5/30/2009

buenos camino..

jest23.35..wygonilam 2 grupki mlodych ludzi,bo sie darli,arek spi w namiocie,marek juz tez..rozbici za schroniskiem,najedzeni poprani..jest naprawde masakra i ciezko..trase robimy roznie,czasem droga normalna czasem pielgrzymkowa..i tam jest hc..duzo duzo podjazdow,czlowiek sie poci i sapie,jedzie 6km na godzine to staje,przynajmniej ja..martwilam sie o noge,a klopot mam od 2 dni z barkiem,ruszac nie moge,od ciezkiego roweru i podnoszenia go w nieprawidlowy sposob,noga cala w siniakach..slonce pali niemilosiernie..moze jutro bedzie deszcz..dzisiaj zostalismy w los arcos.jutro swieto w hiszpanii..slysze znowu mlodziez..o dzisas..wyprawa nosi nazwe p o k u t a..naprawde masakra..marek obladowany jeszcze przyczepka..arek zdrowy i zadowolony,zachowuje sie jak hiszpansie dziecko..poznaje ludzi i zaciesza..jutro jazda do logrona..w czwartek 60km,w piatek 40km dzisiaj 48 chyba..gory gory,przelecze i zjazdy,bardzo ciezko jak na rowery obladowane ..fajna trasa na lekko do zrobienia rowerm gorskim..te podjazdy spowoduj aze czujesz sie jak wycisnieta torebka od herbaty,wyruszmy zwykle o 9 konczymy o 17 gdzies..mam 5 min jeszcze heh..hiszpania piekna,miasteczka w gorach przepiekne,o dzwony w katedrze..o tej godzinie..ogolnie sie ciesze,a za kazdym zakretem lub pod gorke mam nadzieje ze to juz koniec..a to dopiero poczatek..podobno dzien przed nami sa kanadyjczycy z croozerem z 6 miesiecznym dzieckiem..moze ich spotakamy,ida na piechote..znowu musze zrobic cisze bo zamorduje jak aru wstanie..hiszpanie maja sobote i swieto..no masz ci los heh..pamietnika nie ma kiedy pisac,caly czas cos do roboty,z dzieckiem jednak nie ma czasu na nic heh..ciesze sie ze tu jestesmy..naprawde fajnie i naprawde jazda..pozdrawiamy..

5/24/2009

Desiderata..




Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy. O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie, bądź na dobrej stopie ze wszystkimi. Wypowiadaj swą prawdę jasno i spokojnie i wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoją opowieść. Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha. Porównując się z innymi, możesz stać się próżny lub zgorzkniały, zawsze bowiem znajdziesz gorszych i lepszych od siebie.

Niech twoje osiągnięcia, zarówno jak i plany, będą dla ciebie źródłem radości. Wykonuj swą pracę z sercem, jakkolwiek byłaby skromna; ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu. Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa, niech ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty. Wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie jest pełne heroizmu.

Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia, ani nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie, co ci lata doradzają, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny. Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy. Masz prawo być tutaj. I czy to jest dla ciebie jasne czy nie, wszechświat jest bez wątpienia na dobrej drodze. Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek się trudnisz i jakiekolwiek są twoje pragnienia.

W zgiełku i pomieszaniu życia zachowaj spokój ze swą duszą. Przy całej swej złudności i znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat. Bądź uważny. Dąż do szczęścia.


Anonimowy tekst z 1692 znaleziony w starym kościele św. Pawła w Baltimore

5/21/2009

i blisko i daleko..



Jest taka rzeźba Rodina: dwie ludzkie prawe dłonie: męż­czyzny i kobiety zbliżają się do siebie, stykają się końcami pal­ców — jest w nich szukanie wzajemnie bliskości i jednocześnie pełne delikatności i uszanowania jakby pytanie: „czy przyj­miesz mnie — czy teraz mnie przyjmiesz?” A jednocześnie może to także być pożegnanie, pełne czułości i miłości wyzwa­lanie się z uścisku, rozstanie niezrywające, jakby przepraszają­ce: „teraz pozwól mi być trochę osobno...”

