią tym razem reaktywacje motosyberii..lans klonowsky nakupował sobie szmatek ,dechę do kejta,buty(w kolorze moich prawie wszystkich butów i nawet ta sama marka troll)a to dlatego ,ze kupiłam mu brzydkie spodnie o których miałam napisać,długa historia dzinsu,nie mogłam oddać tylko zamienić na jeszcze brzydsze i tak zrobiłam :),ale też coś od siebie kupił dla mnie a może zwędził:)błyszczyk truskawkowy..no i gazetkę o która zawsze jęczę,żeby przywiózł..i wreszcie jest po 2 nieudanych próbach,co prawda inny tytuł i pierwszy wydany przez politykę,ale wydaje się być spoko po tytułach artykułów..także sroczka zadowolona śpiwora już w worek wcisnąć nie umiała dołączyła do trola w łóżku,który jeszcze coś ze zmęczenia rzucał witkami na prawo i lewo wybudzając mnie ze strachu o życie..dobrze,że też się nie umyła ;)