Blis­kość staje się zarówno pozostawaniem w objęciu jak i obejmo­waniem, zarówno przyjmowaniem jak i udzielaniem schronie­nia. Nie potrafimy jednak trwać biernie w tym schronieniu — istnieje już w nas pewien rytm szukania bliskości i oderwania od niej. Rytm, który sprawia, że trwające oderwanie nabrzmie­wa tęsknotą i dążeniem do bliskości, a bliskość w pewnym mo­mencie wyzwala pragnienie oderwania się, dystansu. Przecią­ganie się zarówno jednego jak i drugiego stanu poza charakte­rystyczny dla każdego z nas rytm ujawnia się rozdrażnieniem i rozluźnianiem objęcia.


MANDALA MIŁOŚCI

ZACHOWANIE, KTÓRE NIE WYRAŻA MIŁOŚCI, JEST WOŁANIEM O MIŁOŚĆ

To może wydawać się nieprawdopodobne, ale jeśli ktoś atakuje właśnie ciebie, prosi cię o miłość, zainteresowanie, pomoc. Zyskasz w nim sprzymierzeńca poprzez głębokie zrozumienie jego postawy, zwrócenie się w jego stronę. On potrzebuje wsparcia. To często jest ktoś ważny. Twój wieloletni partner albo ktoś, kto właśnie pojawił się w twoim życiu. Przypomnij sobie chwile, jak to jest prosić płaczem o pomoc, nie mogąc wydobyć z siebie słowa. Kiedy ktoś nas atakuje, to znaczy że się boi, tak naprawdę nie liczy na to, że wyciągniesz do niego rękę. Każdy ból przyciąga inny ból. Wyjdź mu naprzeciw, z życzliwością i pewnością siebie. I nie chodzi o to, żeby przyjąć postawę obronną, wycofując się, ani o to, żeby przystąpić do napastliwego kontrataku. Gdy ktoś atakuje i nie ma oporu, przestaje walczyć. Agresja ulatnia się z niego jak powietrze z przekłutego balonu. Można porozmawiać, podyskutować, można nawet ostro się pokłócić, ale bez osądzania, krytykowania, ranienia. Wyślij w stronę agresora dobre, ciepłe myśli. Jest duża szansa, że przy następnym spotkaniu albo jeszcze następnym, poczujesz że twój „wróg” jest tobie bliższy. Przyjęcie ataku to doskonała okazja, aby zacieśnić więzi z atakującym. Gdzieś bardzo głęboko osoba atakująca ma nadzieję, że to właśnie my możemy jej pomóc, chociaż nie przyznaje się do tego. Jest też w niej opór wobec tego i walczy z tym. Jest niemalże wściekła przez to, że coś ją do nas przyciąga, i jest to powodem ataku. Jeśli odpowiemy bliskością, świadomością i troską, walka zakończy się i wspólnie wejdziemy na kolejny poziom bycia razem.

Ćwiczenie:
Pomyśl o osobie, która atakuje cię najdotkliwiej. Wyobraź sobie, że podchodzisz do niej z otwartością. Zastanów się, czego ona potrzebuje? Jak możesz jej pomóc? Czy wiesz, jak to zrobić? Może chcesz zadzwonić, napisać, coś ofiarować? Może porozmawiać? Zbliż się do niej, połącz się z nią. Udziel pomocy. Przekonasz się, że gdy pomożesz tej osobie, właśnie ona znajdzie rozwiązanie jakiegoś twojego problemu teraz lub w przyszłości. Jeśli nie podsunie ci go bezpośrednio, pokaże ci je poprzez to, że będzie odbiciem części twojego umysłu, dlatego też pomożesz również sobie.

7 mitów o związkach

MIT 1 - zainteresowania łączą ludzi

Owszem, wspólne zaintersowania mogą zbliżyć, ale ważniejsza jest jakość relacji między parą. Również w czasie, kiedy oddają się wspólnemu hobby. Małżonkowie mogą na przykład uwielbiać górskie wycieczki. Dla jednych będą one cudowną okazją do spędzania czasu razem i jeszcze większego zbliżenia się do siebie. Inni zaś będą na górskich szlakach kłócić się, rywalizować, mieć zawsze inne zdanie na temat tego, którą drogą należy wchodzić oraz schodzić. Wcale nie musi to korzystnie wpływać na związek.

MIT 2– przysługa za przysługę

W udanym małżeństwie panuje idealna równowaga. Obydwoje partnerzy po tyle samo biorą i dają. Uśmiech za uśmiech, umycie łazienki za odkurzenie pokoju. Według tej teorii przyczyną kryzysów jest zachwianie szczęściodajnej harmonii. Strona mniej obdarowywana popada we frustrację. Wystarczy zawrzeć umowę i relacje między ludźmi się poprawią. To błędne myślenie. W szczęśliwym związku talerze myją się same. Bo szczęśliwi ludzie nie notują czy partner aby na pewno umył naczynia za przygotowanie romantycznej kolacji. Nie liczą też ciepłych gestów. Pilnowanie kiedy i ile razy mąż czy żona wykonali jakąś czynność, wskazuje że ten obaszar wspólnego życia może być przyczyną napięć w małżeństwie.

MIT 3 – unikanie konfliktów niszczy związek

To ogromne uogólnienie. Nie we wszystkich związkach szczerość popłaca. Wiele ludzi żyje ze sobą przez lata szczęśliwie, nie zwracając na pewne sprawy uwagi i dobrze im z tym. Chodzi o to, że pary w różny sposób rozwiązują konflikty. Jedni unikają starć, inni awanturują się, jeszcze inni siadają i przegadują problem, nie podnosząc głosu, za to osiągając kompromis. Istota polega na tym, żeby dwie strony potrzebowały tego samego sposobu.

MIT 4 – nerwice i problemy osobowościowe rujnują związki

Podobno człowiek, który ma problemy sam ze sobą, nie jest dobrym materiałem na małżonka. Badania wykazują jednak niewielki związek między nerwicami i zaburzeniami osobowości a miłością. Nerwice są problemem, ale nie muszą niszczyć związku. Ważne jest w jaki sposób sobie z nimi radzimy. Jeśli partner podejdzie do tego z troską, zaangażowaniem, szacunkiem, związek przertwa. Wszyscy mamy swoje dziwactwa, nie zawsze zachowujemy się racjonalnie i mądrze, a to nie musi wpływać źle na nasze małżeństwo. Kluczem do udanego związku nie jest normalność człowieka, ale odpowiednie dobranie się ludzi. Nie jest powiedziane, że kiedy osoba nadmiernie dominująca zwiąże się z uległą, będzie źle. Nie musi być, jeśli dwie strony zaakceptują ten układ.

MIT 5 – romanse są głównym powodem rozwodów

Tak naprawdę jest odwrotnie. Problemy małżeńskie, które najczęściej prowadzą do rozwodu, sprawiają że ktoś szuka bliskości poza związkiem. W romansach bowiem nie szukamy seksu, tylko przyjaźni, wsparcia, zrozumienia, szacunku, uwagi, zaintersowania. To wszystko powinno dawać małżeństwo, a nie daje, skoro romansujemy. Zdradzamy, ponieważ tak naprawdę już się oddaliliśmy od partnera. Zdrada jest konsekwencją, a nie przyczyną rozpadu.

MIT 6 – mężczyźni są „biologicznie nieprzystosowani” do małżeństwa

W następstwie przekonania, że właśnie zdrada jest główną przyczyną rozwodów powstała teoria, że mężczyźni z natury są niepoprawnymi kobieciarzami i monogamia jest nie dla nich. Prawo dżungli obowiązywało kiedyś – samiec starał się spłodzić jak najwięcej potomstwa, samica dążyła do zapewnienia potomstwu jak najlepszej opieki, a do tego potrzebna jej była wierność samca. Naturalne prawa rządzące gatunkami to jedno, a u ludzi w XXI wieku częstotliwość związków pozamałżeńskich zależy nie tak bardzo od płci, lecz od okazji. Odkąd kobiety zaczęły pracować, spełniać się poza domem, częściej zdradzają.

MIT 7 – kobiety i mężczyźni są z innych planet

Bestsellery ogłosiły, że mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus. Coś pewnie w tym jest. Jednak istnieją szczęśliwe związki zawierane przez mieszkańców tych tak różnych planet. Różnice między płciami, których obecności nikt nie neguje, mogą się przyczyniać do kłopotów małżeńskich, ale same w sobie ich nie wywołują. Czynnikiem decydującym o tym, czy żonę satysfakcjonuje seks, romantyzm i namiętność w małżeństwie w 70 proc. jest jakość przyjaźni pomiędzy nią a mężem. Również 70 proc. mężczyzn opowiada się za tym czynnikiem. Wniosek? Mężczyźni i kobiety pochodzą jednak z tej samej planety.

Powyższe wnioski powstały na podstawie wieloletnich badań
Johna M Gottmana, profesora psychologii
na Uniwersytecie Waszyngtońskim,
współtwórcy Instytutu Małżeńskiego i Rodzinnego w Seattle.



5/20/2009

zimny maj..


arnoldzik chory i jestem zła,że się zaraził tuż przed podróżą..mówi się i myśli o takich rzeczach naprawde,jak aru chory to nie lece tam gdzie są dzieci,bo wiadomo..nauczka na przyszłośc..trzeba pytać czy wszyscy zdrowi w domu przed wizytą z maluszkiem,choć może będzie to niegrzeczne to potem kto ma kłopot?i to nie jeden dzień i noc..dopiero poczatek,gorączka,dzisiaj kaszel się wykluwa..zła bardzo..bo i kłopot..pójde do lekarza po antybiotyk na wszelki wypadek żeby w domu był i na wyprawe zabiore..na razie homeopatia leci,wapń,wit c,olej z wątroby rekina,syrop homeo na kaszel i panadol na noc..mam tydzień żeby to wytepić..no i aru słaby to więcej snu potrzebuje i co gorsza nie chce jeść,zawsze mu wciskałam całe jedzenie,ale teraz ma więcej świadomości i już sie nie daje..nie ma apetytu i marudny bardzo..a więc tydzień przed wyprawą..ja nie lepiej..zero formy,opuściłam sie w treningach,przestałam tyle spacerowac co wcześniej,przytyłam 4kg,2 to dobrze ale jescze 2 to już widze jak ciężko mi się biega i się czuje jakoś ociężale,za mało ruchu ,za dużo kolacji o dziwnych porach,coby towarzyszyć klonowi..ale już stop i od wczoraj nie jem już póznych kolacji..stanął marek przed lodówką i nie umiał sobie nic wymyślić nawet,bo nie chce mu sie robić i nie jest kreatywny hehe..wiec ma szanse nadrobić,co mi nie pomaga ,bo jak poczuje zapachy kolacji to mi sie włacza burczenie w brzuchu..ale nic zapiłam meliską i lulu..aru na szczęście przespał do rana,spał w swoim śpiworku i cieżko sapał przez zapchany nos,raz krzyknął z rana ,co mu sie zdarza od czasu jak go przestałam kłaśc w śpiworku..odkryty i zmarznięty nad ranem sie przebudza,wtedy przeczekuje z minute i go przykrywam i spi dalej..te spiworki to dobra rzecz,bo nie musisz wstawać przez całą noc sprawdzac czy przykryty maluszek..tylko odpowiednia grubość musi być tego śpiworka i juz po kłopocie..tydzień przed wyjazdem,wszytko spakowane,tylko do sakw trzeba upchnąc i zobaczyć czy się zmieści do 2,bo po co mieć 4 sakwy,może być cięzko..wyczytałam ,ze pierwszy odcinek przez pireneje 30 km 1200m przewyzszenia plus niechciane burze i mgly mogą wypruć wszystko z człowieka..hehe marek mówi ,ze wycieczke rowerową sobie robi i lajcik..moja intuicja mówi,że zapłacze sie tam z tym bagazem i przyczepką oczywiście będe wtórować i iśc piechotką zapewne..cfaniak zakupil dodatkowy przyczep do roweru ,żeby mi też podrzucać przyczepke do roweru jakby się zmęczył hehe..w środe ruszamy..jedziemy autem do miejsca pracy marka i tam auto zostaje a my obładowanie jedziemy jeszcze rowerami na lotnisko i tam kombinacje alpejskie z całym tym sprzętem do upchania jako bagaż główny i podręczny,przyczepka do samolotu jako wozek składany dziecka,dlatego trzeba wziąśc małe kółka też i rączkę do pchania..przemycić musze też kaszki i mleko sojowe a jak sie da to pieluchy z tyłu przyczepki..no arek pospał godzinke i już poplakuje więc koncze..a tutaj pare fotek z maja,i zoo w dublin(niewiele)wiec jesze taty foty załaczm..




5/15/2009

bzdety..

no nareszcie klon na bazie,4 dni samotności we dwoje z arkadiuszem..nawet czekałam zasnąwszy na tapczanie przed lapem,gdzie leciał godzinny program o teorii ewolucji i stworzeniu świata..(a propo,wszystko na świecie i cały świat jest tak skonstruowany pod nas,że stoi za tym jakaś siła inteligentna do czego nie chcą przyznać sie ewolucjoniści)czyli? jest czy Go nie ma..
no i zbliżający się 2012 rok zapowiadający koniec dotychczasowego świata oraz o zbliżającej się do ziemii planecie nibru(potwierdzone obserwacjami nasa?)..to jak ktoś chce to pogrzebie po necie i sam się wyedukuje..zasnęłam padnięta i nieumyta,bo jednak samemu przy dziecku takim jakim jest bandyta arek nie starcza rąk ,sił i pomysłów w pojedynkę na dłuższe rozłąki..jednak lepiej ,że samemu się nie jest :),bo tak jak można wychować dziecko samemu to nad związkiem trzeba pracować wspólnie..i jeżeli związek nam nie odpowiada to też nic na siłę..ale mniejsza z tym..no tak z arem pojechałam wczoraj do wsi obok w celu złożenia papierów do urzędu ,który mi druknie tymczasowe prawo jazdy..drzwi mi zamknęli przed nosem o 12.30 na lancz,więc musiałam raz jeszcze przybyć po 14..w tym czasie zakupy..i byłam w szoku i pełna podziwu dla iroli..a dokładniej ,że wymyślili środek przeciwgorączkowy i przeciwbólowy w saszetkach..choć już wcześniej wymyśliłam panadol w czopkach to potem przeczytałam ,ze w upały to lipa się moze rozpuscić wiec dylemat..wszystko w czopkach mam nawet vibrucol(a w ie jest w pojedynczych dawkach w płynie)wiec tak niechcąco ujrzałam ten wynalazek w aptece nie mogąc się nacieszyć..calpol w saszetkach,w środku jest normalny syrop 5ml czyli pojedyncza dawka..a wszystko po to żeby mieć jak najlżej i najmniej i jednak na wszelki wypadek..no dalej tym tropem poszłam i znalazłam witaminy,w tym 60mg wit c,w listku pojedynczym żelki..no i po kłopocie..jak tak straszą tą grypą to trzeba się zabezpieczyć jakoś..dla siebie zakupiłam l-carnitynę i biorę tylko na 10 dni,coby zakwasów nie było..do tego magnez w listku(przy takich męskich osobnikach trzeba) i żeń szeń i jakoś dam rade..aa arowi jeszcze żywe kultury bakterii w saszetkach proszek do jedzenia dodatek na odporność dorzucę i może listek z kapsułkami zawierającymi olej z wątroby rekina..już wypróbowałam połyka na hasło kulka :)
tak więc dalej..o 15 w urzędzie dowiedziałam się,ze 15 min od miejsca zamieszkania moja wieś nie należy do tego county..tylko miejscowość sporo dalej leząca ,chyba ze 40 min albo i dalej..czyli hektar stąd..ale miła pani w okienku dała mi z ze stosika wcześniej przygotowanego karteczkę z adresem gdzie ten urząd jest..i mogę wysłać pocztą i zapłacić też na poczcie i papiery wysłać..no tak a co z oryginałem paszportu?hmm chyba ksero wystarczy no nie?nie wiem sama teraz..paszport mi potrzebny do hiszpanii,wynik od okulisty ważny miesiąc..zaraz zrzucę to na małże:)niech zapyta o dokument ..a małża wczoraj o 1 wykończona przyjechała i od razu lulu..pograsowałam po torbach ,bo nowe śpiworki na miarę przywiózł więc ciekawam w końcu wybuliłam na nie kupę szmalcu prawie 1500zl(wypas są leżałam w swoim dzisiaj z polh na podłodze,najlepszy gęsi puch,arka mniejszy z odpinanym dołem ,w przyszłości większy mozna doszyć),no i sroczka dostała też koszulkę różową! od kolesi z motosyberii,ktorzy robią tym razem reaktywacje motosyberii..lans klonowsky nakupował sobie szmatek ,dechę do kejta,buty(w kolorze moich prawie wszystkich butów i nawet ta sama marka troll)a to dlatego ,ze kupiłam mu brzydkie spodnie o których miałam napisać,długa historia dzinsu,nie mogłam oddać tylko zamienić na jeszcze brzydsze i tak zrobiłam :),ale też coś od siebie kupił dla mnie a może zwędził:)błyszczyk truskawkowy..no i gazetkę o która zawsze jęczę,żeby przywiózł..i wreszcie jest po 2 nieudanych próbach,co prawda inny tytuł i pierwszy wydany przez politykę,ale wydaje się być spoko po tytułach artykułów..także sroczka zadowolona śpiwora już w worek wcisnąć nie umiała dołączyła do trola w łóżku,który jeszcze coś ze zmęczenia rzucał witkami na prawo i lewo wybudzając mnie ze strachu o życie..dobrze,że też się nie umyła ;)

5/12/2009

jednośladowce..

 
Posted by Picasa

23.55 no moze coś naskrobie sobie..dużo przemyśleń różnych, ale wspomne choc o jednym lub raczej jednych z wielu,czyli o motorach..jakże nic nie napisać jak mnie ten lakier razi w świetle słońca siedząc sobie na siedzeniu wyciągniętym z luczidy pod okienkiem..tak więc małżo jedna ,nie ściemniaj mnie i iroli,że jawa to polski produkt!a właśnie,że nie!czeski jak krecik we własnym czarnym futerku,czechosłowacki produkt..i jeszcze ta pod okienkiem przemalowana z czerwieni na krem,już nie orginał..ale jakie cuda widziałam na giełdach..jawa z koszem,no super pomysł na ślub lub atrakcje turystyczną..

a więc jawa zastępcza ,bo honda dominator sie rozpadł(a)? i nie dała rady na 400km odcinku drogi..też przemalowana z czerwieni tym razem na czerń..już nie orginał,co te chłopaki mają do tego koloru?czerwień jest niezła,a oni maskują sie ,czernią na asfalcie w słoneczny dzień i kremem w śniegu lub na pustyni heh ale tam raczej by ugrzązła szybko..

no i bmw..nie pamietam co tam stało dokładnie,ale ładne nie było i przejechałam sie raz tylko po plaży,bo nie było jak..i zostało sprzedane..a propo: bmw z koszem to mi sie marzy :)tak razem ,rodzinnie..a małżowi marzy sie raczej coś indywidualnego..ktm..motor jaki chce nie jest już w produkcji..tylko jak mu sie rozkraczy taki używany pod którymś pikiem w bylym zsrr to bedzie bidnie..a więc mam konkurentki i konkurenta..ktm to raczej męski osobnik hehe..jawa dosyć stara i wyblakła a o dominatorze tez wolalabym zapomniec..stawiam na bmw,niemiecki dobry sprzęt,ktm też niemieckojezyczny?
poniżej filmy o dreamerach :na co taki motor i kto sprawił,że kolejne motory się przefarbowywały..



5/06/2009

muza w tańcu..w tańcu muza..miłość..

Czym jest miłość?

Miłość jest uczuciem pozytywnym,
uczuciem silnym, uczuciem tak prawdziwym,
że dla kogoś kto kocha, wyzbycie się miłości
jest tak samo niemożliwe, jak zamach na własne życie
- powiedział Van Gogh, patrząc na delikatny
woal fioletowych wzgórz, które błyszczały jak
śniedź w porannej poświacie słońca.

- A zatem czym jest miłość?
- zapytał Mistrza młody uczeń.

- Całkowitą nieobecnością lęku
- odpowiedział Mistrz, nie
odrywając wzroku od płótna.

- A czego w życiu najbardziej się lękamy?
- Miłości - odparł ponownie Mistrz,
dając tym samym młodemu adeptowi
sztuki wiele do myślenia.









piotrus pan..



Piotruś Pan to opowieść o chłopcu, który nie chciał stać się dorosły i spędzał czas w świecie wyobraźni..świat przepełniony jest takimi chłopcami..mój chłopiec został posiadaczem 20letniej jawy..po bmw i marzeniach o ktmie i prawie przetestowanej hondzie dominator dostał na jakiś czas od drugiego chłopca odnowiony motor,nie jezdzący,ale jakże cudownie podpiera ściane z cegły tuż obok drzwi wejściowych..i jaka ciekawość wzbudza w innym chłopcu mieszkającym obok,posiadaczu drugiego z kolei węża,opuszczonego przez ładna długowłosą blondyne i jego kilkuletniego syna..
na mój pomysł o zrobieniu prawka na motor chłopiec sie wzdrygnął chyba z przerażenia,chociaz pewna nie jestem..więc zobacze co się da zrobić..testy trudne nie są,ale chyba w języku angielskim,mogłabym spróbować przynajmniej..jazdy skodaczem nie wygladaja rewelacyjnie,ale cos tam jeżdzę..na plaży,gdy jest długa i szeroke hehe i jak zapalam po raz kolejny ,gdy mnie gaśnie,znowu trza sprzeglo,puscic hamulec ręczny wbic 1,popuszczac sprzeglo i gaz,i sprzegło i 2 itd..tyle umiem..zaliczyłam też parkowanie na plaży,jaki styl nie wiem,ale jeszcze przed domem nie będe bo nas nie stać za ewentualne szkody materialne..
pierwsze dni maja nie były moimi wymarzonymi,siedzenie na chacie czy wpatrywanie sie w honde dominator ,która padła nieżywa i juz taka na stół operacyjny z dr czpkinsem w luczidzie zapakowanej po brzegi ruszyła do warszawy ustępując miejsca przed domem jawce..
wybrałam się w poniedziałek do dublina na wystawe,nawet się pomalowalam i ładnie ubrałam,ale na wystawe nie trafiłam po raz kolejny,może sie jeszcze uda hehe..wystawa ,dosyć kontrowersyjna,która chciałam obejrzeć pare latek temu w hamburgu,ale była mega kolejka..no więc nie trafiłam..kupiłam pare szmatek chłopcowi swojemu,żeby w biurze wyglądał..i potem żałowałam ,bo nic mu sie nie podobało,a mogłam sobie na kawke pójśc i na te wystawe..ale człowiek głupi i uczy sie na błędach..zakupiłam sobie pare kosmetyków do make upa,i 2 fantastyczne pędzelki..zielony tusz do rzęs :)czerwoną pomadkę i puder brązujący..reakcja piotrusia na dzień drugi po użyciu zakupionych rzeczy..co ty masz na twarzy?..są też tacy co słyszeli o reakcji na moje zielone oczy pomalowane na wielkanoc..chyba mieszkam sama nie wiem z kim..tubylcem?? a wiec po wytłumaczeniu ,ze to nie na zawsze ten nienaturalny brąz odetchnął z ulgą..czy ja sie nie moge pomalować czy jak,o co tu chodzi..już zapomniałam tej sztuki i ucze sie na nowo z internetu paru sztuczek a tu masz,mozesz sie wysilać i reakcja jest.. tylko jaka?hmm nie zważając na to moja facjata i bede tam robic co mi sie podoba..nawet jak sie nie podoba..a na moje słowa o motorze,na co i po co..dostałam dość wystarczającą odpowiedz: to moja sprawa..więc moje ciało chyba tym bardziej..i jeszcze nazwa honda dominator,gapiąc sie na nią z oczami pełnymi łez po dośc nieprzyjemnej kłotni myśle sobie z czym ta nazwa sie kojarzy?czysty przypadek?..
tutaj filmiki zapoznające z wystawą którą okupiłam słowami co ty masz na twarzy..



5/02/2009

dzess..








że tak zaczne od muzy..usłyszałam dzisiaj i sie wciągnęlam,a tak nie lubie dzezu ,blusa itd ,ale to mnie powaliło heh..sebunii też sie pewnie spodoba albo już zna..dzisiaj ruszył kciukiem ,pozdrowienia i powrotu do zdrowia szybkiego życzy wieś północnego zakatka dublina..a babka ,która śpiewa też z dublina..fajnie sie tego słucha..ostatni kawałek niezły i tamburynko irlandzkie..próbowałam grać na tym tyle ,że mniejszym i dałam maciusiowi w prezencie,ale nie widziałam u niego ostanio tego prezenta w pokoiku :(
w tygodniu przyjechali dziadkowie do areczka z prezentami,i sie nim zaopiekowali..prezent to rowerek,z muzyczką nawet..akurat nie była za fajna pogoda,najedlismy sie tez pysznych pierożków od babci..no było sympatycznie..arek próbował mówić dziadek i chodził z nocnikiem cały czas hehe..kupiłam pieluchomajtki to bedzie łatwiej wysadzać małego drania..
a dzisiaj też sympatycznie,sama się wybralam rowerem z przyczepką..najpierw nie ściągnęłam kółek a potem nie włożyłam z tej strony co trzeba uchwytu..sie nameczyłam zanim ruszyłam,ale już wiem co jest pięć wiec teraz będzie łatwiej hehe..jade i myśle sobie ,co ta przyczepka zajmuje tyle jezdni i jedzie dziwnie obok roweru mojego..a wcześniej była za nim(na ostatniej wycieczce)wie stanęłam i znowu to zaczęłam przemontowywać uff i pojechaliśmy..aru spał i jak się obudził to pokazałam mu owieczki,które 2 tyg temu były jeszcze małe a teraz już takie wielkie i brykają wesoło meee..więc taty nie ma 2 dzień wiec padam na pysk..wczoraj po pracy pojechał pociągiem do cork ,by dzisiaj przyjechać motorem nowym z zew,polakierowanym ,który ma ze 20 lat na karku no i nie dał rady dojechać..męczą sie z czapą pod dublinem,by go uruchomić..więc fasolka dawno ostygnięta a mój brzuch pełny kalorii w postaci truskawek i bananów z podwójna bita śmietaną oblanymi airkoniakiem mniam..to teraz jakiś filmik,ksiażeczka i lulu..aru już spi..reszta załogi dojedzie mam nadzieje jeszcze dziś..biedna ryśka(pies) ze( stefanem)..mają pewnie tej podróży z cork też dość..no nic włącze sobie coś,aby to nie była chała taka jak wczoraj obejrzałam :)